Od lat wiadomo, że Płock się wyludnia. Co prawda sytuację nieco ratuje saldo migracji do miasta – do Płocka przyjeżdżają mieszkańcy okolicznych miejscowości, rynek nieruchomości zaburza też trwająca budowa Nowej Chemii dla Orlenu, przy której wciąż pracuje kilka tysięcy osób. W drugą stronę też to jednak działa – coraz więcej płocczan wyprowadza się do pobliskich gmin, na czym korzystają chociażby Słupno czy Stara Biała, ale też dalej, np. do Warszawy.
Migracja mieszkańców to jedno, bardzo ciekawe zagadnienie, a przyrost naturalny to nieco inne. I tu sytuacja jest naprawdę dramatyczna. Od lat, konkretnie od 2020 roku, w Płocku rodzi się już poniżej 1000 dzieci, a wiele wskazuje na to, że szybko zatęsknimy za liczbą 500 urodzeń w ciągu roku.
Spójrzmy na liczby urodzeń Płocczan w ostatnich latach:
- 2020 rok – 966 urodzeń,
- 2021 rok – 840 urodzeń,
- 2022 rok – 811 urodzeń,
- 2023 rok – 654 urodzenia,
- 2024 rok – 585 urodzeń,
- 2025 rok – 567 urodzeń.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że w 2026 roku kolejny smutny rekord zostanie pobity. Sytuacja staje się dramatyczna. Od 1 stycznia do 31 lipca w Płocku zostało zameldowanych 290 dzieci. Średnio miesięcznie urodziło się więc ok. 41 dzieci. Jeśli taki trend statystyczny się utrzyma, w całym 2026 roku urodzi się około 498 młodych Płocczan. Po raz pierwszy w najnowszej historii miasta liczba urodzeń spadnie poniżej 500. Przypomnijmy, że jeszcze w latach 2010–2020 w Płocku rodziło się 1100–1300 dzieci rocznie.
Na drugim biegunie są zgony Płocczan. Urząd Stanu Cywilnego przez pierwszych 7 miesięcy 2026 roku odnotował zgon 828 mieszkańców. Daje to przyrost naturalny na poziomie -538. I znów, jeśli średnia statystyczna utrzyma się przez cały rok, w 2026 roku w Płocku umrze ok. 1420 mieszkańców. Jest więc duża szansa, że trwający rok miasto zamknie przyrostem naturalnym w okolicach -900 mieszkańców. Jeśli doliczymy do tego saldo migracji, bo jednak więcej osób z miasta wyjeżdża, niż do niego przyjeżdża, Płock w 2026 roku skurczy się o ponad 1000 mieszkańców.
Bomba z opóźnionym zapłonem
Niska demografia to bomba z opóźnionym, choć wcale nie tak bardzo, zapłonem. To powracające dyskusje, czy warto utrzymywać dwie porodówki w Płocku (choć tu akurat jest dobrze, pomysłów na likwidację nie ma), a za chwilę katastrofa dosięgnie placówek przedszkolnych. Już można stawiać pytania, czy aby miejskie żłobki zapełnią się w 100 proc., a co do przedszkoli nie ma już żadnych złudzeń. Można śmiało założyć, że w perspektywie zaledwie kilku lat zamknięte zostaną kolejne placówki – przedszkola nie mogą istnieć bez dzieci, a liczba dzieci w oddziale nie może być stale pomniejszana.
Za kilka lat widmo likwidacji dojdzie też do szkół podstawowych, a nie dalej niż za kilkanaście lat usłyszymy o zamkniętej szkole średniej. Zapewne nie będzie chodziło o Jagiellonkę, Małachowiankę, III LO, Elektryka czy „70”, ale gdzieś po prostu zabraknie chętnych do nauki. To czysta matematyka.
Mniej dzieci to też wiele innych problemów. Mniej dzieci to mniej małych pacjentów, utrzymywanie niektórych gałęzi medycyny może stać się nieopłacalne. Oczywiście w dłuższej perspektywie katastrofa dotknie rynku pracy i obciążeń ludzi aktywnych zawodowo. Po prostu będą mieli na utrzymaniu większą liczbę emerytów.
Komentarze (0)