Reklama

Reklama

Piekorz: Wykastrowałabym sobie film [FOTO]

Opublikowano: czw, 19 lis 2015 00:06
Autor:

Piekorz: Wykastrowałabym sobie film [FOTO] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - W swojej pracy zawodowej zdążyłam wiele zdziałać. Jestem jednak przerażona, ile mi się nie udało zrobić – otwarcie przyznała reżyserka Magdalena Piekorz. W Płocku opowiadała m. in. o swoim mocnym debiucie, za który karnie wylądowała na dywaniku u prezesa TVP. Było jeszcze o pracowitych „krasnoludkach”, co można wyczytać z kości i rosyjskiej, czasem samozwańczej, arystokracji.

Reklama

- W swojej pracy zawodowej zdążyłam wiele zdziałać. Jestem jednak przerażona, ile mi się nie udało zrobić – otwarcie przyznała reżyserka Magdalena Piekorz. W Płocku opowiadała m. in. o swoim mocnym debiucie, za który karnie wylądowała na dywaniku u prezesa TVP. Było jeszcze o pracowitych „krasnoludkach”, co można wyczytać z kości i rosyjskiej, czasem samozwańczej, arystokracji.

Reżyserka, najmocniej kojarzona z filmem "Pręgi", dokumentalistka, scenarzystka, nawet poetka, chociaż to przed tą ostatnią etykietką Magdalena Piekorz broni się najmocniej. - Nie jestem nią, wydano mi tylko jeden malutki tomik – mówiła we wtorek wieczorem na spotkaniu w Książnicy Płockiej. Goście czekali na nią przez przeszło pół godziny. Piekorz jechała do naszego miasta z Katowic. Zaskoczyły ją potworne korki w Łodzi.

Przyklejona do obcasów

Trzykrotnie próbowała dostać się do szkoły aktorskiej. - A jeśli nią nie zostałam, to raczej odsuwam od siebie myśl, aby w czymkolwiek zagrać, nawet we własnym filmie. Przypuszczam, że dzisiaj samo granie już by mi nie wystarczyło. Czuję się reżyserką – ale znów spytana, czy wybrałaby ten zawód raz jeszcze, miała wątpliwości. - Nie jestem męskim typem. Wysokie obcasy są do mnie w pewien sposób przyklejone – stwierdziła z uśmiechem. - Reżyseria to męski zawód, a ja mam świadomość, że nie dostałam kilku projektów tylko ze względu na płeć. Trzeba robić swoje i mieć nadzieję, że nadejdzie taki projekt, który tą praktykę przełamie. Dotąd dominowała w mojej pracy tematyka psychologiczna, więc trudno przekonać producentów, że mogą mi powierzyć produkcję science fiction. Dałabym radę.

Uważa, że filmach najmocniej liczy się ukazanie relacji międzyludzkich. Reżyserię utożsamia z formą dialogu z widzami. Jednocześnie zastrzega, że nie czuje się niczyją mentorką. - Nie próbuję nikomu wskazywać, jak ma żyć. Nie daję gotowych odpowiedzi. Nie lubię dydaktywizmu, robienia czegoś pod gotową tezę. Za to lubię powoływać w filmach nowy świat do życia.

Jej fabularny debiut, „Pręgi” z główną rolą Michała Żebrowskiego, powstał we współpracy z Wojciechem Kuczokiem, który akurat pracował nad powieścią „Gnój”. Gotowy scenariusz wyprzedził premierę książki. - Aby powstał dobry film najpierw trzeba znaleźć kogoś, kto potrafi czerpać z kultury, literatury, muzyki, operować słowem – a najlepiej pisarza. - Dobry dialog potrafi coś schować między wierszami. W przeciwnym razie powstają filmy dobre pod względem technicznym, za którymi stoją świetni rzemieślnicy, a już teraz mamy najlepszych operatorów na świecie – komplementowała. Zdjęcia do ostatniego Bonda robił m. in. Polak, Łukasz Bielan. - Tyle że rzemiosło nie wystarczy, aby film był naprawdę dobry – dodała, co prowadzący spotkanie Maciej Woźniak jednoznacznie podsumował: - Jeśli film ma trzymać poziom literacki, to bardzo wysoko postawiona poprzeczka.

Na dywanik

Zanim Piekorz postanowiła robić filmy fabularne, miała już na koncie kilka dokumentów. Pierwszy był uchodzący wówczas za kontrowersyjny dokument „Dziewczyny z Szymanowa” z 1997 roku. Przywarła do niego etykietka filmu politycznego.

Pod koniec pierwszego roku studiów napotkała na swojej drodze znanego dokumentalistę, Andrzeja Fidyka. Wykładał na tej samej uczelni. Swoim studentom zaproponował układ, jeśli po wakacjach przyjdą do niego z jakimś interesującym tematem, on ułatwi emisję filmu w „okienku” w TVP1. Piekorz miała farta, nawet nie musiała szukać. Temat zjawił się samoistnie wraz z pewną dziewczyną w pociągu. Chodziło o Liceum Sióstr Niepokalanek w Szymanowie z bardzo rygorystycznym wychowem. - Opowiadała o cenzurze listów, myciu w miskach, spaniu w zbiorowej sypialni, a ja myślałam, jak takie młode dziewczyny radzą sobie w sytuacji zamknięcia. Zanim film doczekał się emisji, dokument trafił na półkę – a ona na dywanik do prezesa Telewizji Polskiej. - Musiałam się bardzo gęsto tłumaczyć. Dziś studenci, którym go pokazuję, robią wielkie oczy. Nie widziałam niczego obrazoburczego w siostrze ćwiczącej na hula hop.

