Reklama

Reklama

Lekarze o dramatycznej sytuacji. - Szpital funkcjonuje tylko dzięki koleżeńskiej solidarności

Opublikowano: 11 września 2021 18:34
Autor: | Zdjęcie: Michał Wiśniewski

Lekarze o dramatycznej sytuacji. - Szpital funkcjonuje tylko dzięki koleżeńskiej solidarności - Zdjęcie główne

foto Michał Wiśniewski

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Postępu w rozmowach lekarzy z dyrekcją szpitala na Winiarach nie ma. 21 lekarzy specjalistów złożyło wypowiedzenie, co grozi zamknięciem oddziałów, kolejni zaczęli wypowiadać klauzule opt-out. Dyrektor Stanisław Kwiatkowski wskazuje, że placówki nie stać na proponowane podwyżki. Lekarze nie zgadzają się jednak na takie stawianie sprawy: - Dyrektor odnosi się tylko do postulatów finansowych. Ich jest znacznie więcej i nie chodzi tylko o pieniądze. Dotyczą przede wszystkim warunków i jakości pracy w szpitalu - mówi nam nieoficjalnie jeden z lekarzy.

Reklama

  • Lekarze, z którymi udało nam się porozmawiać, wskazują, że najważniejsze jest odciążenie kadry medycznej,
  • mówią o krzywdzącym sposobie rozliczania dyżurów dla pracowników etatowych,
  • wskazują na niebezpieczne trendy w zatrudnianiu lekarzy na kontrakty, 
  • oskarżają dyrektora o złe zarządzanie placówką,
  • opowiadają o walce o przyszłych lekarzy już na poziomie szkoły średniej. 

Brak kadry medycznej to nie jest nowy problem w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Płocku. Sytuacja narastała od wielu lat, aż w końcu lont został podpalony. Czy dojdzie do wybuchu? Póki co 21 specjalistów z kilku oddziałów złożyło wypowiedzenia - na tę chwilę do zamknięcia jest oddział chorób płuc, co może nastąpić już z końcem września, ale pod ogromnym znakiem zapytania stawia to działanie takich oddziałów jak dziecięcy, nefrologia czy chorób wewnętrznych. Kolejni lekarze wypowiedzieli klauzule opt-out, które pozwalają im pracować w większym wymiarze. Sypie się praca na praktycznie każdym oddziale. 

Czytaj więcej: Dramatyczna sytuacja Winiar. Kilkunastu lekarzy złożyło wypowiedzenia, możliwe zamknięcia oddziałów!

Dyrektor Stanisław Kwiatkowski rozkłada ręce i wskazuje, że placówki nie stać na danie podwyżki lekarzom. 

- Jeśli 350 lekarzy dostanie podwyżkę do 3 średnich krajowych, to jest to 100 mln złotych rocznie. 100 mln złotych rocznie to w tym momencie roczne wynagrodzenie wszystkich 1500 pracowników szpitala – mówił kilka dni temu Stanisław Kwiatkowski, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Płocku.

Udało nam się porozmawiać z dwoma lekarzami, którzy nie zgadzają się z takim stawianiem sprawy. Przyznają, że owszem, finanse są jednym z punktów żądań, ale nie jedynym i na pewno nie najważniejszym. O co więc chodzi?

Personelu medycznego w Polsce jest mało, a w dodatku średnia wieku wciąż się podnosi. Lekarze zarzucają dyrektorowi, że nie robi wystarczająco dużo, żeby zatrzymywać pracowników w szpitalu. Każdy lekarz czy pielęgniarka są dziś na wagę złota.

- Sposób wynagradzania spowodował, że mamy gigantyczny odpływ pracowników ze szpitala. Chodzi o kwoty i warunki pracy. Okoliczne placówki oferują dużo większe pieniądze, za znacznie mniej obowiązków - wskazują. 

Szpital nazywany umieralnią

Wojewódzki Szpital Zespolony jest placówką o II stopniu referencyjności (w Polsce są III stopnie referencyjności). Na Winiarach jest Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR), do którego trafiają przeróżni pacjenci - od tych, którzy złamią rękę, przez zamroczonych alkoholem bezdomnych, aż po ofiary wypadków komunikacyjnych czy pacjentów w sepsie. Płocki SOR obejmuje obszar, na którym mieszka ok. 300-350 tys. osób, ale to nie wszystko.  

- Między szpitalem wojewódzkim, któremu podlega Szpitalny Oddział Ratunkowy, a szpitalem, np. w Gostyninie, jest przepaść. Szpital w Płocku jest nazywany umieralnią, bo na SOR zwożeni są pacjenci w najcięższym stanie. Skoro są w takim stanie, to logiczne jest, że część z nich umrze. Pacjentów w ciężkim stanie z Płocka, Sierpca czy Gostynina przywozi się do nas. Zdarza się, że leci do nas pacjent z Siedlec, które są 200 km stąd. Po prostu wykazujemy wolne łóżko, a w Warszawie nigdy takich nie ma. Koordynatora wojewódzkiego nie interesuje, że nie będzie łóżka dla kogoś z tej populacji. Szpital jest wpisany w sieć i okej - to jakoś działa. Wszyscy jednak unikają SOR-u. Co robi dyrektor? Zatrudnia na kontraktowe dyżury każdego, kto tylko zechce pracować, nie patrząc na jego kompetencje. Czasami w ramach etatu oddelegowuje do pracy na SOR-ze [dyrektor może oddelegować każdego pracownika na 3 miesiące - red.], co sprawia, że pracy na oddziale jest jeszcze więcej. To wywołuje także konflikty między nami, bo każdy stara się tego uniknąć. To jest tak nieatrakcyjne miejsce pracy, że dyrektor sobie z tym nie radzi - nie ukrywa nasz rozmówca. 

Jak wylicza, kiedy jest w pracy, często jednocześnie przebywa w 3 miejscach - na oddziale, na konsultacji w SOR-ze, w poradni. 

- Ja dla Narodowego Funduszu Zdrowia jestem w tym czasie 3 osobami. Ludzi jest coraz mniej. Z mojego oddziału w ciągu ostatnich lat odeszło kilku lekarzy, a młodzi nie chcą przyjść - przekonuje.  

Jak dodaje, wielu młodych medyków nie chce tu nawet odbywać rezydentury. Na Winiarach  pracuje ok. 150 lekarzy specjalistów. Jeśli nie pojawi się pewna zastępowalność, za kilka lat problem będzie jeszcze większy.

- Mnie postulat płacowy np. w ogóle nie interesuje. Muszę pracować mniej, bo po prostu nie daję już rady. Szpital przestał praktycznie funkcjonować. Jest nas za mało i mamy za dużo obowiązków - przekonuje drugi. - Lekarze w pracy umierają, ostatnio w Wałbrzychu. To już kolejny. Czy coś to zmienia? Nie interesuje mnie trumna wypchana studolarówkami - zapewnia. 

Jak wskazuje, w miesiącu pracuje od 200 do 220 godzin. Dodaje, że to norma wśród lekarzy na Winiarach. Składa się na to etatowa praca i 4-5 dyżurów w miesiącu. 

- Często wykonuję pracę za 2-3 osoby. Tak naprawdę jest. W Warszawie jest  38 szpitali, oddziałów ratunkowych 10. SOR decyduje o ciężkości dyżuru. W warszawskim szpitalu na 30 łóżek jest 7 specjalistów plus 5-6 rezydentów. U nas na 1 lekarza przypada 10-15 pacjentów, na każdym oddziale, nieważne czy specjalista czy nie. Nie bawimy się w to. Po prostu dzielimy pracę.

Czy odsypiają na dyżurach pracę w swoich prywatnych gabinetach?

- Mam prostą odpowiedź: nie mam gabinetu. Poza tym zapraszam na dyżur. Czasami śpię godzinę-dwie, ale wybudzony muszę natychmiast działać. Owszem, są oddziały, które mają spokojne dyżury, ale większość nie ma. Cały szpital nie ma, bo tutaj jest SOR. Pacjenci często czekają z bólem do wieczora, bo może minie. No cóż, nie mija, a o 1:00 w nocy trzeba dzwonić po karetkę. Większość złych rzeczy dzieje się w nocy.

Zdarzają się przypadki, że pacjent zgłasza się na SOR i mówi, że od 2 tygodni boli go noga. Norma.

Czytaj więcej: Pogarsza się i tak zła sytuacja Winiar. Pacjenci z zawałem serca nie będą leczeni w Płocku

Jakość usług dla pacjentów 

Przy zamawianiu jedzenia, wyborze hotelu czy korporacji taksówkarskiej często kierujemy się ocenami innych internautów. Sprawdźmy. Szpital wojewódzki w Płocku ma na Google 1,9 na 5 możliwych gwiazdek. Dramatyczny wynik. Co prawda to tylko 15 ocen, ale w wielu komentarzach w internecie przewija się temat jakości obsługi pacjentów. Płocczanie od lat narzekają na swój szpital.

- Jaka jest jakość usług? Proszę przeczytać komentarze w internecie. Ludzie nie kłamią. Mając 12 ciężkich pacjentów, część z nich jest 1 nogą na tamtym świecie, jestem jeszcze odesłany do poradni. Muszę w 2 godziny zaopiekować się 12 osobami, a każdy z nich chciałby porozmawiać, uzyskać informację o swoim zdrowiu. Wyłącza się empatia, bo z tyłu głowy mam myśl, że za 2 godziny w zupełnie innym miejscu czeka kilkanaście innych osób. Po prostu nie mamy czasu, bo brakuje pracowników i to jest odbierane jako brak empatii - przekonuje. 

W serialach medycznych kręconych w Stanach Zjednoczonych często widać obrazek: lekarz diagnozuje pacjenta i zleca badania. Po jakimś czasie dostaje wyniki i zaczyna się rozważanie: co dalej? Na Winiarach nie ma nawet dedykowanej pracowni, do której można by zlecić wykonanie echo serca czy USG.

- Żeby było jasne: to są odrębne jednostki, za które płaci NFZ. Wielu kolegów na kardiologii potrafi zrobić echo, więc jak potrzebują, to sobie zrobią. U nas wielu kolegów potrafi zrobić USG brzucha - jak potrzebują, to zrobią. A powinna być taka pracownia dla wszystkich pacjentów. Dlaczego nie ma? Brakuje ludzi - odpowiada sam sobie lekarz. 

- Jedziemy, uczymy się, zdobywamy kompetencje za swoje pieniądze, a mówimy o tysiącach złotych. Potem dostajemy jeszcze kolejne obowiązki, bo potrafimy wykonać coś nowego. Jesteśmy po prostu wykorzystywani - musimy zrobić więcej rzeczy w tym samym czasie - irytuje się drugi. 

Są szkolenia z różnych dziedzin, medycyna pędzi cały czas do przodu. Medycy uczą się nie tylko o nowych terapiach, ale ćwiczą tzw. kompetencje miękkie. To znaczy mogliby, ale jak przekonują - nie mają na to czasu.

- Trzeba na to brać zwykły urlop - rozkładają ręce. - Mógłbym czytać o swojej dziedzinie przed snem, chłonąć ją jak kryminały, ale nie mam czasu i czuję się wypalony.

Lekarze nie mają wątpliwości: w takich warunkach są rzeczy, które można zrobić lepiej lub szybciej. 

- Większość radiologów zrezygnowała, są na kontraktach zadaniowych. Czasami potrzeba USG naczyń. Robi  je 2 radiologów, którzy są raz w tygodniu! Jeszcze do niedawna byli codziennie, bo pracowali na etacie. Ze względu na konkurencyjność innych jednostek odeszli - słyszę przykład.  

- Jeśli pacjenci się skarżą, to pewnie tak - jakość opieki się pogarsza. Choć uważam, że szpital, przy takich warunkach, wciąż pracuje bardzo dobrze, ale to właśnie się kończy... - mówią.  

Dlaczego jakość opieki się pogarsza? Jak wskazują rozmówcy, jest coraz więcej lekarzy przyjeżdżających tylko na poszczególne dyżury. Nazywają ich lekarzami “plecakowymi”. Lekarz po dyżurze pakuje plecak i jedzie dalej, a jak przekonują, to ze szkodą dla pacjenta. Bo w leczeniu chodzi też o ciągłość.

- Dla dyrektora najważniejsze jest spięcie grafików, czyli żeby był lekarz na dyżurze. Przyjedzie lekarz plecakowy i co zrobi? Przyjmie, może opisze pacjenta, wyda zlecenia do rana i “do widzenia”. Leczenie pacjentów to tzw. prowadzenie. Sedno pracy polega na ciągłości opieki specjalisty - kiedy specjalista jest codziennie i chodzi do tych samych pacjentów od początku do końca. Zdarza się, że pacjent mnie zaczepia na dyżurze i o coś pyta. Odpowiadam, że przecież rano przyjdzie lekarz, który pana prowadzi, a pacjent wtedy odpowiada, że on nie wie kto go prowadzi, bo codziennie przychodzi ktoś inny. To nie jest tak, że my widzimy pacjenta i od razu wiemy co zrobić. Czasami pewne rzeczy wychodzą w trakcie obserwacji i leczenia. 

Kasa, bądź co bądź, ważna 

Lekarz i lekarz, a czasami zarobki są różne. Lekarze zatrudnieni na etacie zarabiają inaczej od lekarzy, którzy swoje usługi świadczą na tzw. kontraktach. Kwoty kontraktów mogą rzucać na kolana. Oficjalnie rzadko można usłyszeć kwotę -  wszystko zależy od specjalizacji i problemów danego szpitala. Kto ma nóż na gardle, jest w stanie zapłacić więcej.

To ma jednak swoją cenę, bo lekarz na kontrakcie musi pokryć koszt ubezpieczenia OC, nie ma świadczeń socjalnych, płatnych urlopów, a kontrakt lekarki w ciąży może być po prostu rozwiązany. Z drugiej strony kontrakt daje pewną niezależność - nie można takiego lekarza przenieść, nie obowiązują go normy zatrudnienia. 

