Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra niemal od początku przemian ustrojowych, tegoroczny finał jest już 34. Impreza zorganizowana przez Jurka Owsiaka jest społecznym fenomenem i za to trzeba tego faceta szanować. Oczywście Polacy, jak to zazwyczaj, podzielili się na dwa obozy: jedni chwalą Owisaka nawet jak 3 razy z rzędu przejedzie na zielonym świetle, a drudzy gotowi wylać na niego hejt za kupienie butów w zagranicznej firmie.
A ja chcę po prostu stanąć pośrodku i zastanowić się nad całą akcją i sensem jej kontynuowania.
Jedni plują, drudzy trzymają parasol
Jako człowiek urodzony w latach 90. siłą rzeczy idealizuję ten okres. Względnie trafiło nam się dobre dzieciństwo, choć jak spojrzymy na to jak wyglądał kraj, to już tak kolorowo nie było. Państwo przechodziło terapię szokową po 45 latach myśli socjalistycznej, zakłady pracy były likwidowane, ludzie lądowali na bezrobociu albo wyjeżdżali za granicę, a państwo długo nie potrafiło sobie poradzić z mafią.
I wtedy właśnie, w 1993 roku, zaczyna grać Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Co ciekawe fundacja została oficjalnie zarejestrowana już po pierwszym finale. Ja tu nie zamierzam wchodzić w dyskusję czy Owsiak był człowiekiem "z nikąd" czy nie, czy miał "plecy" czy nie, czy zrobił to własnym sumptem i zaradnością czy też nie. Jak powiedziałem: szanuję tego człowieka, tak po prostu. A że nie robi tego za darmo, to cóż - w imię czego miałby to robić?
Rozumiem ideę WOŚP-u w kraju, w którym brakuje na wszystko, a ochrona zdrowia była zaniedbana, delikatnie mówiąc. I tak jako społeczeństwo raz do roku zrzucaliśmy się na poszczególne gałęzie medycyny, zazwyczaj dziecięcej. I to było fajne, szkoły w gminach organizowały swoje małe finały, ośrodki kultury w miastach swoje. Tysiące wolontariuszy wychodziły w tę jedną niedzielę na ulice i po mszy w kościele czy na głównej arterii miasta momentami ustawiały się kolejki, by wrzucić monetę i odebrać serduszko. To było bardzo dobre doświadczenie, bo po pierwsze scalało lokalną społeczność pod sztandarem pomagania, a wszyscy widzieli, że to jest po prostu potrzebne. Po drugie właśnie Polacy uczyli się charytatywności w zachodnim stylu. Po trzecie wiecznie niedofinansowana ochrona zdrowia dostałała sprzęt, który realnie ratował życie małych pacjentów. I tak się dzieje do dziś.
Świat się jednak zmienił przez ostatnie 34 lata.
Wszechwośpizm
Na naszych oczach świat zmienił się nie do poznania. Mamy zakaz handlu w niedzielę, więc kwesta rusza już w sobotę (co nawet nie jest do końca prawdą, ale o tym za chwilę). Pojawiły się portale zrzutkowe, jest Fundacja Siepomaga. Dziś, żeby pomagać innym ludziom, wystarczy kilka razy kliknąć na swoim smartfonie. Bo naszej pomocy potrzebowały dzieci i nie potrzebowaliśmy do tego wielkiego koncertu, szeregu licytacji. Po prostu w odruchu serca pomagaliśmy Zosi, Tymkowi, tak jak teraz pomagamy Alanowi czy Marysi. Ktoś przeleje drobną albo całkiem grubą kwotę, ktoś podaruje przedmiot czy usługę na licytację, ktoś po prostu wspomoże podaniem posta dalej. Polacy nauczyli się charytatywności, czego dowodem są zamknięte wielomilionowe zbiórki na dzieci chorujące na SMA czy DMD, ale też dziesiątki innych zbiórek - tych ratujących życie, ale też tych poprawiających jego komfort.
Niewątpliwie ta nauka przyszła wraz z postępem ekonomicznym, jakiego Polska dokonała przez ostatnich 30 lat. Nie jesteśmy już ubogimi krewnymi Europy i co prawda nie dogoniliśmy jeszcze takich krajów jak Niemcy, Holandia czy Dania, ale takiej Hiszpanii jesteśmy już całkiem blisko. Ja rozumiem, że borykamy się z szeregami problemów, ale prawda jest taka, że Polska stała się dziś po prostu dobrym miejscem do życia. O tym z kolei świadczą powroty dziesiątek naszych obywateli z emigracji i całkowity brak rozczarowania zastaną sytuacją. Jasne, jest dużo do poprawy, ale szczerze: gdzie nie jest?
Wracając jednak do meritum. Od kilku lat mam wrażenie, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie jest już tylko imprezą, której celem jest zebranie kasy na niedofinansowaną ochronę zdrowia. Zacznę od twardych liczb: budżet ochrony zdrowia to w 2026 roku to prawie 245 miliardów złotych. WOŚP w 2025 roku zebrał blisko 290 milionów złotych. To jest mniej więcej 0,001 budżetu na ochronę zdrowia. To tak, jakby w budżecie domowym do worka z 10 000 złotych wpadło 10 złotych. Nikt mi nie wmówi, że bez WOŚP ochrona zdrowia w Polsce by upadła. Nie wiem czy jest inny kraj w Europie lub na świecie, który ucieka się do prywatnej fundacji w takiej kwestii.
