Środek miasta. Okolica pełna domków jednorodzinnych. W ogródkach bawią się dzieci, wzdłuż trawników ludzie spacerują z psami, przejeżdżają autobusy Komunikacji Miejskiej.
Spokój mieszkańców skutecznie burzą jednak agresywne psy, które już kilkukrotnie opuszczały posesję bez kontroli właścicieli. Ucieczki nie tylko stawiają na nogi służby, ale potrafią zakończyć się pogryzieniem innych zwierząt. I tak, co jakiś czas, już od ponad roku.
Po raz ostatni pod koniec sierpnia. Próba odłowienia trzech czworonogów trwała kilkanaście godzin - uciekły w sobotę wieczorem, ale dwa z trzech pozostawały nieuchwytne aż do niedzielnego poranka.
Straż miejska już w marcu złożyła do sądu wniosek o ukaranie właścicieli, po sierpniowym zdarzeniu skierowany ma zostać drugi.
3 września na posesji przeprowadzono także kontrolę z udziałem pracowników Wydziału Kształtowania Środowiska Urzędu Miasta Płocka, lekarza Powiatowego Inspektoratu Weterynarii, policji, straży miejskiej oraz pracowników płockiego schroniska.
Trzy amerykańskie pitbull teriery i jeden owczarek niemiecki. Wydostawały się przez zniszczone ogrodzenie
Kontrola wykazała, że przy ul. Maneżowej trzymane są trzy psy rasy amerykański pitbull terier red nose oraz jeden, odseparowany od reszty, owczarek niemiecki.
- W ocenie lekarza weterynarii reprezentującego Powiatowy Inspektorat Weterynarii, zarówno stan zdrowia i kondycja zwierząt, jak i warunki ich utrzymania nie budziły zastrzeżeń - przekazało nam biuro prasowe urzędu miasta.
To spostrzeżenie, które może zbulwersować znaczą część mieszkańców okolicy. Szczególnie biorąc pod uwagę kolejne ustalenia.
- W trakcie kontroli stwierdzono, że trzy psy nie posiadały aktualnych szczepień przeciwko wściekliźnie. Ponadto u jednego z psów w typie American Pit Bull Terrier Red Nose zaobserwowano lekką kulawiznę - kontynuują w UMP.
Właściciel miał jednak obiecać, że jak najszybszej uda się z nimi do weterynarza.
- W trakcie kontroli zwrócono również uwagę na stan metalowego kojca, wykorzystywanego przez właścicieli do czasowego odseparowania pojedynczego psa. Współwłaściciel zobowiązał się do poprawy jego stanu technicznego. Ponadto zobowiązał się do wykonania nowego, trwale zabezpieczającego ogrodzenia nieruchomości na odcinku, na którym w miniony weekend psy uszkodziły istniejące ogrodzenie i wydostały się poza teren posesji - dowiadujemy się w urzędzie.
Gdy urzędnicy, pracownicy schroniska, lekarz PIW oraz przedstawiciele służb pojawili się na miejscu, ogrodzenie miało być zabezpieczone jedynie prowizorycznie. Proces jego faktycznej naprawy ma przynajmniej raz w tygodniu kontrolować straż miejska.
Najważniejszy, choć niepocieszający dla właścicieli innych czworonogów wniosek z kontroli był jeden: weterynarz nie stwierdził podstaw do interwencyjnego odebrania zwierząt.
Jak to wygląda z perspektywy prawa?
Choć niektórzy mogą ciskać gromy w stronę policji, straży miejskiej albo urzędu miasta, warto pamiętać, że wszystkie te formacje muszą działać w granicach prawa. A te nie pozostawia im zbyt szerokiego pola manewru.
Postępowanie w takich sprawach określa ustawa o ochronie zwierząt z 1997 r. Czy jest już "przestarzała" i ograniczająca? Być może. Ale to na niej trzeba się opierać. Zgodnie z art. 6 odebrane może zostać wyłącznie zwierzę, nad którym znęca się człowiek, jest rażąco zaniedbane lub trzymane w niewłaściwych warunkach.
W ostatnim punkcie nie chodzi jednak o złe zabezpieczenie zwierzęcia ani brak nadzoru nad nim, ale raczej zbyt małe klatki, kojce albo pomieszczenia, które nie pozwalają mu zachować naturalnej pozycji.
- W związku z powyższym urząd nie ma podstaw do wszczęcia postępowania i wydania decyzji o odebraniu zwierząt. Ponadto postępowanie administracyjne musi toczyć się równolegle do postępowania karnego w przedmiocie znęcania się nad zwierzętami, a takie nie ma miejsca - usłyszeliśmy w ratuszu.
Atakowały nie tylko inne psy?
Po ostatniej ucieczce, jak przekazała nam oficer prasowa kom. Monika Jakubowska, w sprawie przesłuchano trzy osoby. Jedna z nich miała niewielkie zadrapania, co miało być spowodowane próbą obrony swojego pupila.
Według informacji urzędu miasta, jeszcze inna osoba mogła zostać przez nie poszkodowana w sierpniu zeszłego roku.
- Straż Miejska skierowała wniosek do Prokuratury Rejonowej o wszczęcie postępowania w sprawie zaatakowania osoby małoletniej przez te psy, co spowodowało u niej obrażenia ciała. Sprawa została przez policję umorzona - dowiedzielismy się w biurze prasowym UMO.
Dlaczego?
Jak wyjaśniła nam oficer prasowa, nie był to bezpośredni atak na nastolatkę, a ta została ugryziona, gdy próbowała rozdzielić walczące psy i zabrać swojego pupila. Nie była jednak w stanie określić, czy za obrażenia odpowiadały czworonogi z Maneżowej, czy jej własny zwierzak, ponieważ do incydentu doszło w trakcie szarpaniny.
Właściciel został wówczas ukarany grzywną.
Komentarze (0)