- Nie spotkałem się z naciskiem na przejście na kontrakt - przyznaje rozmówca. - Dyrektor kilkukrotnie to proponował, ale z takimi stawkami, które są o połowę niższe niż w okolicy. Na każdym spotkaniu dyrektor zarzuca nam, że kłamiemy, bo on wie jakie stawki proponują jego koledzy. Zaproponowaliśmy kiedyś telefon do innego szpitala, ale dyrektor się na to nie zgodził. Wszystkie okoliczne placówki - Płońsk, Sierpc, Gostynin,  Kutno, Toruń, Warszawa - płacą więcej.

Kolejne pytanie, które się nasuwa: skąd zatem biorą na to pieniądze? Chwila zawahania. 

- Ze sposobu zarządzania? Jest np. wysoko płatna procedura, która może być wykonana w naszym szpitalu, z satysfakcją dla pacjenta. Według tej dyrekcji ona się nie opłaca. Opłaca się wszystkim w Polsce, ale u nas nie. Osoby odpowiedzialne wyliczyły, że doba w naszym szpitalu kosztuje tyle, co w Marriocie - około 400 zł - dziwi się. 

- To jest szpital wojenny. Jesteśmy na froncie od rana do wieczora i przez noc. Tak to wygląda, w covidzie było dramatycznie, ale na co dzień też żyjemy jak na wojnie. Dlatego to często pomoc tylko doraźna. Trzeba zostawić pacjenta, bo komuś innemu ratujemy życie. A potem? Potem jakoś to będzie. 

Czytaj więcej: Ratownicy przystąpili do protestu. Grozi nam paraliż? Dyrektor pogotowia: co będzie w sobotę? Nie mam pojęcia

- Niestety wiele rzeczy w tym szpitalu robi się w pewnym sensie po znajomości. Wykonanie pewnych procedur i konsultacji dla naszych normalnych, oddziałowych pacjentów, załatwiamy przez swoje prywatne kontakty z kolegami-lekarzami, którzy wykorzystują tu umiejętności, nabyte w ramach własnego, płatnego szkolenia. Dokładnie tak - ponieważ każdy chce się rozwijać, wiedzieć i potrafić więcej. Szczytem działań dyrekcji w tym kierunku jest udzielnie urlopu z prawem do zachowania wynagrodzenia. Przez pewien okres pracowałem dla innej placówki, prywatnej. Tam wręcz naciskano mnie na konkretne szkolenia, które miałem sponsorowane tylko i wyłącznie po to, żeby później móc wykorzystać tę umiejętność - pozwalało to zarobić firmie dzięki kolejnym badaniom, za które NFZ mógł zapłacić, a jednocześnie ja dostawałem za to wynagrodzenie. W tym szpitalu nawet już nie ma czasu, żeby na szkolenia jeździć, bo ktoś musi pracować - w sensie świadczeń podstawowych, ktoś musi dyżurować. Być może to trudno wytłumaczyć, ale korzystamy ze swoich prywatnych kontaktów, żeby prawidłowo diagnozować i leczyć naszych chorych, ponieważ dyrekcja nie zapewnia w tym zakresie właściwie nic. Zdecydowanie nie wystarczy inwestować w sprzęt, jeszcze trzeba mieć wyszkolonego pracownika do jego właściwego użycia. Medycyna jest niesamowicie dynamiczną dziedziną, postęp jest ogromny. W tym szpitalu, przy tych działaniach dyrekcji najłatwiej i najlepiej byłoby leczyć przez nałożenie rąk - niski koszt, wystarczy kilka osób zatrudnić, może jedna będzie miała taki dar.

Za takie dodatkowe czynności nie przysługuje wynagrodzenie. Jak mówią lekarze, to obecnie norma w większości placówek, chociaż wskazują, że dyrekcja twierdzi, że na to nie pozwoli. Odbywa się to kosztem czasu lekarza, który wykonuje to badanie. 

- Nie jest tak, że pacjent zapłaci kilkaset złotych w prywatnym gabinecie i w szpitalu ma wszystko od ręki. To tak nie działa. Ludziom może się w głowach nie mieścić to co mówimy - uśmiechają się. - Jesteśmy specjalistami od wielu lat, obaj nie mamy gabinetów prywatnych.

Ile powinien zarabiać lekarz? To trudne pytanie. A ile powinien pracować? Norma wskazuje na 4 dyżury w miesiącu. A ile pracują lekarze na Winiarach?

- No dużo więcej. Policzyłem. W ubiegłym roku samymi dyżurami przepracowałem ponad 2 bite miesiące. Oznacza to wyrok osadzenia na ponad 90 dni - tyle, że z własnym jedzeniem, najczęściej bez snu, z ogromną odpowiedzialnością, bez świąt z rodziną, bez weekendu z przyjaciółmi - ci są już zdenerwowani moją ciągłą niedostępnością i towarzystwo wykrusza się. Z reguły miałem po 6-7 dyżurów. Normy w Europie wskazują na 4 i praktycznie wszystkie kraje podchodzą do tego rygorystycznie - odpowiada. 

Lekarze wskazują też, że rozliczanie pracy odbywa się w niejasny sposób. 

- U nas liczy się w ten sposób, że spośród 24 godzin dyżuru połowa jest wliczana do etatu, a pozostałe 12 jako dyżur. To oczywista nieprawda. Od 8:00 do 15:00 jest “w pracy”, ale obok niego jest 5-6 osób, które mogą pomóc. Od 15:00 do 20:00 też jest w pracy, ale sam, za stawkę normalnego etatu. Dopiero potem dostaje stawkę dyżurową. Moim zdaniem to ewidentne poświadczenie nieprawdy. Ten sposób rozliczania czasu pracy według mnie się wyczerpał - mówi.

- Młodzi dziś tak nie chcą - oni chcą pracować normalnie. Biorą tyle dyżurów, ile przewiduje norma i potem żyją jak normalni ludzie - podkreśla drugi. 

Jak wygląda tygodniowy grafik lekarza, który ma 6 dyżurów w miesiącu?

  • poniedziałek: 8:00-15:35
  • wtorek: 8:00-8:00 (24 godziny)
  • środa: po dyżurze
  • czwartek: 8:00-15:35
  • piątek: 8:00-8:00 (24 godziny)
  • sobota: po dyżurze
  • niedziela 8:00-8:00 (24 godziny)

Były dziury, jest wyrwa 

- Dyrektor zawsze powtarza, że musi gasić pożary, ale nie zauważył, że walą mu się fundamenty. 

We wrześniu na oddziale kardiologii, jednym z większych na Winiarach, są dni, które są nieobsadzone. Co to w ogóle oznacza?

