Reklama

Pijany mężczyzna na scenie. A ochrona?

Opublikowano:
Autor:

Pijany mężczyzna na scenie. A ochrona? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Podczas Mikołajek na starówce doszło do incydentu, który wprawił w osłupienie zarówno występujące na scenie maluchy, jak i ich zaniepokojonych rodziców. Pijany mężczyzna najwidoczniej pozazdrościł dzieciom zdolności i podjął dwukrotne próby dłuższego zagoszczenia na scenie. Jak do tego doszło? Co z ochroną i municypalnymi, którzy pilnowali porządku?

Podczas Mikołajek na starówce doszło do incydentu, który wprawił w osłupienie zarówno występujące na scenie maluchy, jak i ich zaniepokojonych rodziców. Pijany mężczyzna najwidoczniej pozazdrościł dzieciom zdolności i podjął dwukrotne próby dłuższego zagoszczenia na scenie. Jak do tego doszło? Co z ochroną i municypalnymi, którzy pilnowali porządku?

W ostatni weekend trwał bożonarodzeniowy jarmark organizowany wspólnymi siłami przez Ratusz, Płocką Lokalną Organizację Turystyczna oraz Agencję Rewitalizacji Starówki. Impreza zgromadziła tłumy osób przed ratuszem. W część artystyczną włączył się także Młodzieżowy Dom Kultury. Występy młodych wykonawców odbywały się w altanie na Starym Rynku. Niestety świąteczną atmosferą zburzyło wtargnięcie pijanego mężczyzny prosto na scenę, który postanowił sobie potańczyć. Przy próbach ściągnięcia nieproszonego gościa miało nawet dojść do małej szarpaniny.

Od naszego czytelnika wiemy, że ochronę zamówiono dopiero na godzinę 18.00, natomiast do zajścia doszło znacznie wcześniej. W tym czasie na miejscu służbę pełniły dwa patrole straży miejskiej, co potwierdziła nam Jolanta Głowacka.

– Przed godziną 17.00 jeden z patroli został wezwany do pilnej interwencji – twierdzi rzeczniczka municypanych. - Dlatego w tym czasie był tylko jeden, który stał w innej części starówki. Pięć minut po godzinie 17.00 podszedł do strażników mężczyzna z informacją, że jakiś pijany rozgania dzieci. Kiedy już tam dotarli, zobaczyli, że ten się przewrócił. Natychmiast wyczuli od niego woń alkoholu. Na jego dłoni zobaczyli także zaschniętą krew. Przy próbie wylegitymowawania mężczyzna zachowywał się w bardzo arogancki sposób.

Z jej dalszej relacji wiemy, że mężczyznę zabrano do izby wytrzeźwień. Także na miejscu zachowywał się głośno, a nawet walił ręką o stół. Został ukarany mandatem za zakłócanie ładu i porządku publicznego w wysokości 250 zł.

O sprawę zapytaliśmy Iwonę Krajewską, prezeskę PLOT, która nawet nie wiedziała, że doszło do jakiegokolwiek incydentu. Była bardzo zdziwiona. – W trakcie przygotować do jarmarku zwróciliśmy się do policji i straży miejskiej, była także ochrona – zapewniła. – Obiecano nam pisemnie, że służby zachowają wzmożoną czujność.

Niestety ponieważ nie była to impreza masowa, nie istniał obowiązek stałej ochrony, dlatego tę zamówiono dopiero na godzinę 18.00. – Nie mogliśmy pozwolić, żeby nocą cichaczem wyniesiono któryś z namiotów albo uszkodzono nagłośnienie – tłumaczy nam dalej Krajewska. – Ale z drugiej strony wszystkiego przewidzieć się nie da – dodaje.

Identycznie mówiła nam Monika Maron-Kozicińska z biura medialnego Ratusza. – Nawet teraz mogę wyjść przez ratusz. Czy mam jakąś gwarancję, że nikt na mnie nie napadnie? Żadnej.

Maron-Kozicińska wiedziała jednak, że do takiej sytuacji doszło. – Ale scena to obiekt, na którym wszystko może się zdarzyć – uznaje szefowa ratuszowego Wydziału Informacji Miejskiej. – Strażnicy byli widoczni, a mężczyznę szybko ściągnięto. W tym przypadku doszło do przykrego incydentu, na który nikt nie miał wpływu – rozkłada ręce. - Zainteresowanie imprezą było naprawdę spore, dlatego uwaga strażników musiała skupiać się na wielu miejscach jednocześnie. Dzieci także nie były same, znajdowały się pod opieką rodziców. Za to najwidoczniej ten pan chciał zaistnieć i stać się gwiazdą estrady.

W tym przypadku nikomu nic się nie stało. Co najwyżej dzieci strachu się najadły, ale gdyby miał ze sobą nóż, to co wtedy? Nie dałoby się jakoś lepiej ochronić całej imprezy? Maron-Kozicińska zgodzila się z nami, że na przyszłość możnaby postawić strażników przy scenie, czego jednak nie wyobraża sobie Jolanta Głowacka, według której to na organizatorze imprezy spoczywa obowiązek zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, w tym wynajęcie ochrony. Ale z drugiej strony także i ona zwraca uwagę, że czasem dochodzi do sytuacji nieprzewidywalnych. Na przykład kiedy na scenie nagle ląduje torebka z jakąś zawartością rzucona z widowni. – Gdybym jednak wiedziała, że się przewrócę, to bym się wcześniej położyła – mówi podobnie do Maron-Kozicińskiej.

- Środki rozłożyliśmy odpowiednio na miarę imprezy – klaruje dalej rzeczniczka. – W sobotę odbył się jeszcze marsz i mecz w Orlen Arenie. Naprawdę trudno jest niekiedy oszacować, w którym miejscu pojawi się najwięcej osób. Strażnicy mieli za zadanie patrolować nie tylko Stary Rynek, ale także mniejsze, przyległe uliczki. Swoje czynności wykonali dokładnie tak, jak należało – broni stacjonujących municypalnych.

A co będzie podczas kolejnej takiej imprezy? – Strażnicy muszą pozostać mobilni, nie mogą stać cały czas w jednym miejscu – stwierdziła. Takie są procedury, ale te mają to do siebie, że często zdarza się w nich luka. – To, co my mieliśmy do zrobienia, zrobiliśmy – ucina dalszą dyskusję.

Fot. Mikołajki na starówce, Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE