W hali w Łodzi zjawiło się ok. 8 tys. widzów. Podczas prezentacji zespołów potężną porcję gwizdów dostał m.in. bramkarz Adam Morawski, który w tym sezonie przeszedł z Bundesligi do Industri, a wcześniej przez lata był podporą Wisły Płock.
Pierwsza połowa. Dobry początek Nafciarzy
Po 1 minucie po karnym Melvyna Richardsona zespół z Płocka zdobył pierwszą bramkę tego meczu. Ale minutę później utytułowany Francuz z karnego spudłował. Na dodatek Mitja Janc nie trafił z połowy boiska do pustej bramki!Wisła grała dobrze w obronie, po kontrze Janca było 3:1, a po "bombie" Richardsona już 4:1. W kolejnym minutach Nafciarze zaczęli popełniać proste błędy i zrobiło się 5:5, a w 19. minucie Kielce wyszły na prowadzenie 9:8.
Wisła miała coraz większe problemy w ataku, wkradł się chaos, kielczanie dochodzili też zbyt łatwo do czystych sytuacji rzutowych i po 25. minutach prowadziła 12:9. Trener Xavi Sabate poprosił o czas, bo wynik zaczął się wymykać.
Industria w tym okresie grała niezwykle agresywnie, mocno w obronie i płocczanie mieli ogromne trudności ze zdobywaniem bramek. Po trafieniu Karaleka dwie sekundy przed końcem pierwszej połowy zespół z Kielc wygrywał 13:11.
Superpuchar. Wielkie emocje w drugiej połowie
Po 5 minutach było już 16:11 dla Industri, a na ławkę kar powędrował Przemysław Krajewski. Nafciarze grali wyłącznie środkiem, skrzydła były kompletnie niewykorzystywane.W 40. minucie Kielce wygrywały 19:15. Przy stanie 20:16 zdenerwowany Sabate poprosił o czas, po kolejnej akcji było już 21:16. Ale Wisła zawsze gra do końca, w 50. minucie było już tylko 22:21 dla kielczan.
Kibice Nafciarzy nie żałowali gardeł, a na parkiecie trwała sportowa wojna. 6 minut przed końcem po karnym Richardsona zrobiło się 24:23, a po kontrze Serdio doprowadził do remisu po 24!
W tym momencie dał o sobie temperament trenera Industri, szybko zobaczył żółtą kartkę. Trzy minuty przed końcem meczu na tablicy pojawił się wynik po 26.
Dwie minuty przed końcem z trudnej pozycji nie trafił Krajewski. Przy stanie 26:26 trzy sekundy przed końcem z dystansu w słupek trafił Siergiej Kosorotow.
Oznaczało to rzuty karne, co jest ostatnio częstym obrazkiem w potyczkach dwóch najlepszych polskich zespołów. W karnych trafili Richardson i Krajewski, ale pomylił się Zarabec. Ale po chwili obronił Bergerud! Po pięciu seriach i trafieniu Kosorotowa było 4:4.
Emocje sięgały zenitu. Znów trafił Richardson, ale trafiła też Industria. Niestety, w kolejnym rzucie Adam Morawski, w tym meczu trzeci bramkarz Kielc, obronił rzut Krajewskiego. Gdy Jarosiewicz trafił było jasne, że Superpuchar pojedzie do Kielc.
Orlen Wisła Płock - Industria Kielce 26:26 (11:13) karne 5:6
Komentarze (0)