- Są dni, kiedy jeśli coś się będzie działo, na oddziale po prostu fizycznie nie będzie lekarza - mówi z trochę ze spokojem, trochę z lękiem rozmówca. - Co się stanie jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy? Trzeba zapytać dyrektora. On odpowiada za zorganizowanie pracy i zatrudnienie odpowiedniej liczby personelu. Nie wywiązuje się z tego w żaden sposób od lat. Lekarze ciągle są, tylko trzeba podejmować realne kroki. Dyrektor od dawna podejmuje pozorowane działania. Powtarza to samo ogłoszenie: zatrudnię. Dziś odbywa się to zupełnie inaczej i powinna być to wiedza nieobca osobom zarządzającym. Wiemy, bo dyrekcja pechowo rozmawiała z kolegami z m.in. z Warszawy. W trakcie rozmowy pojawił się oczywiście temat stawki. Pan dyrektor był zaskoczony, bo usłyszał, że nie ma co marnować czasu. Dla dyrektora, tak szczerze, to zawsze jest za dużo - rozkłada ręce. 

Słowo “pożar” przewija się zresztą w rozmowie kilkukrotnie. Jak wskazują rozmówcy, dyrektor przez ostatnie lata próbował przymusić pozostały personel do większej liczby godzin. 

- Przy czym zawsze kłamał w propozycjach. Mówił, że wszystkim daje tak samo, a to nieprawda. Mamy różne wynagrodzenia. Udawało się, bo my też chcemy, żeby to działało, szpital funkcjonował. Kiedy ratowałem mój oddział, było super, jeśli miałem 1 weekend w miesiącu wolny. Coś pękło. Głównie dlatego, że przyszli młodzi, a oni tak nie chcą. Dziury były już wcześniej, teraz zrobiła się wyrwa. Chcemy pracować, ale chcemy normalnych warunków. Za warunki odpowiada dyrektor. W wielu placówkach jakoś udaje się to zapewnić. W Płocku przez wiele lat pewne rzeczy były spychane na zasadzie: jakoś to będzie. 

Jak przekonują, lekarze są, nawet w na miejscu w Płocku. Pracują w poradniach lub okolicznych placówkach. 

- Wszyscy, którzy odeszli ze szpitala, zawsze powtarzają: ojej, jakie życie jest piękne poza tym miejscem. Każdy to powie. To są nasi koledzy, my się spotykamy. Mówią, że życie po odejściu ze szpitala jest wspaniałe. Pracują tu, na miejscu, w Płocku. Poza tym to nie problem dojechać 30-40 km - mówi. 

- Od dyrekcji zawsze słyszymy, że trzeba poczekać. Ja już po prostu nie mam siły. Dzień po dyżurze jest wolny, ale jaki to jest dzień? - pyta retorycznie. - Mamy dziś ponad 50 lat. Wie pan, dlaczego w Polsce na Covid zmarło więcej lekarzy niż pielęgniarek? Bo są starsi. To oficjalne dane. 

W czasach kryzysu covidowego Włosi ściągali lekarzy z emerytury do pomocy. W Polsce nie było kogo ściągać, bo tacy lekarze po prostu pracują.

- Jeśli wydarzy się coś nagłego: nie wiem, mam biegunkę i dziś nie mogę, to nikt nie weźmie dyżuru. Zaczyna się łatanie. 4 osoby wezmą po parę godzin i w papierach się zgadza. To funkcjonuje już tylko dzięki koleżeńskiej solidarności - mówi wprost.

Młodzi lekarze nie ratują sytuacji 

Studia medyczne w Polsce rocznie kończy kilka tysięcy osób. W roku akademickim naukę na kierunku lekarskim może zacząć 9039 osób. Nie wszyscy oczywiście kończą studia, nie wszyscy zostają specjalistami. Gdzie jednak są ci lekarze? Niektórzy wyjeżdżają, niektórzy nie w ogóle są zainteresowani pracą w szpitalu, inni pracują w sektorze prywatnym. 

- Nie opłaca się dziś w Polsce być lekarzem w szpitalu. Rozmawiałem ostatnio z jedną z rezydentek. Oni są młodzi, mają swoje grupy na Facebooku, rozmawiają. Mówi otwarcie, że po zakończeniu specjalizacji odchodzi ze szpitala. Dziwi się, że ja ciągle tu jestem. Praca w szpitalu powinna być lepiej wynagradzana, bardziej prestiżowa, a tak nie jest. Jestem idiotą, proszę mi wierzyć. W sylwestra potrafiłem zostać do 20:30, żeby młody pacjent przeżył. Satysfakcja ogromna, to pozwala na kolejne godziny kolejnego dnia. Ja wyszedłem zadowolony, gorzej z moimi znajomymi, których się traci, nie czekali już na mnie. Robimy to, bo my to lubimy. Chcemy pracować i się rozwijać - przekonują. 

Co dalej ze szpitalem? Podkreślają po raz kolejny: kwestie finansowe absolutnie nie załatwiają sprawy. Sytuację może poprawić zatrudnienie lekarzy, pielęgniarek, asystentów i opiekunów medycznych. Jak mówią, na Winiarach nie ma dziś oddziału, na którym nie ma braków w personelu. Na niektórych braki są tak duże, że żeby chcieć dotrzymać normy europejskiej, trzeba by zatrudnić ich drugie tyle. W skali całej placówki to kilkadziesiąt osób.

- Zamknięcie oddziału to pozbawienie grupy osób dostępu do pewnych usług. Zamykamy oddział płucny, a obok szpitala stawiamy Centrum Radioterapii, gdzie będziemy leczyć m.in. raka płuc. W Płocku chyba całkiem dużo pacjentów. Paradoks - dziwi się. 

- Dyrektor nie podejmuje rozmowy z osobami, które odchodzą. Nie pyta dlaczego, czy może coś zrobić. Wypowiedzenie jest  po prostu przyjęte i tyle - dziwią się. - Żeby coś poprawić trzeba liczyć na napływ nowych pracowników, utrzymać obecnych, rozwijać kadrę. Twarde inwestycje mają sens, jeśli pojawią się nowi pracownicy. Tylko tak poprawi się jakość. Jednym z narzędzi, którym może posłużyć się dyrektor, są finanse. Może trzeba zapytać dyrektorów innych placówek jak sobie radzą. Ten dyrektor… nie powiem jak się zachowuje. Ja na żadnym spotkaniu z dyrektorem ani razu nie wspomniałem o pieniądzach. 

Jak wskazują, to jednak póki co zamknięte koło. Pieniądze i warunki nie zachęcają lekarzy do pozostania, nowi nie chcą przyjść. 

- Wśród młodych lekarzy powstał nowy sposób na życie: etatowy lekarz plecakowy. W ten sposób można w miejscach z dużymi problemami wynegocjować bardzo dobre stawki, obskoczyć kilka dyżurów w miesiącu i to takim osobom wystarczy, ale to niebezpieczeństwo. Ja też 2 razy pomogłem kolegom, wziąłem taki dyżur, ale reagowałem tylko na bieżąco. Są placówki, które sobie radzą, a są takie, które nie. Ten szpital sobie nie radzi - rozkłada ręce, poraz kolejny. - Dyrektor przyznaje, że nigdy nie będzie miał konkurencyjnej oferty. 

Choć z drugiej strony dodają, że w młodych jest też zapał. Wyobrażenia i ideały zderzają się jednak z rzeczywistością i zaczyna się zadawanie sobie pytania: po co? 

