O tym, że zamierza wystartować w wyborach, Krzysztof Stanowski wspominał już ponad rok temu. Większość osób nie traktowała jednak tych zapewnień poważnie. Mimo to, 25 stycznia dziennikarz wygłosił orędzie, w którym oficjalnie potwierdził swój udział w wyścigu o tytuł głowy państwa. Przy okazji oberwało się również kontrkandydatom.
- Czy chcecie oddać swój głos na kogoś, kto codziennie zmienia zdanie? Kto na potrzeby kampanii będzie zbliżał się do ludzi, którymi skrycie pogardza, żeby po zwycięstwie odciąć się od nich kordonem żołnierzy? A może warto oddać głos na kogoś, o kim nigdy wcześniej nie słyszeliście, ale został wskazany partyjnym palcem jako ktoś, o kim słyszeć powinniście? - wymieniał Stanowski, nawiązując do dwóch faworytów sondaży, Karola Nawrockiego i Rafała Trzaskowskiego.
Mimo to, zamiast tradycyjnej próby przekonania wyborców do siebie, dziennikarz obrał zupełnie inną taktykę.
- Stoję tu po to, aby tę wyborczą katastrofę uwypuklić. Nie po to, aby zostać prezydentem, bo nie mam do tego kompetencji ani doświadczenia. To zupełnie jak moi konkurenci, chociaż oni tego nie wiedzą. W każdym razie będę kandydatem na prezydenta, nie po to, aby tym prezydentem być, ale po to, aby od środka pokazać wam jak wygląda kampania wyborcza. Aby stanąć do debaty w Telewizji Polskiej. Chcę nagrać serię programów, jakiej nie zobaczycie nigdzie indziej - kontnuował Stanowski.
Aby było to możliwe, Krzysztof Stanowski musi jednak zebrać wymagane 100.000 podpisów, aby móc zarejestrować swoją kandydaturę w Państwowej Komisji Wyborczej. To właśnie o ich zdobycie apelował do widzów.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.