reklama

Groźne psy uciekły i postawił na nogi pół miasta. Akcja trwała kilkanaście godzin, zgłaszają się poszkodowani

Opublikowano:
Autor:

Groźne psy uciekły i postawił na nogi pół miasta. Akcja trwała kilkanaście godzin, zgłaszają się poszkodowani - Zdjęcie główne
Autor: straż miejska/mw

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościTo już kolejny raz, gdy agresywne psy uciekają z terenu posesji przy ulicy Maneżowej. Nieoficjalnie są to psy rasy amstaf, ale nie mamy potwierdzenia czy są czystej krwi. Wiadomo, że dwa psy przez kilkanaście godzin błąkały się po osiedlu Międzytorze i okolicach, a odłowienie ich sprawiło służbom dużo problemu. Ratusz zapowiada podjęcie działań.
reklama

Od kilkunastu miesięcy mieszkańcy Międzytorza, którzy mają psy, żyją w strachu. Na jednej z posesji na tym osiedlu są duże, agresywne psy. Jak usłyszeliśmy, psy nie są agresywne względem ludzi, ale innych zwierząt - jeśli właściciel stanie jednak w obronie swojego zwierzaka, też może ucierpieć.

Psy, nieoficjalnie amstafy, uciekły w sobotni wieczór. Na mieszkańców padł blady strach: strach było wyjść na spacer, puścić dziecko na dwór. To duże psy i nie można było wykluczyć, że będą agresywne. Zwłaszcza, że po kilku godzinach zapewne były głodne. W akcję odławiania psów na Międzytorzu zostały zaangażowane służby, a zadanie wcale nie było łatwe. Psy szybko się przemieszczały i mimo iż namierzał je monitoring, a na ziemi szukały dwa radiowozy straży miejskiej, dwa z trzech pozostały nieuchwytne aż do niedzielnego poranka. Warto też dodać, że w akcję zaangażowali się mieszkańcy. W końcu w niedzielne przedpołudnie straż miejska odłowiła dwa psy wspólnie z synem właścicielki i trafiły do domu

reklama

Strach minął, ale teraz czas na dalsze działania. Bo, jak wspominaliśmy, to nie pierwszy raz, kiedy te psy uciekają i sieją postrach na osiedlu. W sobotę zaatakowały przynajmniej jednego psa i jego właściciela spacerującego po osiedlu, mają na koncie więcej pogryzień psów. Straż miejska wnioskowała w marcu o ich czasowe odebranie - ustawa o ochronie zwierząt daje taką możliwość w przypadku złego traktowania zwierząt. W takim przypadku zgodzić musi się jednak prezydent miasta. 

- Miasto nam odpisało, że nie może ich zabezpieczyć czasowo, bo nie są źle traktowane - nie są bite, głodzone czy trzymane na łańcuchu - mówi st. insp. Jolanta Głowacka, rzecznik prasowy straży miejskiej.

Urząd miasta wydał komunikat.

- W związku z powtarzającą się sytuacją dotyczącą psów właściciela z ul. Maneżowej i niedostatecznym zabezpieczeniem zwierząt przed wydostaniem się poza ogrodzenie, podjęta została decyzja o przeprowadzeniu kontroli przez Wydział Kształtowania Środowiska UMP w kontekście warunków bytowania zwierząt na posesji.  Kontrola odbędzie się przy udziale Policji, Straży Miejskiej (Ekopatrol) i Powiatowego Lekarza Weterynarii. Wykonamy ją w najszybszym możliwym terminie, zgodnie z prawem. Podejmiemy wszelkie możliwe działania dla bezpieczeństwa mieszkańców, które są zgodne z prawem - przekazał ratusz.

reklama

Z naszej wiedzy wynika, że w ratuszu sobotnią sytuację potraktowano bardzo poważnie. Kontrola ma wykazać kilka rzeczy, przede wszystkim czy właścicielka jest w stanie sprawować należytą opiekę nad takimi psami oraz czy mamy do czynienia z hodowlą. 

Bezczynność może wiązać z kolejną ucieczką psów i kto wie - być może kolejna ucieczka skończy się na czymś znacznie gorszym, niż strachu. 

Na policji usłyszeliśmy, że w tej sprawie pojawiły się pierwsze oficjalne zgłoszenia.

- Zgłosiły się dwie pokrzywdzone osoby i świadek. Wcześniej nie mieliśmy zgłoszeń w tej sprawie - mówi kom. Monika Jakubowska, oficer prasowy Komendanta Miejskiego Policji w Płocku.

Policja apeluje o zgłaszanie się na komendę poszkodowanych osób. 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo