Reklama

Karetka w zaspach. Jak było naprawdę?

Opublikowano:
Autor:

Karetka w zaspach. Jak było naprawdę? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Po publikacji artykułu na temat śmierci mężczyzny w gminie Bodzanów odezwał się do nas świadek tego zdarzenia - szef Ochotniczej Straży Pożarnej w Kanigowie. Z jego relacji wynika niezbicie, że karetka utknęła w potężnej zaspie, bo droga była nieodśnieżona.

Po publikacji artykułu na temat śmierci mężczyzny w gminie Bodzanów odezwał się do nas świadek tego zdarzenia  - szef Ochotniczej Straży Pożarnej w Kanigowie. Z jego relacji wynika niezbicie, że karetka utknęła w potężnej zaspie, bo droga była nieodśnieżona.

Przypomnijmy: pisaliśmy dziś, że karetka pogotowia jadąca do pacjenta w miejscowości Ramutówko w gminie Bodzanów z powodu nieodśnieżonej drogi nie mogła dotrzeć do miejsca, w którym leżał nieprzytomny mężczyzna. Załoga karetki wezwała Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, które przyleciało 17 minutach. Niestety, mimo trwającej długo resuscytacji nie udało się uratować mężczyzny. Urząd gminy zapewniał, że droga gminna była odśnieżana z samego rana. Dowodem miał być fakt, że przejechała nią bez problemów policja, straż pożarna, a także - wcześniej - sam mężczyzna. Wyglądało na to, że tylko karetka poległa w walce z zaspami.

Jednak kilka godzin po publikacji artykułu skontaktował się z nami szef jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Kanigowie, który był świadkiem całego zdarzenia, ponieważ strażacy zostali wezwani do zabezpieczenia terenu przed lądowaniem śmigłowca. - To nieprawda, że my swobodnie dojechaliśmy na miejsce zdarzenia - relacjonuje. - Zabrakło nam ok. 300 m, dalej nie dało się jechać. Tak samo zresztą policja. Biegliśmy przez pola z ważącym ok. 30 kilogramów zestawem medycznym, który mieliśmy w samochodzie, by udzielić pierwszej pomocy.


Nasz rozmówca wyjaśnia, że do miejsca, w którym leżał pacjent, można się dostać z dwóch stron. Niestety, obie były nieprzejezdne. - To nieprawda, że pogotowie utknęło ok. 150 m od mężczyzny - karetka zakopała się prawie kilometr od tego miejsca - relacjonuje.  - Nie mogli wyjechać z tej zaspy. Dopiero spychacz gminny, gdy było już właściwie po wszystkim i ratownicy z LPR zbierali się do odlotu, jakoś doholował karetkę do miejsca zdarzenia. Wydostanie się karetki do drogi powiatowej zajęło kolejną godzinę.

Szef OSP jest przekonany, że tego tragicznego dnia droga wcale nie była odśnieżana. - Potwierdzają to pracownicy znajdującej się w pobliżu firmy,  którzy nie mogli dojechać do pracy, bo aż do 9.00 wypychali z zasp swoje samochody - przekonuje.  - Odśnieżarka  przyjechała pierwszy raz tego dnia  dopiero ok. 16.00.  A lekarz stwierdził zgon ok. 15.57 - dodaje gorzko.

Komentujący pod artykułem nie zostawiają suchej nitki na stanie nieodśnieżonych dróg w gminie.

Czytaj też:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE