Reklama

Reklama

Sam spadł z balkonu? Czy ktoś go wyrzucił?

Opublikowano: 8 kwietnia 2015 16:39
Autor:

Sam spadł z balkonu? Czy ktoś go wyrzucił? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Lany poniedziałek, godzina 5.00 rano. – Usłyszałam skowyt – opowiada nam mieszkanka Skarpy, która wezwała służby. Pies już leżał na ziemi, we krwi, na skromniutkich kępkach trawy. Sąsiedzi podejrzewają, że zwierzę samo nie wypadło z balkonu na trzecim piętrze...

Reklama

Lany poniedziałek, godzina 5.00 rano. – Usłyszałam skowyt – opowiada nam mieszkanka Skarpy, która wezwała służby. Pies już leżał na ziemi, we krwi, na skromniutkich kępkach trawy. Sąsiedzi podejrzewają, że zwierzę samo nie wypadło z balkonu na trzecim piętrze...

Ten piesek miał kilka miesięcy, sięgał mniej więcej do kolana i był mieszańcem. – Zadbany, nawet grubiutki, dobrze podkarmiony – tak zapamiętała go jedna z płocczanek mieszkających w bloku na Skarpie. W lecznicy dodawali, że ważył około 15 kg.

Sąsiedzi z innego bloku także często widywali go zamkniętego na niewielkim balkonie przylegającym do wynajmowanego mieszkania. Poza antenami satelitarnymi na balkonie nie ma nic, choćby stołka. Z przodu barierki są osłonięte, po bokach już nie. Więc może podskoczył? Albo jakoś się prześlizgnął między szczebelkami i wypadł? Tak zdaje się brzmieć wersja, która nikomu nie sprawi kłopotu.

Sprawa jednak szybko trafia do płockiego oddziału Towarzystwa Opieki na Zwierzętami. Ci opisują wszystko na Facebooku.

Świadek

Tuż po zdarzeniu rozdzwoniły się telefony. Pierwszy był do straży miejskiej o 05.46 rano.  – Usłyszałam, że ktoś może przyjechać dopiero po 6.00 – twierdzi sąsiadka, która zareagowała na skowyt zwierzęcia.  

Rzeczniczka municypalnych, Jolanta Głowacka, potwierdza: tak było. W odpowiedzi dyżurnego nie widzi niczego dziwnego. – Dyżurny nie musi tłumaczyć powodu – odpiera zarzuty. – Mógł być na innej interwencji.

Drugi telefon był 06.25. – Tym razem z ponagleniem, kiedy przyjadą – opowiada nam sąsiadka i na dowód pokazuje wykaz połączeń telefonicznych.

W międzyczasie, o 05.51 powiadomiono policję. – Stwierdzili, że oni są od przestępstw, właśnie zajmują się jednym i to ono jest teraz dla nich priorytetem. Zjawili się po 40 minutach.

Powiadomiono jeszcze pracownika płockiego schroniska (po tym jak upłynęła kolejna godzina).

Przez cały ten czas pies leżał w bólu pod balkonami i mocno krwawił. Dopóki dwóch mężczyzn, gości właścicieli psa, nie wyniosło psiny na kocu do wezwanej taksówki.

Lecznica

W „Chironie” potwierdzają, że faktycznie psa przywiozła kobieta i mężczyzna tuż przed ósmą rano. – Powiedzieli, że wypadł przez balkon – powiedziano nam w lecznicy weterynaryjnej. - On zachowywał się spokojnie, kobieta płakała. To był kilkumiesięczny szczeniak. Stwierdzono uszkodzenie kręgosłupa.

Psa uśpiono jeszcze tego samego dnia.

Policja

- Patrol wezwała straż miejska, ponieważ właściciele mieszkania nie chcieli otworzyć drzwi – twierdzi policyjny rzecznik Krzysztof Piasek. – Mieliśmy udzielić im wsparcia. Kiedy policjanci przyjechali, usłyszeli, że sytuacja już została opanowana. Właściciele zawiozą psa do weterynarza taksówką. Policjanci widzieli, jak wsiadają i odjeżdżają.

Nikt nie sprawdził, w którym miejscu upadł pies. – Nikt nam nie zgłaszał, że może chodzić tu o coś więcej – ucina sprawę policjant. Aby było śledztwo, najpierw musi być odpowiednie zgłoszenie, czego według niego zabrakło.

W całej sprawie pojawia się jeszcze wątek poboczny imprezy, jaka miała się odbyć w mieszkaniu z niedzieli na poniedziałek. Ponoć panowie, którzy wnosili psa do samochodu, nie dość, że mieli powiedzieć, „To co robimy z psem? Wyrzucamy?”, to jeden z nich mówił do zwierzęcia, aby się podniósł. Obaj, według sąsiadów, byli w dalszym ciągu podchmieleni, ale policja chyba nic nie zauważyła. – Policjanci nie dysponowali alkomatem, a poza tym sprawę załatwiali municypalni – kwituje Krzysztof Piasek.

