Reklama

Reklama

Jarmark. Jest sztab. Ale co z patentem?

Opublikowano: 12 lutego 2015 10:46
Autor:

Jarmark. Jest sztab. Ale co z patentem? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości W historii przygotowań do kolejnego Jarmarku Tumskiego można już niemal się pogubić, tyle w niej wątków, a co najważniejsze, coraz trudniej dociec, kto ma rację. A skoro sprawa trafiła do Urzędu Patentowego, nieprędko zapowiada się na jej rozstrzygnięcie. Takie sprawy mogą ciągnąć się nawet kilka lat.

Reklama

W historii przygotowań do kolejnego Jarmarku Tumskiego można już niemal się pogubić, tyle w niej wątków, a co najważniejsze, coraz trudniej dociec, kto ma rację. A skoro sprawa trafiła do Urzędu Patentowego, nieprędko zapowiada się na jej rozstrzygnięcie. Takie sprawy mogą ciągnąć się nawet kilka lat.

Nazwa „Jarmark Tumski" budzi pozytywne skojarzenia, więc trudno się dziwić, że z takiego kąska nikt zrezygnować łatwo nie zamierza. Wiceprezydent Roman Siemiątkowski twierdził, że stosowny wniosek został już złożony do Urzędu Patentowego. Ale nie zrobił tego Urząd Miasta Płocka, tylko Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki w styczniu tego roku. Dowiedzieliśmy się o tym podczas pamiętnego spotkania w Ratuszu, kiedy rozmowy utknęły w martwym punkcie. Całe spotkanie wyglądało jak też trochę jak mecz w ping ponga i zakończyło się zarzutami o próbę wyeliminowania z imprezy ludzi, którzy tworzyli go nieprzerwanie przez kilka ostatnich lat.

Dziennikarzom pokazano... drzwi

Przypomnijmy, że krótko po tym doszło do sytuacji z koniecznością wyjścia dziennikarzy ze spotkania w POKiS-ie, które po pierwsze było jawne i po drugie, zostali na nie zaproszeni. Jakby tego było mało, zostali wprowadzeni w błąd informacją, że na czele jednego z trzech komitetów organizacyjnych tegorocznego Jarmarku Tumskiego stanie prezes Agencji Rewitalizacji Starówki, Jacek Koziński.

Próby rozmów między Ratuszem a Stowarzyszeniem Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego zakończył lakoniczny komunikat (główną przyczyną fiaska miał być brak zgody na wspomniane wspólne konto), z powodu którego ci drudzy wystąpili o sprostowanie (na razie odpowiedzi brak). W dodatku zaledwie dzień po tym, jak SPMM nie przyjęło propozycji, jakie złożył im jeden z prezydenckich zastępców, współorganizatorem oficjalnie zostało Muzeum Mazowieckie. Historia najwyraźniej kołem się toczy, skoro powracamy w ten sposób jakby do początków całej imprezy, zanim muzeum samo się wycofało po trzech latach z listy tych, których loga widujemy później na plakatach.

- Jarmark coraz bardziej się rozrastał. Doszliśmy do wniosku, że to nie nasze zajęcie statutowe, za to pracy przybywało – tłumaczy dyrektor muzeum, Leonard Sobieraj. Zatem co się zmieniło? – Poprosił nas o udział wiceprezydent Roman Siemiątkowski i dyrektor POKIS-u, zmienił się także podział kompetencji – co potwierdził Hubert Woźniak z zespołu medialnego Ratusza. Za to prezydent Andrzej Nowakowski publicznie głosu nie zabrał.

 Łapanka, bo czas goni

Właśnie ruszył sztab organizacyjny Jarmarku. Do POKiS-u i Muzeum Mazowieckiego dołączyli kolejni partnerzy w charakterze współorganizatorów. Obyło się bez zaskoczenia, na kolejne miejsca na afiszu wskoczyli Agencja Rewitalizacji Starówki oraz Płocka Lokalna Organizacja Turystyczna. – Stroną techniczną, logistyczną zajmie się ARS, PLOT zadba m. in. o promocję, natomiast Muzeum Mazowieckie poszuka wystawców, antykwariuszy – opowiada Leonard Sobieraj o nowym podziale ról. – To ciężki rynek, bo ktoś przyjedzie do nas z Poznania czy Krakowa, poniesie koszty, a później nic nie sprzeda. Ludzie teraz kupują mniej staroci, dlatego chciałbym, aby jarmark polegał nie tylko na sprzedaży. Myślę o przyjaznej atmosferze, czymś w rodzaju małego święta dla wszystkich kolekcjonerów. Teraz odpowiadamy za sedno wszystkiego – dodaje dyrektor, bo przecież bez wystawców nie będzie Jarmarku Tumskiego.

Paweł Mieszkowicz ze SPMM niejednokrotnie wspominał o opóźnieniach. Płocki jarmark nie jest jedynym rodzynkiem na mapie podobnych imprez, nawet jeśli ma swój klimat. A jarmarki przed ratuszem organizowane wspólnie przez PLOT i ARS to skala mikro przy obłożeniu w trakcie Jarmarku Tumskiego, wymagającym większej logistyki. Tu potrzeba sporego doświadczenia... i serca. Dyrektor Sobieraj zapowiada, że ma osoby chętne do pracy organizacyjnej. – Muzeum cieszy się zaufaniem wystawców – zapewnia.

Na razie nikt nie planuje przesunięcia daty wyznaczonej na koniec maja (w dniach 29-31), ale czy w takim razie Dni Historii Płocka i Dni Wisły w dalszym ciągu będą częścią kilkudniowej imprezy? Dyrektor POKiS-u Artur Wiśniewski zaznacza, że nic się w tym względzie nie zmieni.