- Proszę zobaczyć, kto jest w radzie społecznej szpitala. Politycy zawsze mogą skorzystać z usług szpitala MSWiA w Warszawie, o zwykłych mieszkańcach chyba nie myślą. Organy założycielskie przestały brać odpowiedzialność za cokolwiek. Nie wierzę jednak, że jeśli wojewoda powoła zarząd komisaryczny, to ten wyciągnie różdżkę i wszystko się zmieni na lepsze. Większość szpitali, w których powołano zarządy komisaryczne, została zamknięta. Ten szpital nie może istnieć bez oddziału płucnego czy nefrologii. Jeśli któryś z tych oddziałów wypadnie, reszta nie da sobie rady. Co się stanie z chorymi? Winni będą lekarze, którzy nie chcą pracować - ironizują. - Chcemy pracować, ale chcemy, żeby dyrektor zapewnił warunki. Tylko o to chodzi. Dyrektor stwierdził, że lekarz musi liczyć się z przemęczeniem i przepracowaniem. Mam pytanie - a nie mogę normalnie pracować? Robić tego, co mnie fascynuję, wykonywać jak najlepiej się da? Pomagać ludziom? Czy nie mogę tego robić w normalnych warunkach? Bez naginania liczby godzin? Czy nie mogę zajmować się realną liczbą pacjentów? W tym szpitalu nie mogę. Tu trzeba być zmęczonym, sfrustrowanym. Na spotkaniu z dyrektorem powiedziałem, że nie chcę jego pieniędzy, chcę normalnie pracować. Usłyszałem w odpowiedzi, że wybierając taki zawód trzeba się było liczyć z tymi konsekwencjami i tego nie da się w tym szpitalu rozwiązać. Więc teraz taka uwaga - w Warszawie, Łodzi, w miastach akademickich większość pacjentów zachwycona - lekarz przychodzi pięć razy dziennie, rozmawia przez godzinę, wspaniale! Tyle, że tam na jednego lekarza przypada trzech pacjentów. Ja ich mam kilkunastu, plus poradnie, dyżury w liczbie powyżej jakiekolwiek normy! To właśnie się wyczerpało. Przeciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy z komfortu pracy, za te same pieniądze, lekarza w szpitalu w mieście akademickim a w szpitalu wojennym jakimi są tzw. szpitale wielospecjalistyczne.

Jak wskazuje, jest jeszcze kolejny problem. Lekarz w trakcie specjalizacji ma obowiązek odbycia kursów i staży, wielokrotnie musi jechać do miasta akademickiego na wiele miesięcy, a w tym czasie musi też dyżurować w swojej macierzystej placówce. Zwykle młodzi ludzie, często mają rodzinę, dzieci. Codzienne dojazdy do Łodzi, Warszawy, codzienne koszty. To zniechęca do podejmowania pracy.

Czytaj więcej: Rozpaczliwa propozycja dyrektora szpitala. Nagroda za znalezienie lekarza

- Chętniej zostają w klinikach, chociaż nie ma co ukrywać, znacznie szybciej, z przymusu, nabywają umiejętności u nas - muszą, ponieważ na dyżury trafiają znacznie wcześniej, niż ich koledzy w klinikach - mówią. 

Na zakończenie opowiadają też o nowym trendzie rekrutacji kandydatów na medyków.

- Na rynku są świetnie radzące sobie firmy, ściągające naszych maturzystów na dość tanie studia na wydziale lekarskim na Ukrainie. Studia anglojęzyczne. Jadą tam, wracają na staż do Polski, dzięki czemu uzyskują pełne prawo wykonywania zawodu w Unii Europejskiej. Na Ukrainę przyjeżdżają pracodawcy z Europy, rozmawiają ze studentami 5-6. roku i jest po prostu targ pracy. Już podpisują umowy wstępne - pracodawca płaci stypendium, a przyszły lekarz zobowiązuje się przepracować 3 lata. Po zakończeniu stażu kierunek lotnisko w Modlinie i podróż np. do Oslo. To już potężny biznes. To kilkuset lekarzy rocznie, nawet nie próbują szukać perspektyw w tym kraju.

Kto będzie leczył płocczan za 10 lat? - Też się tego boimy - przyznają. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (38)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 18 godzin temu | ocena +0 / -0

    Reklamy za czytanie ścieku hahaha

    Czytanie za reklamy hahaha ale z was medialne prostytutki. Nikt was nie czyta i się ratujecie jak wyborcza która już zdycha. Portal Płock dawno powinien przestać istnieć bo tu sama kiełbasa ratoszuwa i brak dziennikarstwa. Tylko idiota będzie oglądał reklamy i dorabiał taki medialny rynsztok jak wy. Śpie... Ć

  • 18 godzin temu | ocena +1 / -0

    Struzik won komuchu!!!!

    Proponuję wyrzucić z Płocka najbardziej komunistyczną czerwoną pro ruską partię która robi interesy z agenturą ruską czyli mowa o PSL i będzie normalnie w mieście. Struzik komuchy wy... J!!!

  • 3 dni temu | ocena +6 / -1

    obiektewny

    A czy krwiopijca Pydzinski jeszcze tam pracuje?!Super skorumpowany łobuz z Kutna.Co miesiąc prywatna wizyta 170.00 zł ,sikanie w lejek i do przodu!Ilu ten łobuz wysłał ludzi na drugi świat?!Omijać szerokim łukiem Winiary! Na ich fachowość mam jeszcze jeden dowód ze swojego niestety życia.W razie potrzeby służę swoją osobą.Jak rządził wasz psl z peło ,to gdzie wy byliście?!Co zrobiliście dla Płockowa-Zdrój?Przepraszam,zrobiliście tężnie z łysym,żeby ten syf z łorlenu lepiej się wczłaniał!

  • 3 dni temu | ocena +5 / -8

    Lui

    A czy podwyżki płac spowodują, że zaprzestaną wymuszać na pacjentach wizyty prywatne? Co z absurdalnymi terminami do specjalistów typu do kardiologa ze skierowaniem pilne za ponad rok? I krzyczący pan dr. o pacjencie, który spodziewał się jego litości, że "jak taki VIP i nie chce czekać to na mieście jest wiele prywatnych placówek przyjmujących od razu"? Inny pan kardiolog wymuszający na pacjentach wizyty u siebie, prywatnie uprzednio zawyżając mu dawkę leku, która była za silna i wprost bezczelnie mówiący mu ,żeby zjawił się wreszcie i dał "zarobić" bo pan dr. musi na ciężko chorym emerycie podnieść sobie stopę życiową odzierając delikwenta z jego groszy, ciężko zapracowanych. Fajnie prawda?

  • 4 dni temu | ocena +3 / -7

    Pier

    Skoro tak źle jest na tych Winiarach to niech je zamkną. Ciekawe jak przyjdzie jeździć do Warszawy to jeszcze zapłaczecie.

  • 4 dni temu | ocena +0 / -10

    Ida

    Obrzydliwy stek kłamstw.

