Poniedziałkowy pożar przy Rembielińskiego był szokiem dla całego miasta. Ogień pojawił się około godziny 19:00 i, mimo błyskawicznej reakcji służb, rozprzestrzenił się na cały budynek. Na ocalenie choćby części dobytku właściciele i pracownicy firm mieli naprawdę niewiele czasu. To, co zostało w budynku, doszczętnie spłonęło.
Akcja gaśnicza trwała kilka godzin, zakończyła się w nocy z poniedziałku na wtorek, a strażacy jeszcze przez wtorkowy poranek czuwali na miejscu. Wraz z opanowaniem sytuacji rozpoczęło się zadawnie pytań: jak doszło do pożaru?
Prokuratura dysponuje zapisem monitoringu, innymi nagraniami, a także zeznaniami świadków. Okazuje się, że ogień zaprószył 66-letni mężczyzna. W jaki sposób? Tego prokuratura nie ujawnia ze względu na dobro śledztwa.
- Mężczyzna usłyszał zarzut nieumyślnego sprowadzenia pożaru, zaprószenia ognia. Podejrzany przyznał się do zarzucanego mu czynu, złożył wyjaśnienia, które w dużej części mają potwierdzenie w innym zgromadzonym materiale dowodowym - mówi nam prok. Bartosz Maliszewski, rzecznik prasowy Prokurator Okręgowy w Płocku. - Z uwagi na ustabilizowany tryb życia tego mężczyzny i znane miejsce jego pobytu prokurator zdecydował się dozór policyjny raz w tygodniu, zakaz opuszczania kraju oraz zakaz wydawania paszportu.
Wyjaśnienia podejrzanego muszą zostać jeszcze zweryfikowane. Zgodnie z art.163 par. 1 pkt 1 i par 2 grozi mu od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
Prokuratorzy wciąż nie mogą dokonać oględzin miejsca zdarzenia, ze względu na ryzyko zawalenia się pozostałej konstrukcji. Powiatowy Inspektorat Budowlany zgody jeszcze nie wydał - ryzyko jest po prostu zbyt duże.
Ostatecznie i tak przyczynę pożaru będzie musiał ustalić biegły z zakresu pożarnictwa. Śledztwo obejmie też inne kwestie, m.in. dlaczego nie zadziałał żaden system przeciwpożarowy i ogień rozprzestrzenił się na tyle, że spłonął cały budynek.
Komentarze (0)