Reklama

Wojna ze strażą. Muszą ciągać po sądach?

Opublikowano:
Autor:

Wojna ze strażą. Muszą ciągać po sądach? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Straż miejska systematycznie upomina, aby nie parkować pod szpitalem, ale to jak grochem o ścianę. Z kolei według kierowców, straż traktuje ich niczym skarbonkę. Podczas posiedzenia sesji rewizyjnej w Ratuszu trafiła jedna z takich spraw. – Nie jestem przestępcą, żeby mnie po sądach ciągać – mówiła wzburzona kobieta, która przeoczyła zakaz parkowania.

Straż miejska systematycznie upomina, aby nie parkować pod szpitalem, ale to jak grochem o ścianę. Z kolei według kierowców, straż traktuje ich niczym skarbonkę. Podczas posiedzenia sesji rewizyjnej w Ratuszu trafiła jedna z takich spraw. – Nie jestem przestępcą, żeby mnie po sądach ciągać – mówiła wzburzona kobieta, która przeoczyła zakaz parkowania.

Nie pierwszy to raz kwestia parkowania na Winiarach wzbudza emocje. Otóż pani Marlena 28 października 2014 roku postanowiła dostarczyć kilka rzeczy swojej córce przebywającej w tym czasie w szpitalu, ale nie zauważyła znaku zakazu zatrzymywania się (B 36), do czego się zresztą bez wahania przyznała. Ale tak naprawdę nie w tym leży cały problem. Kiedy zjawiła się na Otolińskiej w siedzibie municypalnych, nie spotkała się z komendantem, tylko ze strażniczką z wieloletnim doświadczeniem, jak twierdził obecny podczas obrad komendant straży miejskiej Andrzej Wochowski. Płocczanka dociekała czy istnieje jakaś szansa, aby sprawa nie zakończyła się wystawieniem mandatu w wysokości 100 zł, ale jedynie pouczeniem.

W ostateczności istnieje jeszcze trzecia możliwość. Można nie przyjąć mandatu, wówczas sprawa trafia poniekąd z automatu do sądu grodzkiego. Jak na razie stała się jednak zarzewiem do całkiem burzliwej dyskusji w trakcie poniedziałkowych obrad komisji rewizyjnej w płockim Ratuszu na skutek złożonej skargi.

Zgodnie z wersją komendanta Wochowskiego, kobieta zdecydowała się skorzystać właśnie z tego ostatniego wariantu, aby mandatu nie przyjąć. Z kolei pani Marlena powoływała się na dwa pisma dotyczące sprawy. W pierwszym zwracała się o wystawienie mandatu lub pouczenia, w drugim, datowanym na grudzień 2014 roku, dowiedziała się, że nie ma najmniejszych szans ani na jedną, ani na drugą opcję, tylko na spotkanie w sądzie grodzkim. – Nie jestem żadnym przestępca, żeby mnie teraz po sądach ciągać – mówiła podniesionym głosem pani Marlena do siedzącego naprzeciwko niej komendanta Wochowskiego w trakcie poniedziałkowego posiedzenia komisji rewizyjnej. – A teraz jestem straszona sądem, skoro skończył się czas na wystawienie mi mandatu. Przecież ktoś za tę sprawę musi zapłacić – co dotyczyło kosztów takiej rozprawy, której według niej można było spokojnie uniknąć, gdyby jednak wypisano mandat.

Śledztwo pani Marleny: strażnicy śpią na służbie?

Pani Marlena przy okazji odkryła w sobie żyłkę detektywa i postanowiła zaczaić się na strażników. I co ciekawego odkryła? A no, że ci śpią na służbie i siedzę sobie w samochodzie, co też postanowiła zgłosić. – Nikt się za to nie wziął, ale ja nie znam zakresu ich kompetencji. Może takie mają obowiązki – ewidentnie kpiła, ale potrzebowała dowodów. Na podstawie śledztwa z 12 marca doszła do wniosku, że strażnicy celowo schowali wóz za parkingiem. - Jeden był za kółkiem, drugi drzemał, ale jak mnie zobaczyli z aparatem, to zaraz odjechali – relacjonowała. - Chciałam w ten sposób udowodnić, jak naprawdę wygląda ich służba. Pan to nic nie może zrobić, co najwyżej patrzeć, jak pana pracownicy śpią w godzinach pracy.

