Wisła Płock przegrała trzeci mecz z rzędu, tym razem z Motorem Lublin (0:4). Nafciarze mają już tylko iluzoryczne szanse na zajęcie miejsca dającego przepustkę do gry w Lidze Konferencji Europy, ale mają już zapewnione utrzymanie w PKO Ekstraklasie.
Po meczu trener Mariusz Misiura nie krył smutku i rozczarowania. Podziękował kibicom za to, że po ostatnim gwizdku nie było wyzwisk.
- Chciałbym podziękować kibicom, że po takim meczu w naszym wykonaniu tak wspaniale się zachowali, bo wydaje mi się, że dzisiaj na najnormalniej w świecie wszyscy nie zasłużyliśmy. Nie chcę szukać słówek, zdań. Chcę z serca powiedzieć: jak masz dobrą pierwszą rundę, rozbudzasz nadzieję w sobie i we wszystkich, to najnormalniej w świecie ciężko jest zaakceptować to, że medalu na pewno nie zdobędzisz. Z drugiej strony pytasz siebie, czy ty jesteś rozsądny, skoro dopiero w 32. kolejce straciłeś szansę na medal i czy powinieneś być smutny, a nie być z tego dumny. Wydaje mi się, że jesteśmy tak bardzo ambitną grupą ludzi, że odwracamy trochę rzeczywistość. Denerwujemy się, bijemy się mocno w pierś, bo nierealne przed startem sezonu marzenie stało się nierealne dopiero w 32. kolejce - zaczął trener Mariusz Misiura.
O bramkach traconych po stałych fragmentach gry i zejściu Marcina Kamińskiego w przerwie:
- Pracujemy nad stałymi fragmentami gry. Przez urazy musimy zmieniać jedenastkę, personalia. Zmieniają się osoby odpowiedzialne za różne strefy przy stałych fragmentach gry, więc to nie pomaga stabilizacji. Decyzja o zejściu Marcina Kamińskiego to moja decyzja, nie ma tu drugiego dna. Chcieliśmy poszukać odwrócenia wyniku, bardziej ofensywnej jedenastki.
O słabej drugiej połowie i przyszłości zawodników, którzy nie mają kontraktów:
- Wnioski wyciągniemy po ostatnim meczu. Dziś towarzyszą nam duże emocje, złość, smutek. Nie chciałbym dziś tak górnolotnie poruszać tego tematu. Kluczem jest, żebyśmy przygotowali się jak najlepiej do meczu z Górnikiem Zabrze i dokończyli ten mecz najlepiej, jak potrafimy.
O kontuzji Daniego Pacheco:
- Dani powiedział, że czuł dyskomfort od początku meczu. W 15-16. minucie przy wybiciu piłki wolejem poczuł ukłucie w mięśniu dwugłowym i nie był w stanie kontynuować. Druga runda jest naprawdę trudna, patrząc na wszystkie urazy. Zawodnicy trenują tydzień, a potem 2-3 tygodnie nie trenują i to grupa 6,7,8 zawodników, która cały czas się rotuje. To nie jest komfortowa sytuacja.
O Dominiku Kunie na ławce:
- Moja decyzja. Dominik ma rywalizację z Krystianem Pomorskim. To 32. kolejka i Krystian dopiero pierwszy raz wyszedł w podstawowym składzie. Patrząc na ostatnie mecze za każdym razem Krystian był gotowy. Patrzyliśmy na gry wewnętrzne i mieliśmy poczucie, że dobrze wygląda. Zadawaliśmy sobie w sztabie pytanie kiedy go wrzucić do pierwszej jedenastki jak nie dzisiaj. Taka decyzja, po prostu dobrze wyglądał w tygodniu. Nie miałbym do Krystiana jakichś zastrzeżeń. Nie wydaje mi się, że zawinił przy stracie którejś z bramek.
O zdrowiu Łukasza Sekulskiego:
- Łukasz Sekulski gra i trenuje z blokadą. Szczerze powiem, że dla Łukasza to powinien być koniec sezonu. Powinien dziś odpoczywać, mieć zabiegi, rehabilitację i być w jak najlepszej formie na 15 czerwca, kiedy drużyna zacznie przygotowania. Nikt w tym momencie nie chce zrezygnować grać o szansę życia. To mój pierwszy sezon w Ekstraklasie i jestem wdzięczny drużynie, że do 32. kolejki miałem szansę bić się o medal. Zawdzięczam tym piłkarzom bardzo dużo, jestem z nich dumny, ale towarzyszy nam rozczarowanie, że medal nam uciekł, choć mam świadomość jak to brzmi.
O zdrowiu Saida Hamulicia:
- Przez 3,5 tygodnia miał rehabilitację. W środę pierwszy raz wziął udział w pełnej jednostce treningowej. Przyszedł i powiedział: "Trenerze, jak chce na mnie liczyć przez 10,15,20 minut, to dam z siebie wszystko. Chcę pomóc drużynie". Jestem dumny z tych chłopców, patrząc na to jaką mamy sytuację kadrową nawet zawodnicy kontuzjowani, z urazami, robią wszystko, żeby chociaż w jakimś limicie czasowym wejść i pomóc.
Komentarze (0)