    • 4 dni temu | ocena +7 / -1

      Pracownik

      Ale że kto kłamie lekarze w artykule? Otóż nie tak jest....

  • 4 dni temu | ocena +15 / -14

    kiedy rozlicza medykow za mordowanie respiratorami?

    zwiekszaliscie cisnienie mieszanki tlenowej w respiratorach gdy płuca miały zerowa zdolnosc wymiany tlenu...powodowaliscie ROZEDME PŁUC...powiniiscie podłaczać pacjentów pod ECMO!!!!!! pora zaczac was rozliczac...?

    • 4 dni temu | ocena +14 / -2

      Piel

      Proszę nie wypowiadać się na tematy na które nie ma Pan/Pani pojęcia. Proszę najpierw porozmawiać z kimś kto się na tym zna. A ECMO cóż jeśli takie jest pojęcie że jest wszędzie i każdego można podlaczac to ręce opadaja. Rozliczanie???? Jeśli takie jest podejście wszystkich mieszkańców to ja faktycznie odchodzę. Bo mi nie o pieniądze już chodzi ale o odrobinę szacunku!!!!! Proszę bardzo niech zostanie 1 szpital w Płocku tylko na to czekam!!! Bo już mam dość tego słuchać. Bo pracuje w obu szpitalach i widzę jakie jest parcie na Winiary a na Kościuszki w nocy zero przyjęć. Karetki wszystkich przywożą na Winiary!!!!!

    • 4 dni temu | ocena +7 / -3

      NN

      Masz dowody, zgłoś prokuraturze.

    • 4 dni temu | ocena +11 / -0

      Lego

      Gdzie najbliższe ECMO ?

    • 4 dni temu | ocena +12 / -0

      Kk

      No co każdy lekarz umie podłączyć do ecmo. 3 minuty, rachu ciachu i zrobiłone

  • 4 dni temu | ocena +9 / -4

    POPISSLDPSL

    Głosujcie dalej na bandę czworga i oczekujcie że tu się coś zmieni

    • 4 dni temu | ocena +9 / -0

      Towarzysze

      Od komuny rządzą w Płocku. Plock komuny moc. Zawsze była komuna i będzie.

  • 4 dni temu | ocena +17 / -0

    Towarzyszu

    K...... Kowski dosyć rządów PSLu czas zmienić całe kolesiostwo dyrekcji od czasów komunu w szpitalu nic się nie zmieniło na lepsze nic nowdgo. Zejć ze sceny. Nowa miotło lepiej zamiata.

  • 4 dni temu | ocena +26 / -0

    Aby móc

    Redaktor Wiśniewski to obecnie chyba jeden z niewielu kumatych dziennikarzy w tym mieście. Facet pisze naprawdę dobre teksty. A co do Winiar, to Kwiatkowski zatopi ten szpital. Jednak on podobnie jak Kęsicka z pogotowia mają legitymacje PSL i to ich odróżnia od reszty, tzn menadżerowie z nich żadni, ale mają błogosławieństwo od struzika i Zgorzelskiego

  • 4 dni temu | ocena +22 / -1

    M jak Medyk

    Najbardziej temu szpitalowi pomogłaby zmiana całej dyrekcji , kadry zarządzającej praca lekarzy , pielegniarek, poradni, pan salowych. Jak to ktoś napisał lekarz w czasie dyżuru obskakuje sor, poradnie i oddział. Pielęgniarki w liczbie jednej lub dwóch ma zapewnić opiekę ok 30 pacjentom. Tej dyrekcji nic się nie opłaca, wiec jak to się dzieje ze opłaca się wszystkim pozostałym. Niepokorni, piszący negatywne komentarze są szczuci i zastraszani. Nawet koty są trute, a szczuty panoszą się po szpitalu. W tej jednostce na dłuższa metę nie wytrzyma nikt. I dla jasności, to nie chodzi tylko o pieniądze. Każdy z nas wybierając zawód medyczny miał swoje ideały . Chciał pomagać ludziom- lecząc ich lub pielęgnując. W tym systemie nie da się robić tego tak jakbyśmy chcieli. Jest nas za mało i będzie coraz mniej. Wasze krzyki : taki dobie zawód wybraliście lub to wyprdakajcie jak wam zle nie motywują. Możemy wyjechać, wszędzie poza Polska przyjmą nas z otwartymi ramionami. A co z pozostałymi ?

  • 5 dni temu | ocena +15 / -17

    Bzyk

    Nie wierzcie konowałom. Idzcie do salonów samochodowych i dowiedzcie się kto kupuje nowe najdroższe fury. Lekarze i pielęgniarki. W dupach się im przewraca i żerują na strachu ludzi przed chorobą.

    • 4 dni temu | ocena +8 / -5

      pykpyk

      a inni nie kupują, trzeba zobaczyć jakimi jeżdżą rolnicy i szeregowi pracownicy Orlenu

    • 4 dni temu | ocena +14 / -4

      Medyk

      Po 16 latach 14 - letni samochód. Chyba faktycznie też mi się poprzewracało....

    • 4 dni temu | ocena +15 / -5

      Monia

      Strasznie mi się poprzewracało , szczególnie jak wsiadam do mojego 14-letniego Opla

  • 5 dni temu | ocena +15 / -2

    $$$

    Na Winiarach jest kilkunastu lekarzy i reszta. A za to odpowiada dyrechtor tego cyrku. Jeśli on nie zniknie, to szpital zniknie i tyle. Jakoś dyrechtor nie ogłasza ilu lekarzy ma w papierach, by mogli utrzymać uprawnienia...

  • 5 dni temu | ocena +15 / -19

    wieści z winiar

    Widzę, że lekarze rzucili się na dyrektora Idealny i święty nie jest, ale jak dostawaliście dodatki kowidowe to problemu nie było. Napiszcie wprost, że się rozpasaliście na kowidzie i nie możecie znieść, że młodych lekarzy zatrudnia się na stawce z tymi z wysługą 20- letnią. Dyżury to kpina, oprócz bajońskiej stawki. I tak większość roboty odwalają za was pielęgniarki, które traktujecie jak salowe.

    • 4 dni temu | ocena +13 / -0

      Figa

      Pozwolę sobie napisać sprostowanie. Dodatki covidowe pochodziły od MZ, a nie z funduszy szpitalnych. Wypłacane były też z kilkumiesięcznym poślizgiem.

  • 5 dni temu | ocena +20 / -1

    Jacek

    W tym szpitalu pasą się wszyscy z PSL. Tam wszystko jest po układach. Jak chcemy pozbyć się tej zarazy trzeba przestać głosować na PSL. Wrócą na wieś ... do gnoju, gdzie jest ich miejsce. !!!

  • 5 dni temu | ocena +21 / -0

    Jacek

    Ryba psuję się od głowy. To że ten Pan się nie nadaje , wiedzą wszyscy. Typowy PSLowski BMW…. Może wreszcie jak będzie trzeba zamykać oddziały niektórzy otworzą oczy i wyślą Pana na emeryturę.

  • 5 dni temu | ocena +24 / -0

    Nowy

    Dyrektor na winiarach potrzebny dość rządów PSLu. Razem z marszałekiem zrobili sobie ze szpitala własną firmę.

