Mowa konkretnie o Miejskim Przedszkolu nr 27 przy ul. Mikołaja Reja oraz Szkole Podstawowej nr 13 przy ul. Sierpeckiej.
Głównym argumentem przemawiającym za likwidacją tych placówek był coraz bardziej odczuwalny i wciąż postępujący niż demograficzny. Zdaniem miejskich władz dzieci jest zbyt mało, a miejsc w szkołach i przedszkolach powoli robi się za dużo. Przykładowo, w następnym roku szkolnym w SP nr 13 pozostałoby zaledwie 23 uczniów. Nie w jednej klasie, a w całej szkole.
Przeciwnicy tej decyzji powoływali się za to na kolejną likwidację miejsc pracy, brak konkretnych alternatyw, a nawet "dezercję" w polityce prorodzinnej i odwróceniu niepokojącego trendu wyludniania się miasta.
Radni PiS przeciwko likwidacji. "Dezertereujemy z walki o to, aby dzieci było więcej"
Podobnie jak wcześniej, przeciwko zamykaniu placówek opowiedzieli się radni z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.
Głos w dyskusji, jako pierwszy, zabrał były prezydent Mirosław Milewski. Przytoczył krótko historię Szkoły Podstawowej nr 13 mówiąc, że plany likwidacji pojawiły się już kilka lat temu, ale udało się wtedy obronić placówkę. Twierdził też, że sugestie prezydenta Andrzeja Nowakowskiego miały doprowadzić do zmniejszenia się liczby uczniów, m.in. przez odpływ osób z sąsiednich gmin.
- Po raz kolejny chciałbym zaapelować, aby wstrzymać się od takich decyzji. Likwidacja jest najprostszym i najbardziej banalnym rozwiązaniem, ale to nie jest rozwój - dodał.
Padło też pytanie o konkretne propozycje dla nauczycieli oraz pracowników technicznych i administracyjnych z MP nr 27 i SP nr 13.
Przypomnijmy: w uzasadnieniu uchwały wspomniano o zaproponowaniu tym osobom innych miejsc pracy, ale nie podano szczegółów.
Poprosił także o wyliczenia dotyczące potencjalnych oszczędności dla miasta po likwidacji obu placówek oraz dokładne stanowisko związków zawodowych, ZNP i Płockiej Rady Pożytku Publicznego.
Wtórował mu przewodniczący płockiego klubu PiS, Szymon Stachowiak. Uznał decyzję o zamknięciu szkoły i przedszkola jako efekt wieloletnich zaniedbań oraz błędnych decyzji.
- Tłumaczymy się wciąż demografią, ale w Płocku ten problem jest pięć razy większy niż w całej reszcie kraju. Trzeba sobie powiedzieć uczciwie: my dziś bierzemy udział w procesie zwijania naszego miasta. Niedługo zamienimy się w skansen. To nie jest kierunek i to nie jest droga - wyjaśniał.
Zapytał też co zrobi miasto, jeśli trend się odwróci, a infrastruktury już nie będzie.
- My bezpowrotnie - patrząc na trudny czas i trudną rzeczywistość, w której się znajdujemy - dezerterujemy. Powiedzmy to sobie wprost: dezerterujemy z walki o to, aby dzieci było więcej i aby Płock mógł być wzorem dla całej Polski. Dziś jest antytezą do tego, jak powinien być prowadzony samorząd - podkreślił.
Koalicja PO-PSL stoi przy swoim zdaniu
Jak to już bywa w tego typu dyskusjach, nikt nie przekonał nikogo do swojej racji. Choć próby były, bo słowa radnych z PiS-u spotkały się z błyskawiczną reakcją.
Padł m.in. zarzut wykorzystywania nieprawidłowych danych w kontekście wyludniania się Płocka.
- Po raz kolejny pan przewodniczący mówi o tym, że Płock wyludnia się pięć razy szybciej. Nie wiem skąd te dane, bo GUS jasno mówi, że wśród miast między 100 a 200 tysięcy mieszkańców, jesteśmy dopiero na 9. miejscu, a więc mniej więcej w środku - skontrował Michał Sosnowski.
Odniósł się też do kwestii finansowania programu InVitro.
- Sprawdziłem sobie jak to wygląda od kiedy rząd wprowadził ogólnopolskie dofinansowanie do InVitro. Gdyby policzyć, ile dzieci urodziło się dzięki niemu w całym kraju, to na Płock przypadałoby około 20 dzieci, czyli akurat na ten oddział, o który dziś tak walczą rodzice z MP14. Mogłoby tak być, gdybyście swego czasu zagłosowali prorodzinnie i z empatią, a nie bojąc się księdza proboszcza - dodał.
Wreszcie głos w sprawie zabrał prezydent Andrzej Nowakowski.
- Najtrudniej jest nie reagować, gdy ktoś po prostu kłamie i powtarza kłamstwo licząc na to, że ono się utrwali. Natomiast ono nie stanie się prawdą. Ani to, co powiedział pan przewodniczący o tym, że w Płocku problem jest pięć razy większy, ani to, co pan radny Milewski mówił o wycofaniu dzieci przez gminy - zaznaczył.
W kontekście pracowników zapewnił, że za każdym razem, gdy likwidowano jakiekolwiek placówki, priorytetem dla miasta było poszukiwanie rozwiązań i nowych miejsc pracy.
- Jeżeli chodzi o oszczędności: oczywiście, pewne będą. Natomiast kluczem jest racjonalne gospodarowanie środkami publicznymi - mówił prezydent.
Zgodnie z danymi zaprezentowanymi przez skarbnika Wojciecha Ostrowskiego, roczny koszt utrzymania Szkoły Podstawowej nr 13 sięga 2,04 mln zł, a Miejskiego Przedszkola nr 27 - 2,8 mln zł.
Opinie związków zawodowych i kuratorium
Jak już pisaliśmy, kuratorium oświaty zgodziło się na zamknięcie szkoły i przedszkola.
- NSZZ Solidarność zaopiniowało decyzję negatywnie. ZNP nie obrało jednoznacznego stanowiska. Zawarli jednak pięć punktów, gdzie napisano m.in., że związek dostrzega problem demograficzny, przyjmuje argumenty i prosi o zapewnienie pracownikom możliwości dalszego zatrudnienia oraz oczekuje przeprowadzenia likwidacji w sposób odpowiedzialny i zgodny ze standardami prawa oświatowego - czytał prezydent.
Forum Związków Zawodowych oraz Rada Pożytku Publicznego zaopiniowały wniosek pozytywnie.
Dwie placówki do likwidacji. Podjęto ostateczną decyzję
Radni przyjęli obie uchwały.
Zgodnie z ich treścią, zarówno szkoła jak i przedszkole zostaną zamknięte z dniem 31 sierpnia 2026 r.
14 radnych było "za", 8 "przeciw", 3 osoby nie brały udziału w głosowaniu.
Listę imienną możecie zobaczyć w galerii zdjęć umieszczonej w artykule. Ze względu na problem techniczny, nie zaznaczono głosu radnej Darii Domosławskiej. W protokole odnotowano jednak, że głosowała "za".
Komentarze (0)