Reklama

Reklama

Właściciel w szpitalu. Co ze zwierzęciem?

Opublikowano: śr, 5 sie 2015 12:18
Autor:

Właściciel w szpitalu. Co ze zwierzęciem? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Wyobraźmy sobie sytuację, w której pogotowie nagle zabiera samotnie mieszkającą osobę do szpitala. Albo ktoś musi z dnia na dzień wyjechać. Co wtedy zrobić z psem albo kotem? Oddać do schroniska? Niestety, zwierzę staje się kłopotem tylko dlatego, że ma… właściciela.

Reklama

Wyobraźmy sobie sytuację, w której pogotowie nagle zabiera samotnie mieszkającą osobę do szpitala. Albo ktoś musi z dnia na dzień wyjechać. Co wtedy zrobić z psem albo kotem? Oddać do schroniska? Niestety, zwierzę staje się kłopotem tylko dlatego, że ma… właściciela.

Problem, co zrobić z pupilem latem, gdy chce się wyjechać na wakacje niestety często rozwiązywany jest w taki sposób, że biedne zwierzę zostaje podrzucone do lasu albo błąka się samotnie po mieście. Taka nieodpowiedzialność zasługuje na potępienie, ale nie sposób tą samą miarą oceniać osób samotnych, które lata temu przygarnęły psa czy kota pod swój dach, przez ten czas dbały o nie, podstawiały miskę pełną smakołyków, a teraz im zdrowie zaczyna szwankować? - Ostatnio spotkałam się z sytuacją, kiedy pracownik socjalny zajmował się jednym z mieszkańców, który trafił w ciężkim stanie do szpitala i był problem z zabezpieczeniem opieki dla jego psa – zwraca uwagę radna Wioletta Kulpa.

W przypadku opisanym przez radną chodziło o osobę samotną, bez rodziny, jedynie pod doraźną opieką Polskiego Czerwonego Krzyża i pracownika socjalnego. Co w takim razie zrobić z takim psem czy kotem, kto je przygarnie i ocali przed bezdomnością? Zgodnie z obowiązującymi przepisami, za zwierzę bezdomne uważa się zwierzę domowe lub gospodarskie, które uciekło, zabłąkało się albo zostało porzucone przez człowieka i nie ma możliwości ustalenia jego właściciela. Wyłapanie i zapewnienie opieki takiemu zwierzęciu to zadanie gminy. Schronisko nie weźmie natomiast na swe barki zwierzęcia, którego właściciel musi wyjechać, przebywa w szpitalu, więzieniu albo ciężko choruje i nie może dłużej zajmować się czworonożnym przyjacielem.

Ten fakt potwierdza wiceprezydent Dariusz Ciarkowski, odwołuje się też do orzeczenia Najwyższego Sądu Administracyjnego z marca 2014 roku. NSA orzekł, że zwierzę, którego właściciel przebywa w szpitalu lub jest pozbawiony wolności nie jest bezdomne, gdyż ma właściciela. Według sądu fakt, że właściciel w praktyce nie może sprawować opieki, nie uprawnia do rozszerzenia definicji zwierzęcia bezdomnego.

Od kierownika płockiego schroniska Konrada Żabki dowiedzieliśmy się, że są duże placówki przyjmujące zwierzęta od właścicieli. W Gdańsku za psa trzeba zapłacić 150 zł, za kota 80 zł, ale wyłącznie w wyjątkowych i udokumentowanych przypadkach (na stronie internetowej jest nawet odrębna zakładka "Właściciel odda"). – Aby nasze schronisko świadczyło takie usługi, musiałoby być ze dwa, trzy razy większe – komentuje sprawę. – Jeśli ktoś decyduje się na adopcję, powinien być odpowiedzialny i myśleć o tym, że nie zawsze będzie w tak dobrej formie. Tylko w jaki sposób wytłumaczyć starszej, 80-letniej pani, aby nie brała szczeniaka?

Są jeszcze fundacje niosące opiekę porzuconym zwierzakom.– Pamiętam taką sytuację z kotkiem, którego pani przebywała cały czas pod tlenem – mówi Magda Smolińska z Fundacji Szansa dla Zwierzaka „ZOA”. Orzeszkiem, bo tak nazywał się maluch, nie było komu się zająć, ale akurat on miał dużo szczęścia - pani, u której tymczasowo przebywał, tak się do niego przywiązała, że aż przestała szukać mu domu. Orzeszek skradł jej serce.

Niestety, nie zawsze nawet ta czy inna organizacja prozwierzęca dysponuje dostateczną ilością wolnego miejsca, a zwierząt cały czas przybywa. Wszystkie trzeba nakarmić, a z Ratusza na ogół nie ma na to ani grosza. W zasadzie już nie wiadomo, czy większy problem jest z psami, czy z kotami. Ani jednych, ani drugich schronisko nie przyjmie, jeśli mają właściciela.

– Mamy około 400 zwierząt rocznie – informuje Konrad Żabka. W zeszłym roku więcej nawet było wydanych niż przyjętych. Wśród inwentarza dominują psy. Czemu? To już kwestia przepisów. Do schroniska przyjmowane są koty za wyjątkiem tych wolno żyjących,. W praktyce wcale niełatwo oddzielić koty wolno żyjące od bezdomnych, dlatego przeważnie koty wałęsające się po ulicy trafiają do kategorii wolno żyjących. Wysunięto nawet koncepcję utworzenia przytuliska tylko dla kotów. Wniosek już wpłynął do Ratusza. Wydział Kształtowania Środowiska wyznaczył działkę w Jarze Brzeźnicy, na której w przyszłości takie miejsce mogłoby powstać.

Konrad Żabka trochę się dziwi, gdyż sądząc po ilości przyjmowanych zwierząt, nie widzi potrzeby powstawania kolejnego schroniska. W miejskim budżecie na ten rok nie ma na budowę przytuliska pieniędzy. Na razie inwestycję wpisano do Otwartego Katalogu Inwestycji Miejskich, podobnie jak wiele innych. Jak wspominał niegdyś przewodniczący płockich rajców, Artur Jaroszewski, baza zawiera przedsięwzięcia opiewające już na 2 mld zł.

Czytaj też:

Fot. Karolina Burzyńska / Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (3)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.