Reklama

Reklama

Zeszliśmy dwanaście pięter w głąb skarpy

Opublikowano: 10 grudnia 2015 13:01
Autor:

Zeszliśmy dwanaście pięter w głąb skarpy - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - Są miejsca niedostępne dla mieszkańców, ale niezbędne dla funkcjonowania miasta – mówił prezydent Andrzej Nowakowski tuż przed wejściem... do podziemia.

Reklama

- Są miejsca niedostępne dla mieszkańców, ale niezbędne dla funkcjonowania miasta – mówił prezydent Andrzej Nowakowski tuż przed wejściem... do podziemia.

Dziennikarze wraz z prezydentem miasta i prezesem Wodociągów Płockich pojechali w czwartek do oczyszczalni wód deszczowych przy ul. Jasnej. Już z daleka miejsce wygląda trochę industrialnie za sprawą gąszczu rur i włazów. Tuż po konferencji wszyscy otrzymali zaproszenie do wejścia pod ziemię. To „raptem” 37 metrów w głąb skarpy. Mniej więcej tyle, co dwunastopiętrowy wieżowiec.

- Zdecydowaliśmy się na wielomilionową, chociaż niewidoczną dla mieszkańców, inwestycję - wyjaśniał prezydent Nowakowski. - Z pewnością wielu z nich niecierpliwiło się, dlaczego tak długo trwają remonty ulic Kobylińskiego, Kazimierza Wielkiego, gdzie wielkie tiry tarasowały drogę. Wszystko z powodu inwestycji Wodociągów Płockich. Prezes spółki, Marek Naworski zjawił się jakiś czas temu w moim gabinecie. Przekonywał, że nie mamy innego wyjścia. Musimy wybudować obiekt, który pozwoli na właściwe funkcjonowanie płockich wodociągów. Woda po trzech dniach ulewnych opadów wypływała w górę na ulicy i to powyżej kolana, czym zainteresowały się nawet ogólnopolskie media. Kamerzysta jednej ze stacji mył w tej wodzie ręce. Nawet dziwił się, że taka ciepła. Nie mieliśmy na co czekać. W przeciwnym razie może nie bylibyśmy drugą Wenecją, ale z pewnością pewne niespodzianki pływałyby jeśli nawet nie po ulicach, to w naszych piwnicach.

Prezes Wodociągów Płockich, Marek Naworski przypominał, że jeszcze przed powstaniem oczyszczalni, wszystkie ścieki trafiały do starych obiektów wymagających zmodernizowania. To jakieś 17 tys. metrów sześciennych ścieków. Gdyby mocniej popadało, już 50 tys., które musiałaby przejąć oczyszczalnia w Maszewie. - Dochodziło do zalewania całych ulic - wspominał Naworski. - Notorycznie zalewało ul. Parowa. Gwałtownie wypływająca woda powodowała spore zniszczenia. Musieliśmy szybko znaleźć rozwiązanie problemu.

Konieczny stał się rozdział kanalizacji na deszczową i sanitarną. Pomocna okazała się kasa z Unii Europejskiej. Chodzi o to, aby z całej tej masy wody wyodrębnić wodę deszczową, która następnie trafiłaby do odbiornika. Teraz jego rolę pełni rzeka Brzeźnica. - To olbrzymia ilość wody – podkreślał prezes. W przypadku oczyszczalni przy Jasnej około trzy metry sześcienne wody na sekundę. - Jedna piąta z niej zostaje poddana koniecznemu procesowi oczyszczania z piasku czy związków ropopochodnych. W oczyszczalni separuje się wszystko co trzeba, a nadmiar deszczu, zawierający znikomą ilość zanieczyszczeń, trafia do Wisły poprzez obiekt przy ul. Jasnej – dzięki czemu unikamy destrukcyjnego działania wody w wyniku bardziej rzęsistych opadów, natomiast oczyszczona woda jest odprowadzona do Brzeźnicy.

Inwestycja kosztowała 15 mln zł netto (inna, otwarta dwa lata temu zmodernizowana oczyszczalnia w Maszewie kosztowała przeszło 80 mln zł). Wybudowanie oczyszczalni przy Jasnej okazało się zagwozdką dla inżynierów, w jaki sposób wybudować cały system kanałów, aby nie uszkodzić skarpy. Udało się go ostatecznie wykonać techniką bezwykopową. Kanał o ksztalcie walca ma średnicę 15 metrów i jest głęboki na przeszło 30 metrów. W rzeczywistości to po prostu studnia, po której ścianach ciągną się w dół spiralne schodki. Dalej kolejnym kanałem spływa woda poddana już procesowi oczyszczalnia.

Ścieki sanitarne trafiają do oczyszczalni na Maszewie, z kolei oczyszczalnia przy ul. Jasnej przejmuje wody deszczowe z największej płockiej zlewni, obejmującej Stare Miasto. Odrębna zlewnia zbiera wodę z Imielnicy, Borowiczek i Podolszyc, a kolejna z ul. 1 Maja, Kobylińskiego po ul. Tysiąclecia. W planach umieszczono powstanie kolejnej przy ul. Mostowej. To jednak nie koniec wszystkich prac związanych z rozdziałem kanalizacji. Położono już kolektory wzdłuż ul. Polnej, Topolowej i Nowowiejskiego, które doprowadzają wodę do systemu u zbiegu ul. Kwiatka i Okrzei. Podobnym systemem należy objąć kolejne fragmenty miasta: ul. 1 Maja, Gradowskiego i Tysiąclecia. Takie są przynajmniej przymiarki na 2016 rok.

Po konferencji prasowej nadszedł czas na wyprawę w głąb ziemi (dla kamerzysty, ubranego na wszelki wypadek w szelki, zorganizowano zjazd windą). Na szczęście obeszło się bez zakładania kasków. Wycieczka jednak nie trwała wcale tak długo, jak by się mogło wydawać. Do środka schodziło się po wąskiej, metalowej drabince. A tam, no cóż, konstrukcja trochę przypominająca filmowe obrazki z podziemnymi miastami, tylko w skali mikro. Kolejne drabinki, łańcuchy, mostki i mnóstwo rur. Nie każdy czułby się w takiej wąskiej przestrzeni komfortowo.

Więcej zdjęć w galerii:

Fot. Tomasz Miecznik/Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (4)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.