Reklama

Reklama

Obszar chroniony zmniejszony. - Uchwała może stanowić zagrożenie dla Jaru Rosicy [WYWIAD]

Opublikowano: 16 lutego 2021 18:38
Autor: | Zdjęcie: Joanna Wiśniewska

Obszar chroniony zmniejszony. - Uchwała może stanowić zagrożenie dla Jaru Rosicy [WYWIAD] - Zdjęcie główne

foto Joanna Wiśniewska

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - Hipotetycznie dzisiaj wyłączone z obszaru chronionego grunty rolne mogą zostać w przyszłości poddane odrolnieniu i wydzielone pod działki budowlane. W efekcie może dojść do dalszej urbanizacji tych obszarów i przybliżenia zabudowy do Jaru Rosicy – ostrzega Patryk Mieszkowicz, biolog środowiskowy.

Reklama

Podczas styczniowej sesji rady miasta płoccy rajcy przyjęli uchwałę, która zmienia granice Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego Jaru Rosicy. Z obszaru chronionego wyłączono aż 8 hektarów. Dla porządku dodajmy, że 3,14 ha w innym miejscu przyłączono, więc ostatecznie teren chroniony zmniejszył się o nieco ponad 5 ha. Nie zmienia to jednak faktu, że 8 ha ziemi ochrony pozbawiono. Jak tłumaczyli ratuszowi urzędnicy, były to tereny leśne, rolnicze, park nad jarem, który w ostatnim czasie stał się miejscem z zielenią urządzoną oraz części działek prywatnych, na których znajdują się przydomowe ogródki.

Sporo osób, a wśród nich członkowie partii Zieloni, biolodzy, jak również zwykli płocczanie, którym na sercu leży dobro środowiska, swój protest przeciwko tej uchwale wyrażało w mediach społecznościowych. Społecznicy złożyli u przewodniczącego rady miasta Artura Jaroszewskiego pismo z prośbą o przełożenie prac nad tym projektem i poprzedzenie ich konsultacjami społecznymi. Jaroszewski również był za tym, żeby w styczniu w tym temacie decyzji nie podejmować,  ale większość radnych głosowała najpierw za tym, by o Zespole Przyrodniczo-Krajobrazowym Jaru Rosicy decydować bez konsultacji społecznych, a następnie za jego zmniejszeniem.

Na początku lutego Zieloni wysłali do wojewody mazowieckiego pismo, w którym apelują o unieważnienie tej uchwały. W oczekiwaniu na decyzję rozmawiamy ze społecznikiem Patrykiem Mieszkowiczem – biologiem środowiskowym – który sprzeciwiał się zmniejszeniu Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego Jaru Rosicy. Bo właściwie co w praktyce oznacza zmiana granic obszaruchronionego?

Joanna Wiśniewska: Uchwała została przyjęta. Obszar Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego Jaru Rosicy został zmniejszony. Wyłączono z niego osiem hektarów, przyłączono trzy nowe. To tyle teorii. Ale co ta uchwała oznacza w praktyce?

Patryk Mieszkowicz: Najprościej mówiąc ta uchwała niestety może stanowić zagrożenie dla Jaru Rosicy. W moim przekonaniu urząd, przygotowując taki projekt, wyszedł z błędnego założenia, że trzeba chronić jedynie ten obszar, który jest najcenniejszy przyrodniczo. Według mnie należy objąć ochroną również te okoliczne tereny, które wydają się być mniej wartościowe. Warto podkreślić, że głównym celem tworzenia zespołów przyrodniczo-krajobrazowych jest ochrona krajobrazu, a za cenny można także uznać krajobraz antropogeniczny jak np. obszary rolne. Podobne stanowiska można zresztą odnaleźć w orzecznictwie sądów administracyjnych. Trzeba tu zwrócić uwagę, że urząd, a za nim rada miasta, wyłączając ziemie, które stanowią otoczenie Jaru Rosicy, pozbawili ten najcenniejszy obszar w pewnym sensie otuliny (nie sensu stricte – gdyż ustawa o ochronie przyrody z 2004 r. nie przewiduje utworzenia otuliny dla zespołów przyrodniczo-krajobrazowych, taką możliwość przewidywała poprzednia ustawa z 1991 r.) Decyzja radnych może niestety przynieść w przyszłości negatywny skutek dla tego siedliska przyrodniczego.