  • 5 dni temu | ocena +19 / -0

    Dosyć

    Rządów PSL w tym komunistycznym szpitalu powołać nowego dyrektora i będzie tylko lepiej.

  • 5 dni temu | ocena +22 / -0

    .....m

    Jaki gospodarz, taka zagroda.

  • 5 dni temu | ocena +28 / -0

    Pora na zmiany

    Nie rozumiem jak władze mogą nie reagować na to co się dzieje, może pora wymienić dyrekcję szpitala? Skoro przez tyle czasu dzieje się źle i nie ma konkretnego planu i pomysłu na to, co zrobić to oznacza jedno- potrzeba nowego spojrzenia na sytuację i wypracowania konkretnych rozwiązań. Jeśli lekarze wiedzą w czym leży problem należy usiąść do stołu razem z pielęgniarkami i pracownikami okołomedycznymi, i spisać punkt po punkcie problemy i pomysły, jak je rozwiązać. Jest oczywistym, że wszystkich problemów nie da się rozwiązać pstryknięciem palca, ale być może zmiana strategii funkcjonowania szpitala miałaby sens- to jest kilkuletnia perspektywa. Do tego trzeba jednak nowych ludzi z zewnątrz, nie uwikłanych w konflikty między obecną dyrekcją, a pracownikami.

  • 5 dni temu | ocena +10 / -22

    Sokrates

    Zlo tkwi w tym ze pozwolono lekarzom laczyc prace w państwowej i prywatnej sluzbie zdrowia.Popatrzcie na ceny wizyt w Medik Parku. czy Medikardzie....gdzie za max 10 min wizyty placisz srednio 150 zeta...a pacjenci napedzani sa w szpitalu. bo tam ci krzywdzeni lekarze pracuja......to godzina pracy? Konowala =1000zeta....i macie odpowiedz dlaczego zle im w szpitalach czy przychodniach.Tylko zakaz łączenia pracy....tak jak w Niemczech Danii Anglii rozwiąże ten problem.Ten niby wolny..czytaj zlodziejski...rynek przyniosl tylko rozpasanie lekarzy .prawnikow..itp.

    • 4 dni temu | ocena +11 / -0

      int

      Ani w Danii ani w Niemczech nie ma zakazu łączenia prywatnej praktyki z pracą w szpitalu. Tam nie ma prywatnych praktyk - najwyżej całe prywatne placówki, ale nieliczne. Tam zarabia się w publicznej ochronie zdrowia, tam ciagle ściagają lekarzy z innych krajów uzupełniając swoje braki. Przestańcie powielać zupełnie nieprawdziwe informacje o zakazach łączenia prywatnych i publicznych stanowisk pracy!!

    • 5 dni temu | ocena +3 / -1

      Lego

      No właśnie nie łączę

  • 5 dni temu | ocena +29 / -1

    Lekarka na zakręcie

    Wszyscy wytykają lekarzom przysięgę Hipokratesa i twierdzą że lekarz musi ,ma obowiązek pomagać .Jednocześnie nikt nie bierze pod uwagę że lekarz to tez człowiek ,ma rodzinę,za ideały nie kupi dzieciom butów i nie daje rady pracować bez żadnych limitów bo tez ma prawo być zmęczony.Tak te konowały które nic nie umieją,bo na medycynie przecież zna się każdy ,to tez ludzie,i na dyżurze nie piją kawy jak się wszystkim wydaje ,tylko w tym czasie w którym niecierpliwy pacjent czeka na konsultację ,pewnie ratują innemu życie ,nie da się być w kilku miejscach jednocześnie .Nie da się tez nie widzieć ,że dyrektor od lat wykorzystuje dobrą wolę personelu i tak domyka grafiki,jednocześnie oferując najniższe wynagrodzenia w regionie .Ludzie nie odchodzą z pracy w której jest tak dobrze,jak twierdzi dyrekcja .

  • 5 dni temu | ocena +29 / -6

    lekarz bez gabinetu mieszkający w bloku bez nowej fury z salonu

    Po ostatnim spotkaniu z dyrektorem można dodać jedno - winę będzie zawsze zrzucał na pozostały zatrudniony personel. Braki w zatrudnieniu są już ogromne - jak w zasadzie całym kraju. Jednak mógłby zdobyć się na odwagę, wręczyć wypowiedzenia, podziękować za współpracę i zamykać poszczególne oddziały. Jednak praktyka jest inna - wyuczona na boisku polityki każdego szczebla (samorządowa, ogólnokrajowa - chyba mają tam jakieś zajęcia z tego), tzn. ciężarem odpowiedzialności obarcza pozostałych pracowników, których jak sam wie, jest za mało. Przedstawia lekarzy, jako sprawców tego problemu. Rozwiązanie widzi w jednym - cisnąć poza granice możliwości w tych, którzy Jeszcze zostali. Przekroczył pewną linię, cała dyrekcja przekroczyła. Wzory czerpią od najlepszych: Morawiecki, Niedzielski, czy jakikolwiek wcześniej inny minister - zero szacunku, pełne poczucie bezkarności. Część mieszkańców Płocka wyraża się w ciężkich słowach o lekarzach w szpitalu. Oznacza to tyle, że tam trafili. Grzechy ma każdy. Grzechem nie jest zmiana miejsca pracy. Jednak czy kiedykolwiek ktokolwiek z Was ,czytelnicy wypisujący tak krytyczne komentarze, zastanowił się nad tym, gdzie trafi z ostrą niewydolnością nerek, zawałem serca, ciężkim zaostrzeniem astmy, udarem mózgu, po wypadku... mogę wymieniać długo. Będziecie klaskać przy zamykaniu kolejnych oddziałów, krzyczeć "niech jadą". Pojedziemy, damy sobie radę. Zabierzemy swoje rodziny w nowe miejsca, gdzie będzie bliżej do placówki zapewniającej jakąkolwiek opiekę medyczną w sytuacjach trudnych, ciężkich i nagłych. A Wy gdzie pojedziecie? Liczycie na sukces leczenia zawału po ponad godzinnym transporcie do szpitala w Warszawie czy Łodzi? Liczycie na to, że jakiś inny szpital w równie fatalnej sytuacji zgodzi się was przyjąć z powodu duszności? Uważacie, że kliniki w stolicy czekają z otwartymi drzwiami na dziesiątki tysięcy pacjentów leczonych dotychczas w Płocku? Uważacie, że uda się przeprowadzić skuteczne leczenie udaru mózgu po trzech godzinach, które minęły załodze karetki pogotowia na szukaniu szpitala, który zgodziłby się Was przyjąć? Wielu z Was pluje na nas. My damy radę, będę naprawiał swój samochód u mechanika w Warszawie. Ale czy Wy zdążycie naprawić swoje nagłe i często śmiertelne choroby szukając pomocy wiele dziesiątek kilometrów poza swoim miastem? A jeśli chodzi o karetki pogotowia - uważacie, że ta będzie miała obsadę? Myślicie, że zdąży dojechać, że w ogóle odjedzie z miejsca wyczekiwania na stacji? Dyrektor i rada społeczna każdej z tych placówek wdzięcznie wzajemnie zatwierdza sobie nagrody za wspaniałe i dzielne zwalczanie... czego? Nie wiem czego. Podobnie jak premier i politycy klepią się rześko po plecach zadowoleni ze swoich sukcesów. Ale sprawdźcie sobie - mają zarezerwowane tylko i wyłącznie na własne potrzeby pełne zaplecza szpitali resortowych (słyszał ktoś o polityku obojętnie jakiego szczebla, żeby leżał na nawet dwuosobowej sali, korzystał z tych samych warunków leczenia?). Sam osobiście wybierałbym osoby, które miałyby mnie leczyć, ponieważ nie wszyscy dysponujemy takimi samymi kompetencjami, muszę to przyznać. Ale z szerokim uśmiechem na ustach, przy użyciu komentarzy we wszelkich dostępnych mediach jak i przy zastosowaniu niezwykle często słów i zachowania w bezpośrednim spotkaniu, dajecie nam bardzo wyraźnie znać, jak bardzo pogardzacie personelem medycznym. Personel medyczny zaopiekuje się sobą, jestem o to spokojny. Kto zaopiekuje się Wami w Płocku, Włocławku, Gostyninie a być może wkrótce i w Warszawie? Dzisiejszy protest pokazał jedno, coś się wypaliło, coś drgnęło, coś zakończyło bytność "służby zdrowia". Służbę można mieć w domu, jeśli kogoś na to stać. Morawiecki albo Niedzielski skomentowali w prasie postulaty podając informacje, iż przeciętne wynagrodzenie lekarza wynosi miesięcznie 21.000, pielęgniarki 6.000. Wielu lekarzy ma świetne domy, świetne samochody (jeśli jeszcze dla kogoś samochód jest wyznacznikiem bogactwa, to pewnie ostatni raz kontakt z rzeczywistością miał za czasów istnienia podziału NRD/RFN). Jednak jak wielu ma kredyty na te luksusy... To jakby zarzucić przeciętnemu pracującemu Polakowi, że stać go na wczasy raz w roku w Egipcie. Jeśli ktoś uwierzył w kwoty podawane przez manipulujących liczbami premiera i ministra, to znaczy, ze podpisuje się pod starym tekstem o statystyce: idąc z psem na spacer średnio każdy z nas ma trzy nogi. Podobnie liczbami manipulują dyrektorzy. Chcąc być uczciwym, porównujcie wynagrodzenie brutto za pełen etat. Akurat w znanym hipermarkecie w Płocku również można wziąć nadgodziny w nocy na wykładanie towaru na półki (mój brat - tak, brat lekarza - to robi). Podawanie kwot przez wszystkich polityków to jak mierzenie męskiego przyrodzenia - w zależności od sytuacji i ambicji faceta, każdy dokonana swojego pomiaru. Dla przypomnienia - ja zabiorę rodzinę, będą ją leczył w nowym miejscu, gdzie będziecie się leczyć mieszkańcy Płocka już za chwilę?

    • 5 dni temu | ocena +21 / -1

      Renata

      Na Winiarach jest wielu wspaniałych lekarzy, ale największym błędem, który popełniłam w życiu było zawiezienie tam męża z podejrzeniem udaru. Co z tego że na SOR była świetna opieka (i lekarza dyżurnego i młodej lekarz z neurologii). Pech chciał, że zaczął się weekend i "opiekę" przejął "plecakowy" "specjalista z Łodzi", który nawet nie chciał słuchać, że stan męża gwałtownie się pogorszył, a pielęgniarki bały się do niego odezwać. Mam dokumentację medyczną i fotograficzną na potwierdzenie tego co piszę, bo to co tam się działo podpada pod Prokuraturę. I to nie jest opinia rozhisteryzowanej rodziny. Mojego męża nie leczono, nie ratowano, ale próbowano odesłać do domu! Dopiero po mojej interwencji dostał kroplówki nawadniające (dodam, że był upał i pacjent całkowicie splątany z plegią czasem tylko jedno, a czasem dwu stronną) ! Spędziłam na jego opiece w oddziale 3 tygodnie od 8 do 12 godzin dziennie i człowiek żyje tylko dzięki temu (miał szczęście, że nie było jeszcze #COVID19). Zgłaszałam, że ma planowaną operację naczyniową w W-wie, ale mimo zapewnień lekarz nie skontaktował się ze szpitalem na Banacha, o czym dowiedziałam się przypadkiem, ba on nawet nie wiedział!, że mąż mógł mieć przeprowadzone udrażnianie tętnic, a ja niestety o tym też dowiedziałam się po czasie. Odrobinę pomógł urlop "lekarza prowadzącego", bo opiekę przejęła bardziej zaangażowana lekarz. Dziś po ciężkiej (i trwającej nieprzerwanie) pracy rehabilitantów, mojej i męża, jest nadal całkowicie zależny od mojej opieki, ale też względnie samodzielny, bo wstaje, przesiada się na wózek, przejdzie kawałek i prawie samodzielnie zje. Ja nie oczekuję cudów. Wiem, że mógł umrzeć w każdej chwili, ale to co działo się na tym oddziale, to mogę opisać monentami jako usiłowanie zabójstwa, a w najlepszym przypadku celowe zaniedbanie. Dodam na koniec, że opis TK angio dotarł na oddział po 15 dniach od wykonania badania, a echa serca w ogóle nie zrobiono, bo były wakacje... (mąż po powrocie z rehabilitacji w ciągu tygodnia dostał zawału serca, na nasze szczęście lekkiego). To zdecydowanie wina złego zarządzania, bo jeśli dyrekcja ma fundusze na plecakowych, to zdecydowanie mogłaby zatrudnić na etacie, tyle że Winiary mają już taką opinię, że nowi lekarze nie chcą tu przyjść, a ta garstka pracujących z powołania lub przyzwyczajenia długo nie pociągnie. Wyrazy szacunku dla wszystkich pracowników, którym jeszcze chce się chcieć, wielu to wspaniali ludzie wykonujący swoją pracę z dużym zaangażowaniem.

  • 5 dni temu | ocena +26 / -1

    Jaca

    Bardzo dobry artykuł ! Zaczyna się robić gorąco niektórym ;) Renoma Winiar już dawno upadła…ale zamknięcie chociaż jednego z Oddziałów będzie katastrofą dla powiatu płockiego etc. Zapewne i tak się nic nie zmieni…tylko cyferki w kolumnie zgony wzrosną…ale przecież jest pandemia, prawda !?!?! W karetkach już i tak jeżdżą tylko Ratownicy ! Spójrzcie na karetki - P oznacza ze nie ma tam lekarza. S - oznacza, ze jeździ tam lekarz, a przynajmniej powinien… Jak często widzicie karetkę S, a jak często P ? Odpowiedzcie sobie sami…

  • 5 dni temu | ocena +11 / -2

    qwe

    gdyby nie praktykantki to by tam ludzie nie było do leczenia