Zanim skończyła pracę nad „Dziewczynami z Szymanowa”, ta sama stacja poszukiwała dobrego tematu na święta Bożego Narodzenia. Tak zaistniał „Franciszkański spontan”. Miała, uchodzącą za największą w Europie szopkę w bazylice w Katowicach-Panewnikach. - Dla mnie to była lekcja pokory – opowiadała reżyserka. - Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że za chwilę czeka mnie taka burza. Tytułowy spontan ogarnia mnichów, kiedy niczym krasnoludki biegają i budują szopkę. Wszyscy tacy radośni, pełni energii, tak miło opowiadali o kościele. Później bronili przed zarzutem, że zrobiłam „Franciszkański spontan”, aby siebie wybielić, a to była przypadkowa zbieżność czasu. Poproszono mnie o naniesienie poprawek do „Dziewczyn... ”. W ten sposób tylko wykastrowałabym sobie film. Słyszałam, że w Szymanowie siostry podzieliły się na zwolenniczki i przeciwniczki tego, co zrobiłam. Cieszę się, że niczego w filmie nie zmieniłam.

Kości mówią

Dalej też było trudno. Wyjechała, aby opowiedzieć historię antropolog prowadzącej ekshumację po masakrze w Srebrenicy w 1995 roku. Na podróż do Bośni namówiła ją Hanna Krall. To, co zobaczyła, nazywa lekcją pokory. - Oglądałam masowe groby. Szkielety, które ciężko było poskładać. Całe rodziny czekały na potwierdzenie, że to ich syn. Na sygnał, że można go wreszcie pochować. W przeciwnym razie, zgodnie z wiarą, zmarły nie wejdzie do muzułmańskiego raju. Zetknęłam się bezpośrednio z cierpieniem. Ale to nie te groby okazały się najgorsze, tylko widok 10, 20 zapłakanych, lamentujących kobiet w jednym pomieszczeniu. Przed wyjazdem Andrzej Fidyk doradzał, abym skupiła się na konkretnych przypadkach. W żadnym razie nie wdawała w politykę. Kości jednak mówią. Można z ich wyczytać wiek i wzrost zmarłego. Wierzę, że film jest od tego, aby wskazywać tropy, które okażą się pomocne.

W Rosji z arystokracją

W 2004 roku nakręciła swój ulubiony dokument „Arystokraci z Nowej Rosji”. - Pokazałam w nim pochodzących z dziada pradziada potomków największych rosyjskich rodów, mieszkających bardzo skromnie, w malutkich mieszkankach. Rozmawiają o wskrzeszeniu monarchii, urządzają bale w opuszczonym budynku. Wśród nich nie brakuje samozwańców. Zupełnie inni ludzie tworzą współczesną elitę tego kraju.

Dwa lata temu otrzymała propozycję z Madrytu przy produkcji cyklu o 12 literackich stolicach Europy. Bohaterem "Widoku Krakowa" został poeta, Adam Zagajewski. Razem wędrowali śladami z czasów „Piwnicy pod Baranami”, Tadeusza Kantora, Czesława Miłosza. Po „Pręgach” nakręciła dwie kolejne fabuły, „Senność” i „Zbliżenia”. Ten ostatni, o dość toksycznej relacji marki z córką, nie był już tak entuzjastycznie przyjmowany przez krytykę, jak nawiązujące do wychowania syna przez ojca, „Pręgi”.

Piekorz od kilku miesięcy szuka środków na realizację kolejnego projektu. Powstał już nawet scenariusz napisany na podstawie książki francuskiego pisarza. Jest w trakcie załatwiania praw do ekranizacji. Ma świadomość, że postąpiła trochę nie po kolei. Tym bardziej, że kilka większych pomysłów przepadło z różnych przyczyn. - Takie poszukiwania to czasem droga przez mękę - przyznała. - W swojej pracy zawodowej zdążyłam wiele zdziałać. Jestem przerażona, ile mi się jednak nie udało zrobić. Przez dziesięć lat zdołałam nakręcić trzy filmy fabularne, a to ponoć i tak całkiem niezły wynik. W tym zawodzie człowiek nie czuje się do końca spełniony, odczuwa wieczne nienasycenie. Pomimo, że to trudny zawód, kocham go za tę adrenalinę na planie – a swoje własne filmy dokumentalne wykorzystała w pisaniu pracy doktorskiej. - Rozłożyłam je na czynniki pierwsze. Wskazałam błędy, których się nie ustrzegłam. Tak samo postąpię z trzema filmami fabularnymi przy habilitacji.

Fot. Karolina Burzyńska/Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.