Zimowe okno transferowe jest trudne dla wszystkich klubów. Bardzo trudno jest pozyskać zawodnika, który w swoim klubie regularnie gra i cieszy się zaufaniem. Oczywiście nie ma zawodników nie na sprzedaż, ale Wisła Płock nie jest klubem, który położy na stół kilkaset tysięcy euro. To nie tak, że w Płocku pieniędzy nie ma, ale nie są one skalkulowane na sumę odstępnego.
Pozostają więc ligi, które skończyły sezon, a tak jest m.in. na północy Europy, m.in. w Szwecji. Drugą opcją są zawodnicy, którzy mają albo mogą mieć swoją kartę w ręku. Trudno jednak oczekiwać, by jakościowy zawodnik, a takimi jest zainteresowany sztab szkoleniowy Wisły Płock, tak po prostu rozwiązał kontrakt z dotychczasowym pracodawcą. Nikt nie chce pozyskania zawodnika, który przez 2 miesiące będzie dochodził do formy.
To powoduje, że rynek jest bardzo trudny. Mariusz Misiura i jego sztab przedstawiają konkretne oczekiwania co do parametrów zawodnika. Tu nie ma mowy o zawodnikach z przypadku, "wrzuconych" do klubu przez agenta. To sprawia, że skala wyzwania jeszcze rośnie, a żeby zimowy transfer miał sens, zawodnik musi być gotowy do podjęcia rywalizacji w zespole na 100% już od 8 stycznia. Po prostu.
Niewykluczone, że 8 stycznia będzie graniczną datą i jeśli do tego czasu nie uda się nikogo pozyskać, to Wisła Płock do rundy wiosennej przystąpi w niezmienionym składzie. Nowy zawodnik musi bardzo szybka zaaklimatyzować się w zespole, poznać założenita taktyczne i być przygotowany fizycznie. Klub rozgląda się za defensywnym pomocnikiem i napastnikiem, ale z tego co ustaliliśmy, nie jest nawet blisko porozumienia z żadnym zawodnikiem. Lider PKO Ekstarklasy dla większości zawodników nie jest wymarzonym miejscem - bo Wisła mimo swojego miejsca w tabeli nie płaci wciąż dosyć mało na tle rodzimej konkurencji. Są zawodnicy, którzydo Wisły chcieliby się przenieść, ale, jak śpiewała Budka Suflera, do tanga trzeba dwojga.
Komentarze (0)