Może pan wyjaśnić po co Jarowi Rosicy taka naturalna, będąca również pod ochroną, otulina?

Występowanie w granicach takiego zespołu gruntów użytkowanych rolniczo lub porzuconych pól a także terenów zabudowanych nie powinno umniejszać w żadnym wypadku jego wartości. Dla realizacji celów ochrony tego typu zespołów ważne są zarówno elementy naturalne jak i antropogeniczne. Bardzo ważnym jest by w celu trwałego zachowania walorów przyrodniczych jaru rzeki Rosicy otoczono ochroną zarówno fragmenty najcenniejsze jak również obszary tylko pozornie o mniejszej wartości. Dlatego właśnie, że otulina ta ma wielkie znaczenie ekologiczne, pełni ona bowiem rolę bufora izolującego od niekorzystnych oddziaływań wynikających z działalności człowieka.

Zatem w związku z likwidacją tej otuliny jakich działań się pan obawia?

Podam przykład. Hipotetycznie dzisiaj wyłączone grunty rolne mogą zostać w przyszłości poddane odrolnieniu i wydzielone pod działki budowlane. W efekcie może dojść do dalszej urbanizacji tych obszarów i przybliżenia do Jaru Rosicy w kolejnych jego fragmentach zabudowy, która niewątpliwie przyczyni się do dalszej antropopresji na tym terenie, czyli działań człowieka, mających wpływ na środowisko przyrodnicze, w tym mogących wywierać skutki negatywne. Dziwi mnie także argumentacja dotycząca wyłączenia niektórych gruntów leśnych uzasadniana tym, że obszar ten jest chroniony w oparciu o ustawę o lasach. Nic przecież nie stoi na przeszkodzie by dany teren był objęty kilkoma obszarami ochronnymi – taką zresztą mamy sytuację przy ujściu rzeki Rosicy, gdzie mamy do czynienia zarówno z obszarem Natura 2000 jak i Nadwiślańskim Obszarem Chronionego Krajobrazu.

Jak pan ocenia fakt, że uchwała ta zmniejszyła także liczbę obowiązujących na tym obszarze zakazów?

Rzeczywiście mogą nasuwać się pewne wątpliwości, dlaczego z obowiązujących dotychczas 10 zakazów teraz urząd zaproponował jedynie 7. Zniknął np. zapis o zakazie wylewania gnojowicy, z wyjątkiem nawożenia własnych gruntów rolnych. Budzi to moje pewne obawy, gdyż niewłaściwe składowanie, wylewanie i utylizowanie gnojowicy może przyczyniać się do skażenia powietrza, wody i gleby. Gnojowica przedostając się do gleby oraz wód zarówno powierzchniowych jak i gruntowych może stanowić istotne zagrożenie dla zdrowia ludzi i zwierząt. Zresztą należy podkreślić, że stosowanie gnojowicy prowadzi do eutrofizacji wód i gleb – co przyczynia się m.in. do powstawania zakwitów toksycznych sinic. W końcu także woda płynąca wpierw w Rosicy, a następnie w Wiśle trafi do Bałtyku, który już dziś jest bardzo zanieczyszczonym morzem.

A co z tzw. parkiem nad jarem na osiedlu Zielony Jar? Ten też został wyłączony, gdyż urzędnicy stwierdzili, że zieleni urządzonej chronić nie trzeba. A pana zdaniem? Nie obawia się pan, że zaraz tam wyrosną bloki?

Szczerze mówiąc nie sądzę, żeby ktoś chciał tam stawiać jakiekolwiek budynki. Ale tu widzę inne zagrożenie. Skoro urzędnicy chcieli ten park uczynić urządzonym i sadzić tam zieleń według własnego uznania, to ja nie będę szczególnie protestować. Ale apelowałbym do nich, by nie sadzili tam drzew i krzewów obcych naszej rodzimej florze, bo one negatywnie wpłyną na ten najcenniejszy obszar.

