Od kilkunastu miesięcy mieszkańcy Międzytorza, którzy mają psy, żyją w strachu. Na jednej z posesji na tym osiedlu są duże, agresywne psy. Jak usłyszeliśmy, psy nie są agresywne względem ludzi, ale innych zwierząt - jeśli właściciel stanie jednak w obronie swojego zwierzaka, też może ucierpieć.
Psy, nieoficjalnie amstafy, uciekły w sobotni wieczór. Na mieszkańców padł blady strach: strach było wyjść na spacer, puścić dziecko na dwór. To duże psy i nie można było wykluczyć, że będą agresywne. Zwłaszcza, że po kilku godzinach zapewne były głodne. W akcję odławiania psów na Międzytorzu zostały zaangażowane służby, a zadanie wcale nie było łatwe. Psy szybko się przemieszczały i mimo iż namierzał je monitoring, a na ziemi szukały dwa radiowozy straży miejskiej, dwa z trzech pozostały nieuchwytne aż do niedzielnego poranka. Warto też dodać, że w akcję zaangażowali się mieszkańcy. W końcu w niedzielne przedpołudnie straż miejska odłowiła dwa psy wspólnie z synem właścicielki i trafiły do domu.
Strach minął, ale teraz czas na dalsze działania. Bo, jak wspominaliśmy, to nie pierwszy raz, kiedy te psy uciekają i sieją postrach na osiedlu. W sobotę zaatakowały przynajmniej jednego psa i jego właściciela spacerującego po osiedlu, mają na koncie więcej pogryzień psów. Straż miejska wnioskowała w marcu o ich czasowe odebranie - ustawa o ochronie zwierząt daje taką możliwość w przypadku złego traktowania zwierząt. W takim przypadku zgodzić musi się jednak prezydent miasta.
- Miasto nam odpisało, że nie może ich zabezpieczyć czasowo, bo nie są źle traktowane - nie są bite, głodzone czy trzymane na łańcuchu - mówi st. insp. Jolanta Głowacka, rzecznik prasowy straży miejskiej.
Urząd miasta wydał komunikat.
- W związku z powtarzającą się sytuacją dotyczącą psów właściciela z ul. Maneżowej i niedostatecznym zabezpieczeniem zwierząt przed wydostaniem się poza ogrodzenie, podjęta została decyzja o przeprowadzeniu kontroli przez Wydział Kształtowania Środowiska UMP w kontekście warunków bytowania zwierząt na posesji. Kontrola odbędzie się przy udziale Policji, Straży Miejskiej (Ekopatrol) i Powiatowego Lekarza Weterynarii. Wykonamy ją w najszybszym możliwym terminie, zgodnie z prawem. Podejmiemy wszelkie możliwe działania dla bezpieczeństwa mieszkańców, które są zgodne z prawem - przekazał ratusz.
Z naszej wiedzy wynika, że w ratuszu sobotnią sytuację potraktowano bardzo poważnie. Kontrola ma wykazać kilka rzeczy, przede wszystkim czy właścicielka jest w stanie sprawować należytą opiekę nad takimi psami oraz czy mamy do czynienia z hodowlą.
Bezczynność może wiązać z kolejną ucieczką psów i kto wie - być może kolejna ucieczka skończy się na czymś znacznie gorszym, niż strachu.
Na policji usłyszeliśmy, że w tej sprawie pojawiły się pierwsze oficjalne zgłoszenia.
- Zgłosiły się dwie pokrzywdzone osoby i świadek. Wcześniej nie mieliśmy zgłoszeń w tej sprawie - mówi kom. Monika Jakubowska, oficer prasowy Komendanta Miejskiego Policji w Płocku.
Policja apeluje o zgłaszanie się na komendę poszkodowanych osób.
Komentarze (0)