Jasne, każdy pieniądz się przyda, ale jeśli my nie jesteśmy w stanie tak rozdysponować 245 000 000 000 złotych, żeby zapewnić opiekę zdrowotną 38 milionów obywateli, to gdzieś chyba popełniamy błąd. Albo inaczej: nie widzę scenariusza, w którym te 290 milionów złotych ratuje sytuację. A jednak to ta jedna zbiórka jest na piedestale. Puszki WOŚP są ustawione przy kasach w pewnej niemieckiej sieci handlowej już od kilku tygodni, ba, można kupić nawet merch (z angielskiego - ubrania) z WOŚP-em! Są już przeróżne aukcje, bardzo pożyteczne, ale też np. taka, w której Julia Wieniawa zaprasza na wspólne nocowanko z saunowaniem, oczywiście nago. Czy tu chodzi o pomoc dzieciom czy własną promocję? Bo ja np. rozumiem sportowców, którzy oferują koszulki, rękawice, buty z jakiegoś meczu, Mariusz Misiura oferuje kolację w swoim towarzystwie (a trener Wisły to naprawdę świetny rozmówca), ale takich kontrowersyjnych rzeczy jednak nie rozumiem i mój sceptycyzm każe mi wątpić. Na wydziale na którym studiowałem na UMK w Toruniu dr hab. Wojciech Peszyński, recenzent mojej magisterki, od 2011 czy 2012 roku organizuje imprezę WOŚP. Studenci i przyjaciele zbierają się, jest turniej w piłkę nożną, koszykówkę, do tego licytacje. Za moich czasów był krawat dziekana, zapewne to się zmieniło. I takie imprezy WOŚP trzeba docenić - robione oddolnie, własnym sumptem, bez fajerwerków. Integrują społeczność, a przy okazji trochę pieniędzy trafi do puchy - fajnie.
Zastanówmy się, jak to w ogóle jest zorganizowane. Fundacja WOŚP dostaje ogrom czasu antenowego, a wraz z nim firmy, które zbijają na tym kapitał zaufania społecznego. No bo tak, w sprzedaży produktów spożywczych chodzi też o charytatywność. Są dobre kliki, są różne aukcje. I jasne, ja nie mam nic do tego - prywatne firmy mogą robić co chcą i nawet trzeba chwalić, jeśli część zysków w ramach dobrze pojętej społecznej odpowiedzialności biznesu przeznaczają na dobroczynność. Jest też 41 milionów naklejek w kształce serca. Stastystycznie więcej niż po 1 serduszku dla każdego Polaka - noworodka, ucznia, młodego dorosłego, jego rodziców, seniorów w DPS-ach, pensjonariuszy więzień i pacjentów szpitali. Gdzie są fundacje ekologiczne, które przeforsowały obowiązek podatku od ogrzewania naszych domów gazem?
W Płocku finał WOŚP organizuje Młodzieżowy Dom Kultury. Finał jest organizowany w ORLEN Arenie i zdradzę wam tajemnicę: to nie jest robione za darmo. Za darmo koncertują może lokalni wychowankowie MDK-u, ale jeśli ma tu przyjechać artysta, to nie ma darmowego koncertu, pokazu laserów czy ochrony. Tak więc inwestujemy podatki w organizację finału - będzie dobrze, jeśli zebrane pieniądze przebiją koszty organizacji wydarzenia, wtedy jest jakiś ekonomiczny plus, ale jeśli nie, to trzeba się zastanowić: po co?
Jak już wspomniałem, przy WOŚP-ie i zbiórce na chore dzieci ogrzewają się przeróżne firmy, choć powtórzę: mają do tego prawo. Tak działa rynek. Dziwnym trafem wśród setek wolontariuszy, którzy w te mroźne dni będą kwestować na ulicach miast i w galeriach handlowych, znajdą się dziesiątki polityków. W mediach społecznościowych zobaczycie zdjęcie z kwesty i wyborca zobaczy, że pomagamy. Ciekawe czy jesteśmy w stanie znaleźć zdjęcia ze zbiórek osób, które kwestowały zanim weszły w politykę. Nie twierdzę, że to pytanie retoryczne, ale może się okazać to nie takie proste.
I to jest właśnie jest moja pretensja, w sumie nie wiem do kogo skierowana. Pretensja o ten "wszechwośpizm", że muszę dać, bo jak nie, to jestem złym człowiekiem albo co gorsza żałuję dzieciom. Że ten WOŚP wychodzi nam już z lodówki, że towarzyszy mi od kilku tygodni nawet przy zakupach spożywczych czy pasty do zębów. Mam poczucie, że wiele osób robi to w pętli domniemanego przymusu - bo czują, że muszą, że takie jest oczekiwanie i po prostu trzeba. Powtarzam, że to tylko moje domniemane, ale chyba nikt nie wmówi mi, że wspólnym mianownikiem przedstawicieli władzy jest charytatywność. Bo ja przeciwnikiem WOŚP-u jako takim nie jestem, po prostu uważam, że pewna formuła się wyczerpała.
A jeśli wszyscy wolontariusze pomagają z czystej chęci pomocy to przepraszam i ogromny szacunek. Bo poświęcić kilka godzin swojego wolnego czasu w weekend, czy to ten najbliższy czy ten przy okazji akcji Ratujmy Płockie Powązki, to naprawdę spora rzecz.
Na Portalu Płock jak co roku będziemy oczywiście relacjonować sobotnią i niedzielną kwestę, a także przekazywać informacje o zebranych środkach. Bo my w Portalu Płock nie pozwalamy, by nasze osobiste refleksje wpływały na podejmowane przez nas tematy i narzucały nam narrację.
Michał Wiśniewski
redaktor naczelny Portalu Płock
Komentarze (0)