Biuro VII Jarmarku ruszyło 11 lutego w siedzibie Muzeum Żydów Mazowieckich. Ma być czynne od poniedziałku do piątku w godzinach 9.00 - 15.00. Zgodnie z wysłaną nam informacją, chętni kolekcjonerzy powinni wypełnić arkusz zgłoszeniowy ze strony internetowej www.jarmarktumski.plock.eu (na razie niełatwo ją znaleźć). I tu ciekawostka, jedna impreza dorobiła się już dwóch konkurencyjnych stron internetowych (jako oficjalna wciąż widnieje poprzednia, należąca do SPMM, a ze strony POKiS-u wciąż wchodzimy na starą), przy czym na jednej zawisła klepsydra.

Na początku rozmów, których stroną było jeszcze stowarzyszenie, padła propozycja powołania trzech zespołów, promocyjnego, logistycznego i merytorycznego. Teraz okazuje się, że była to wyłącznie doraźna propozycja. Szefem całego przedsięwzięcia został Artur Wiśniewski, koordynatorem dyrektor Muzeum Mazowieckiego Leonard Sobieraj.

Ile wyniosą koszty? Tu już nabierają w Ratuszu wody w usta. – Dotychczas na imprezę przeznaczano około 200 tys. zł – przypomina Hubert Woźniak z zespołu medialnego (wiceprezydent Roman Siemiątkowski podawał ostatnio kwotę 168 tys. zł). Pewne jest to, że kasa na Jarmark będzie pochodziła z miejskiego budżetu.

A nazwa w Urzędzie Patentowym...

SPMM utrzymuje, że podobnie jak POKiS, także wystąpiło o opatentowanie nazwy. Sprawie nadano już numer w Urzędzie Patentowym. Sympatyczna impreza dla wszystkich płocczan, stworzona z myślą o kolekcjonerach, zamieniła się tym samym w publiczną przepychankę, a teraz na dokładkę przeliczoną na konkretną wartość (patent gwarantuje możliwość udzielania licencji). To również koszty do uiszczenia (naliczane indywidualnie), natomiast sama procedura idzie w lata … Przyznał to sam dyrektor POKiS-u, ponieważ zastrzeżenie nazwy "Reggaeland" jako znaku towarowego trwało dwa lata. Jemu samemu także i w tym przypadku trudno ocenić, ile tym razem potrwają procedury.

Afera patentowa. Będziemy mieć własną?

Do trochę podobnej sytuacji doszło w Toruniu, gdzie również przez kilka lat w wakacje organizowano Toruński Festiwal Piosenki i Ballady Filmowej. Od strony formalnej odpowiadała za niego Toruńska Agenda Kulturalna, czyli samo miasto. Impreza z roku na rok przyciągała coraz więcej osób, tym bardziej jego pomysłodawca i dyrektor w jednym postanowił zastrzec nazwę festiwalu jako znak towarowy (co gwarantuje pełne prawo do wykorzystania nazwy, loga, materiałów promocyjnych, udzielania licencji). Był nim urzędnik toruńskiego urzędu miasta Andrzej Szmak. To on, jednoosobowo, miał stać się absolutnym władcą imprezy, decydując czy ta w ogóle może się odbyć. Lokalne media nazwały sytuację „afera patentową”. Budżet tamtej imprezy wynosił - trochę porównywalnie do naszej - przeszło 200 tys. zł, z czego połowę stanowiły koszty organizacyjno-promocyjne. Ostatecznie TAK może jednak używać znaku towarowego, a Szmak pozostał dyrektorem festiwalu.

Jak sprawa zakończy się w Płocku? Mało prawdopodobne, by urząd rozstrzygnął sprawę między SPMM a POKiS-em jeszcze w tym roku, co oznacza, że Jarmark Tumski odbędzie się pod swoją dotychczasową nazwą bez względu na to, co sądzi o tym samo Stowarzyszenie. A skoro takie spory w Urzędzie Patentowym bywają bardzo skomplikowane, historia Jarmarku może zakończyć się dla jednej ze stron z dość zaskakującą puentą, bo każdy jest tu pewny swego. Muzeum Mazowieckie, jako instytucja, również traktuje go jako „swoje dziecko”. Ostrożnie wypowiada się Artur Wiśniewski, że Jarmark Tumski ma "wielu ojców". - Ale nazwa należy się płocczanom - dodawał w wywiadzie, jaki opublikowaliśmy 27 stycznia.

– Jarmark Tumski nie należy do jednej osoby, ale do całego miasta – podsumowuje sprawę Sobieraj. – Zawsze zależało nam, by impreza wypadała jak najlepiej. Teraz też źle nie będzie. Życzmy imprezie jak najlepiej.

Wiadomo, że nazwę tegorocznej imprezy poprzedza liczebnik dodany do nowego loga, tuż obok papugi. Z pozoru niewiele się zmieniło. Pozostaje tylko jedno pytanie, czy aby na pewno warto było to wszystko demontować i ponownie składać, w dodatku na oczach opinii publicznej ...

AKTUALIZACJA

W odpowiedzi na pismo SPMM dotyczące sprostowania przez UMP komunikatu prasowego, Ratusz nie wyda sprostowania. Jak powiadomił adresatów pisma, wydany komunikat nie był informacją prasową, a jedynie "stanowiskiem" urzędu, tym samym nie podlega pod obowiązujące Prawo Prasowe. 

 

Czytaj też:

Fot. Biuro VII Jarmarku Tumskiego, Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (11)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.