Sytuacja jest jasna. Po pierwszym starciu w Lizbonie mamy do odrobienia dokładnie cztery bramki. Wynik 29:33 przywieziony z Portugalii z jednej strony zostawia niedosyt (ten karny Richardsona...), ale z drugiej daje ogromną dawkę wiary, bo przecież wszyscy widzieliśmy, jak nasi chłopacy wyciągnęli ten mecz, niemal niwelując gigantyczną stratę z pierwszej połowy. Wisła zawiodła zwłaszcza w pierwszej połowie, momentami przegrywała już różnicą 10 bramek, ale wtedy zespół na swoje barki wzięli wetereni - Przemysław Krajewski na lewym, Michał Daszek na prawym skrzydle. Pochwalić trzeba też Torbjorna Bergeruda, który swoimi interwencjami trzymał wynik. Takiego Norwega Wisła potrzebuje w czwartkowym rewanżu.
- Rewanżowy mecz zapowiada się jak prawdziwa bitwa o wszystko. Po pierwszym spotkaniu pozostaje spory niedosyt i sportowa złość, szczególnie po bardzo słabej pierwszej połowie. Wiemy jednak, że jesteśmy drużyną, która potrafi wyciągać wnioski i reagować w najważniejszych momentach. Teraz gramy w domu. To będzie zupełnie inny mecz, bo własna hala to nasza twierdza. Z pomocą naszych kibiców możemy odwrócić losy tej rywalizacji, ale do tego potrzebujemy jednego – pełnych trybun i głośnego dopingu od pierwszej do ostatniej minuty. Każdy wie, jak wielką siłę daje atmosfera w ORLEN Arenie. Gdy hala żyje, a kibice niosą drużynę, wszystko staje się możliwe! – skomentował Dawid Dawydzik, obrotowy ORLEN Wisły Płock.
Teraz to my rozdajemy karty, bo gramy w naszej twierdzy, gdzie ryk kibiców niejedną wielką markę przyprawił już o drżenie rąk. Sporting musi od pierwszej minuty poczuć, że przyjechał do piekła, w którym nie ma miejsca na błędy, a każdy nasz przechwyt i każda kontra będą niosły się na fali ogłuszającego dopingu. Bracia Costa są niesamowicie groźni, ale nasza obrona i ściana w bramce potrafią zatrzymać każdego, gdy poczują to niesamowite wsparcie z trybun.
Xavi Sabate może mieć problem - nie wiadomo czy Leon Susnja i Zoltan Szita są gotowy do gry. Obrona Nafciarzy nie była atutem w Lizbonie, gospodarze z łatwością dziurawili defensywę mistrzów Polski. Wydaje się, że to klucz to zwycięstwa w czwartkowym rewanżu. I oczywiście pewna egzekucja rzutów karnych. Melvyn Richardson wydaje się mieć w tym aspekcie dołek, bo "siódemek" nie rzucał też w starciu z Kaliszem. Opcje są dwie: albo Francuz jest liderem z krwi i kości i dźwignie ten aspekt albo trzeba powierzyć rzuty karne komuś innemu. W składzie są przecież innispecjaliści od rzutów z 7. metra.
Stawka jest potężna, bo zwycięzca tego dwumeczu melduje się w najlepszej ósemce Europy, by bić się z Aalborgiem. Cel jest na wyciągnięcie ręki, potrzeba tylko chłodnej głowy w ataku i zaangażowania. Nafciarze, to jest ten wieczór – idziemy po swoje, po awans i po wielką historię, która zostanie w pamięci na lata!
Mecz ORLEN Wisła Płock - Sporting Lizbona w czwartek 9 kwietnia o godz. 18:45.
Komentarze (0)