Komendant Wochowski miał równie dużo do powiedzenia. Początkowa część historii nawet się zgadzała, że zaczęła rozjeżdżać w momencie relacji z wizyty pani Marleny w siedzibie municypalnych. Podobno pojawiła się później niż jej wskazano, zaraz po godzinie 16.00. – Ja naprawdę nie muszę cały czas siedzieć za biurkiem – tłumaczył były policjant. – Ta pani przyjechała i stwierdziła, że jej się śpieszy – po czym potwierdził istnienie pism, o których wcześniej wspominała kobieta.

– Nie wiem, co pana pracownicy zanotowali, z czego wynika, że ja tu jakieś pierdoły opowiadam – odbijała piłeczkę skarżąca.

– Zgodnie z przepisami, w sytuacji, kiedy ktoś odmawia przyjęcia mandatu, zostaje już tylko sąd – kontynuował Wochowski. - To jedyny powód, dla którego nie mogę już wrócić do postępowania mandatowego – rozkładał ręce, ale pani Marlena od razu stwierdziła, że ona niczego nie podpisała. Mało tego, zaparkowanie w pobliżu bloku według niej grozi porysowaniem karoserii samochodu, na co komendant przypomniał o oddanym parkingu mieszczącym blisko 300 aut. – Nie po to powstał, żeby ktoś sobie parkował według tego, jak mu się podoba.

WPL napiętnowane?

Kolejny zarzut dotyczył rejestracji samochodu. W czasie październikowego zdarzenia, jak twierdzi pani Marlena, numery rejestracyjne źle zaparkowanych aut, zaczynały się od WP, ale tylko jej od WPL. Kobieta była rozżalona, że tylko do niej podeszli strażnicy, aby koniecznie wystawić mandat.

– Nie mam nic do ukrycia. Pani twierdzi, że zależy mi tylko na dochodach z mandatu, tymczasem w 2014 roku 63% spraw kończyło się pouczeniem – bronił się Wochowski. – Mogłaby pani podchodzić do tematu bardziej rzetelnie. Tego dnia podobna sytuacja spotkała siedmiu innych kierowców -  co nie przeszkodziło mu dodać, że jego oponentka co najmniej mija się z prawdą.

Kiedy musi być mandat, a kiedy pouczenie?

Sytuację postanowił nieco stonować przewodniczący komisji Artur Kras stwierdzeniem, że mamy tu słowo przeciwko słowu. Kluczowa kwestia to czy sprawa trafiła już do sądu. Wochowski nie wiedział, ale obiecał sprawdzić. Radna Barbara Smardzewska-Czmiel doceniła jednak fakt, że pani Marlena przyznała się, że faktycznie znak przeoczyła. Poprosiła o sprecyzowanie szefa płockich strażników miejskich, w jakich konkretnych sytuacjach należy się bezsprzecznie mandat, a w jakich wystarczy pouczenie.

– Nie ma na to jednego szablonu – mówił funkcjonariusz. – Jeśli jest niska szkodliwość czynu, także w przypadkach drobnych wykroczeń, jeśli ktoś zrozumie błąd i obieca, że to się więcej nie powtórzy. Ale ja w tej sprawie naprawdę mam związane ręce, gdyby nie było tej odmowy…

Zdaniem Wochowskiego, w sądzie nie dojdzie nawet do rozprawy, ale decyzję co dalej ze skargą komisja rewizyjna zamierza podjąć dopiero po tym rozstrzygnięciu.

Fot. Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE