1 września weszła w życie - jak twierdzi minister zdrowia - przełomowa zmiana dla polskich stołówek.
- Nowe przepisy mają ograniczyć dostęp do wysoko przetworzonej żywności o niskiej wartości odżywczej i jednocześnie zachęcić placówki do promowania zdrowych nawyków żywieniowych od najmłodszych lat - czytamy w rozporządzeniu.
Ta część nie wzbudziła jednak kontrowersji - o promocji zdrowego żywienia, szczególnie wśród dzieci, mówi się od lat. Wywołało je za to zalecenie o ograniczeniu mięsa i produktów odzwierzęcych. Od teraz szkolny obiad ma nie kojarzyć się już wyłącznie z kotletem, ziemniakami i surówką, a najmłodsi poznają również inne alternatywy.
Zgodnie z wytycznymi, zupy co najmniej dwa razy w tygodniu muszą być podane na wywarze warzywnym, a dodatkowo, przynajmniej jeden obiad ma być w pełni roślinny i bazować na strączkach.
- Ważna jest również wartość energetyczna. Jako szkoła wykupiliśmy program, który wylicza nam kaloryczność posiłku i podaje listę alergenów. Musieliśmy też wyjść z propozycją jadłospisu pozbawionego produktów odzwierzęcych, a więc jajek czy mleka - opisuje dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3, Marta Marszałek-Pajewska.
"Dzieci w szkole jest mniej, a zainteresowanie obiadami nawet większe"
Warto przy tym podkreślić, że mięso, ryby czy produkty odzwierzęce nie zostały całkowicie wycofane. Wegański wariant posiłków to tylko możliwa opcja, nie przymus. Jak udało nam się dowiedzieć, ani w Szkole Podstawowej nr 3, ani w Zespole Szkół nr 5 żaden z uczniów z niej nie skorzystał.
Pomimo protestów i obaw, które możemy znaleźć przede wszystkim w internecie, dyrektorki płockich szkół nie spotkały się też z "falą masowych rezygnacji z obiadów". Wręcz przeciwnie.
- Dzieci w szkole jest mniej, a zainteresowanie obiadami nawet większe. Docierają do mnie głosy, że rodzice to między sobą komentują, ale mimo wszystko nie rezygnują- dodaje Marta Marszałek-Pajewska.
O podobnym doświadczeniu opowiedziała również dyrektor Zespołu Szkół nr 5, Magdalena Lewandowska.
- Nie było żadnych telefonów, sugestii ani pretensji. Liczba zawartych umów się nie zmniejszyła i dalej serwujemy je ponad 700 dzieciom. Z resztą, moim zdaniem to rozporządzenie jedynie usystematyzowało pewne zasady. Fakt, może tego mięsa było więcej niż dwa razy w tygodniu, ale my i tak już wcześniej urozmaicaliśmy obiady, używając m.in. ciecierzycy, która bardzo dzieciom przypadła do gustu. Poza tym większa ilość strączków, kaszy czy ziemniaków to tak naprawdę żadna wielka nowość. Przecież w Polsce od lat je się tych produktów naprawdę dużo - tłumaczy.
Dieta planetarna to wyzwanie dla kuchni?
Jednym z argumentów przeciwników nowych przepisów było także dodatkowe obciążenie dla pracowników przygotowujących obiady.
- Na pewno było to duże wyzwanie dla całej obsady kuchni, żeby ułożyć to zmienione menu. Panie przeszły jednak szkolenie, potem w trakcie wakacji gotowały kilkukrotnie na próbę i udało się to wdrożyć bez większych problemów - mówi dyrektor SP3.
Podobnie było w Zespole Szkół nr 5.
- Z drugiej strony, to przecież naturalne, że przy każdej zmianie, którą wprowadza ministerstwo, ale i nie tylko, pracownicy muszą się szkolić, dokształcać i rozwijać - uzupełnia dyr. Magdalena Lewandowska.
A Wy, co sądzicie o zmianie przepisów na szkolnych stołówkach?
Komentarze (0)