Schronisko 

Pracownik schroniska miał przyjechać i stwierdzić, że nic nie może, skoro pies ma właściciela. – Nie mamy takich uprawnień, nawet jeśli właściciel psa ewidentnie jest pod wpływem alkoholu – rozkłada ręce Konrad Żabka, kierownik płockiego schroniska. – Nie jesteśmy służbą, która może w takich sytuacjach interweniować. Mamy się bić? – pyta retorycznie.

Umowa między schroniskiem a miastem zakłada, że jego pracownicy i strażnicy miejscy powinni interweniować w sytuacji, kiedy istnieje bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia człowieka. Nie zwierzęcia. – Tylko wtedy, kiedy zwierzę jest bardzo agresywne – tłumaczy Żabka. – Ja jestem wyłącznie wykonawcą umowy – dodaje, że w Płocku i tak jest całkiem dobrze, ponieważ istnieją schroniska w Polsce, gdzie w weekendy nikt nie pojedzie na interwencję. A czemu oczekiwanie trwa tak długo? – Na przykład teraz kierowcy pojechali do gminy Radzanowo. Zanim wrócą, upłynie trochę czasu.

Strażnicy miejscy

- Dyżurny odebrał zgłoszenie anonimowo – relacjonuje Jolanta Głowacka, rzeczniczka municypalnych. – Przy bloku miał leżeć pies. Pani nie wiedziała, czy wyskoczył sam, usłyszała jedynie skowyt. Najpierw podejrzewała, że pies znów został zamknięty na balkonie. Patrolowi otworzono drzwi domofonem, ale drzwi do mieszkania już nie, więc wezwano policję. Słyszeli rozmowy dobiegające ze środka. Kiedy drzwi wreszcie otwarto, strażnik zapytał, czy lokatorzy mają psa, na co usłyszał, że tak, w tej chwili zamkniętego na balkonie. Po sprawdzeniu kobieta potwierdziła ze łzami w oczach, że to ich pies leży pod blokiem.

Wylegitymowano ją, zrobiono też zdjęcie psa. Ten miał wszystkie szczepienia. Zobowiązała się do odwiezienia poranionego pieska natychmiast do lecznicy. Trafił tam taksówką, a nie samochodem ze schroniska ani autem strażników. – My nie mamy ani odpowiednich szkoleń, ani środków transportu zwierząt – podkreśla rzeczniczka. - Tylko raz przewieźliśmy na tylnym siedzeniu szczeniaki w pudle – ale to był wyjątek.

– Nikt jednak nie podszedł do funkcjonariuszy z informacją, że być może zwierzę zostało wyrzucone celowo – zaznacza Głowacka.

Później od sąsiadki dowiedzieliśmy się, że sąsiedzi już kiedyś alarmowali w sprawie wyjącego psa na balkonie. Sprawa trafiła do rejonowego jakiś miesiąc temu, ale nie zakończyła się ani mandatem ani nawet notatką służbową. – W obecności rejonowego pies był w środku i nie szczekał, więc stwierdził, że wystarczy rozmowa dyscyplinująca – lecz o tych faktach dowiedzieliśmy się dopiero dwa dni później, po naszej prośbie o ponowne, bardziej dogłębne zajęcie się sprawą w Straży Miejskiej.

A co z alkoholem? Podobnie jak od Krzysztofa Piaska usłyszeliśmy, że strażnicy nie wożą alkomatu. – Pani rozmawiała logicznie, nie chwiała się na nogach, chociaż strażnik dopuszczał możliwość, że mogła być po jednej setce czy po piwie – dalej tłumaczy Głowacka. – Czy w środku stały butelki, nie wiem – ale sąsiadka twierdzi trochę inaczej. Zagadnięty przez nią strażnik ponoć mówił, że wszedł do środka i butelki widział.

We wtorek strażnicy przyjechali na kontrolę, czy faktycznie pies został dostarczony do lecznicy, ale pocałowali klamkę. Odchodząc, spotkali sąsiadkę, którą nawet zagadnęli, czy aby przypadkiem nie wie, czy psa … przywieziono z powrotem do domu. Po czym odjechali i udali się do lecznicy, chociaż zwierzę uśpiono już poniedziałek, o czym nawet sami wspominaliśmy Jolancie Głowackiej.

Co dalej?

Wychodzi na to, że brakuje ostatniego puzzla układanki. Nikt nie zgłosił, że widział kogokolwiek z psem na balkonie. Sąsiedzi twierdzą jednak, że sam nie mógł wyskoczyć i prześlizgnąć się przez barierkę. Był na to zbyt grubiutki. A poza tym nie zgadza się miejsce, w którym leżał. Nieosłonięte szczebelki są tylko z boku balkonu, natomiast pies leżał w większej odległości i na wprost zakrytej części. W dalszym ciągu jest jeszcze widoczna ciemniejsza plama po krwi.

Sprawa z dużym prawdopodobieństwem zostanie przekazana policji. TOZ już planuje wniesienie zawiadomienia do prokuratury. Są już po wstępnych rozmowach z prawnikiem. Żałują, że nie zostali powiadomieni od razu. – Mamy nadzieję, że sprawa nie zostanie tak łatwo zamieciona pod dywan - mówią nam.

Fot. Portal Płock

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (46)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.