Ja osobiście uwielbiam ten park i to właśnie dlatego, że jest taki „dziki”. Tzn. poza dwiema śmietniczkami nie ma tam żadnych elementów małej architektury ani oświetlenia. I trochę się obawiam, żeby zaraz tam polbrukowe alejki nie wyrosły, bo wtedy będzie to typowy miejski skwer, jakich w Płocku wiele…

Rzeczywiście po jego wyłączeniu z ZPK Jaru Rosicy istnieje ryzyko, że park będzie niekorzystnie modyfikowany. Ja obawiałbym się przede wszystkim montażu oświetlenia. Mówi się o tzw. zanieczyszczeniu światłem, które szkodzi gatunkom ptaków czy nietoperzy. Ale też mam nadzieję, że nikt jednak nie wpadnie na pomysł budowy alejek spacerowych, gdyż wówczas cenna biologicznie ziemia byłaby niepotrzebnie uszczelniana kostką brukową czy płytami, co by jej zaszkodziło. Dlatego powtórzę, jeśli ratusz chce mieć tam zieleń urządzoną, to proszę bardzo, ale niech nie ingeruje w naturalny obraz parku.

To jeszcze wróćmy do sesji rady miasta, na której uchwała została przyjęta. Liczył pan, że jednak radni zdejmą ten projekt z porządku obrad i dopuszczą do konsultacji społecznych?

Oczywiście, że tak. I w pełni podzielam zdanie przewodniczącego Artura Jaroszewskiego, który stwierdził, że niedopuszczenie do głosu mieszkańców chcących uczestniczyć w dyskusji na temat Jaru Rosicy jest jedną najbardziej wstydliwych decyzji płockiego samorządu. Rada miasta oczywiście nie miała obowiązku przeprowadzać konsultacji społecznych w tej sprawie. I zdaję sobie sprawę, że w tym gremium zasiadają wybrane przez nas osoby, nasi przedstawiciele. Ale mimo wszystko uważam, że samorządność polega na tym, że jeśli mieszkańcy chcą osobiście zabrać głos w sprawie, która jest dla nich bardzo ważna, to powinni mieć taką możliwość.

Obecnie - w związku z pandemią - sesje rady miasta są zamknięte dla publiczności. Czy gdyby nie było takich obostrzeń przyszedłby pan na obrady i poprosił o udzielenie głosu?

Oczywiście, że tak. I jestem przekonany, że nie byłbym jedyny. Więc tym bardziej konsultacje społeczne w tej sprawie powinny się odbyć. Mamy dziś wiele możliwości, by przeprowadzić je zdalnie, przez internet. Chociażby można było zorganizować wideokonferencje.

Zieloni złożyli pismo do wojewody z apelem o unieważnienie tej uchwały. Wiadomo jednak, że wojewoda nie może uchylić takiego dokumentu według własnego uznania. Muszą istnieć ku temu prawne przesłanki. Według pana rzeczywiście takie istnieją?

Wojewoda weryfikuje zgodność uchwał rad gminy z przepisami prawa. Jeśli znajdzie błędy w jej treści albo w procedowaniu wówczas na pewno rozstrzygnie tak jakbym sobie tego życzył, czyli ją unieważni. I myślę, że jest na to szansa. Otóż tego typu projekty jak ten powinny być wcześniej uzgadniane przez Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. W uzasadnieniu tej uchwały czytamy, że urząd miasta wystąpił do RDOŚ o opinię w czerwcu zeszłego roku. A projekt datowany jest na styczeń tego roku. W związku z tym zachodzi podejrzenie, że RDOŚ opiniował poprzednią wersję, a tej ostatecznej „nie widział”. Na pewno jest to przesłanka do tego, by sprawdzić procedowanie dokumentu. Czy uchwała zostanie unieważniona? Pozostaje nam czekać na decyzję wojewody.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE