Reklama

Tłumy na święcie dyni na Jordanku [FOTO]

Opublikowano:
Autor:

Tłumy na święcie dyni na Jordanku [FOTO] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Dynie były wszędzie - na kramach, stołach, na dziecięcych buziach, a gdzie nie wyszło się poza ogródek Jordanowski, tam ktoś mężnie dźwigał dorodne warzywa pod pachą. Ci, którzy przyszli na I Płocki Festiwal Dyni, musieli się także wykazać pracowitością, aby mogły powstać dyniowe kaczuszki, fantazyjne nietoperze, a nawet dynie z kłami ostrymi jak u wampira.

Dynie były wszędzie, na kramach, stołach, na dziecięcych buziach, a gdzie nie wyszło się poza ogródek Jordanowski, tam ktoś mężnie dźwigał dorodne warzywa pod pachą. Ci, którzy przyszli na I Płocki Festiwal Dyni, musieli się także wykazać pracowitością, aby mogły powstać dyniowe kaczuszki, fantazyjne nietoperze, a nawet dynie z kłami ostrymi jak u wampira.

Sezon na dynię trwa w najlepsze, skończy się dopiero w październiku, ale nie ma co się martwić, ponieważ z przezorności zawsze warto zawekować ją sobie w słoiczku i zostawić na resztę roku, a zimą zjeść ze smakiem. Własnie to warzywo stało się tematem przewodnim I Płockiego Festiwalu Dyni. Dodajmy, że niezwykle udanego.

Jako pierwsi dynię uprawiali Inkowie, a było to naprawdę bardzo, bardzo dawno temu, około 4 tys. lat p.n.e.  Dynia służyła za pokarm, natomiast jej nasiona za afrodyzjak (zawarty w nich tokoferol dziś potocznie bywa nazywany „witaminą płodności”). Do Europy przywieźli ją hiszpańscy konkwistadorzy dopiero w XVI wieku, aby gdzieś po około 100-200 latach w konsekwencji trafiła także na nasze polskie stoły. Początkowo upatrywano jej zastosowania bardziej w lecznictwie aniżeli w kuchni.

Oczywiście, pierwsze, co się rzuca w oczy, to rozmiary dyni. W Płocku nikt dyniowego rekordu nie pobił, ale  raczej ciężko byłoby tego dokonać - w USA bywały już „mikrusy” ważące 630 kg! W Polsce „zaledwie” ponad 400 kg dynia urosła w ogródku pewnego mężczyzny z Dolnego Śląska. Ale to, co stanęło na Jordanku w zupełności wystarczyło, aby wszystkich zadowolić. Dla najmłodszych w wersji pluszowej, a dla tych już ciut starszych pojawiły się zarówno w wersji surowej, czyli do wyboru pod względem wielkości (dla najodważniejszych te w rozmiarze XL), jak i przyrządzonej i ze smakiem doprawionej.

Na dynię zawsze warto skusić się ze względów zdrowotnych, ponieważ zawarty w jej miąższu beta karoten dostarczy nam słusznej dawki witaminy A, B i C oraz minerałów. Wczoraj zaoferowano bułeczki z dyni niemalże „od ręki’, bo osobiście można było je ugnieść i nadać ciastu kształt na przykład jakiegoś najeżonego zwierzątka. Później takie bułeczki były wypiekane i trafiały na stoły, z których momentalnie znikały.

Na miejscu można było poznać wiele przepisów, m.in. jak zrobić zupę (tu prezydent Andrzej Nowakowski wyspecjalizował się w jej nalewaniu) albo dyniowe chipsy. Przypomnijmy jednak, że na tym nie kończą się możliwości związane akurat z dynią, którą można również przyrządzić z octem, podawać w postaci konfitury, zrobić placuszki, czy też zapiekać. Wszystko wedle fantazji i kulinarnej sprawności. Dodajmy, że dynia jest lekkostrawna i – na szczęście – niskokaloryczna. Nie warto także wyrzucać jej pestek ze względu na tłuszcze roślinne wspomagające pracę mózgu.

Dynia to również cudeńka, które również trafiają na stół, ale w kategorii ozdobnych świeczek i lampionów. Właśnie te dwa miejsca były po prostu oblegane przez dzieci z rodzicami. Na pierwszym powstawały świeczki w kształcie ptaków lub aniołków, natomiast na drugim z zapałem drążono warzywa, wycinając najpierw kapelusz, by następnie pozbawić miąższu i powycinać na niej tajemnicze buźki. Tuż obok przez cały czas trwały występy, puszczano wielkie bańki i malowano twarze „na dynię”.

Kulminacją doskonałej zabawy był przyjazd Teatru na wozie, który może nie zjawił się czterokołowcem ciągniętym przez konia, ale zwykłym samochodem, ale wprowadził w mroczną atmosferę starych słowiańskich legend. Projekt w okresie wakacyjnym zajeżdżał do rozmaitych wsi i miasteczek w naszym województwie, a teraz wreszcie mogli go zobaczyć płocczanie. Przedstawienia „Mitu o Sołnce i Swarożycu” podjęli się Dorota i Szymon Cempurowie, Hanna Chojnacka, Anna Mika oraz Piotr Świtalski.

Wszyscy rozsiedli się w rozświetlonym pochodniami kręgu i zasłuchali się w historii o ziemskiej kobiecie, która zakochała się w bogu i nie chciała poślubić żadnego innego mężczyzny. Poprosiła więc boginie, aby zabrały ja na dwór boga Słońca, Swarożyca. Zgodnie z legendą, Sołnka nie powinna spoglądać mu w oczy, bo jeśli tylko się ośmieli, oślepnie i będzie musiała odejść. Zakochana dziewczyna jednak nie posłuchała. Jak się zakończyła cała historia, zdradzać nie będziemy. Widowisko z ogniem tak mocno zafascynowało dzieci, że wiele z nich chciało natychmiastowej powtórki. Kto wie, może za rok na II edycję dyniowego festiwalu podjadą już wozem zaprzężonym w konia.

Fot. Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE