Reklama

Dzień Dobrze Ułożony. Jak wrażenia? [FOTO]

Opublikowano:
Autor:

Dzień Dobrze Ułożony. Jak wrażenia? [FOTO] - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Dzień Dobrze Ułożony miał zwabić płocczan do centrum i zachęcić do korzystania z oferty ulokowanej na Tumskiej. Pokazać, że w tej ulicy tkwi potencjał i powinna być czymś więcej niż zwykłym przechodniakiem. Handlowcy wzięli więc sprawy w swoje ręce przy wsparciu Ratusza. Kusili ofertą, rabatami, specjałami do skosztowania, nawet usługami pucybuta. Z jakim skutkiem?

Dzień Dobrze Ułożony miał zwabić płocczan do centrum i zachęcić do korzystania z oferty ulokowanej na Tumskiej. Pokazać, że w tej ulicy tkwi potencjał i powinna być czymś więcej niż zwykłym przechodniakiem. Handlowcy wzięli więc sprawy w swoje ręce przy wsparciu Ratusza. Kusili ofertą, rabatami, specjałami do skosztowania, nawet usługami pucybuta. Z jakim skutkiem?

Miało być świetnie, a wyszło trochę blado... W sobotę na cztery godziny próbowano Tumską przekształcić w miejsce, które potrafi przyciągnąć uwagę. Wspólnie z urzędnikami z Ratusza sprawić, że wychodząc na spacer, pokierujemy się właśnie tam, aby spróbować makowca, nauczyć się wiązać krawat, skorzystać z porad, podejrzeć artystę plastyka przy pracy, który wyczaruje nam w okamgnieniu kolorowego motyla malując na wodzie. Handlowcy starali się pokazać swoje atuty w ramach Dnia Dobrze Ułożonego, aby klienci wybrali ich ofertę, a nie galerii handlowych.

W centrum wolontariatu wszyscy ulokowali się w jednym pokoju. Stał tam worek pełen „Przytulaków”. - To forma maskotki zaprojektowana przez naszych wolontariuszy. Szyjemy je od pół roku – mówi nam Beata Olszewska, pełnomocniczka ds. wolontariatu przy płockim Ratuszu. Mają być gotowe na Jarmark Tumski, więc czasu zostało im niewiele. Wtedy będzie można je kupić. Ceny, zależnie od wielkości rękodzieła, planują zróżnicowane, ale te są wciąż nieustalone. Dochód z tej sprzedaży zasili środki przeznaczane na ich podopiecznych. Wszystko zależy od tego, ile uda się uzbierać z kolejnego recyklingu ubraniowego na Tumskiej już w  najbliższy czwartek (o terminie ostatecznie zadecyduje pogoda). Potrzebują jeszcze 4 tys. zł, aby kupić wózek elektryczny dla Ani z DPS-u w Goślicach.

Przez cztery godziny potrafią wykonać jakieś 12, 13 całkiem sympatycznie wyglądających „Przytulaków”. W sobotę można było je zobaczyć. Kiedy zabierali się za ten projekt, tylko jedna osoba radziła sobie z szyciem. Pani Maria z wykształcenia jest geografem. Opowiadała, jak stała w kolejce po pralkę. To był okres PRL-u, komitetów kolejkowych, odhaczania się na liście. - Czyli nienormalne czasy – śmiała się. Przyszło jej stać trzy tygodnie w tej kolejce za pralką w zaawansowanej ciąży. - Brało się to, co akurat rzucili. Mi trafiła się maszyna do szycia i sokowirówka.

Przemierzając Tumską można było podziwiać stare samochody, panie i panowie w różnym wieku wybrały sobie fragment deptaka na miejsce do gimnastyki, stały dekoracyjnie nakryte stoły i podwyższony fotel dla osoby, która przekaże swoje buty w ręce pucybuta. Przechadzali się uczniowie w strojach z epoki. Nawet przydała się do czegoś nasza „zabetonowana” ulica Tumska i jej zimne siedziska. Wykorzystali je młodzi ludzie do skoków i salt. Dla nich każda poręcz czy schodek to przeszkody, których pokonywanie w różnorodny sposób, to źródło świetnej zabawy. Wszystko razem brzmi całkiem dobrze, ale...

Chyba nawet lepiej myśleć, że na mieście zabrakło okolicznościowych plakatów z informacją, aby płocczanie nie musieli pytać w sobotę, o co chodzi i dlaczego grupa młodych ludzi paraduje po Tumskiej ubrana, jakby za chwilę wchodziła na plan filmu kostiumowego. W przeciwnym razie zostaje tylko dość smutny obrazek ulicy, gdzie i do tego pucybuta jakoś nie ustawia się wianuszek chętnych. Przy pierwszym przejściu przez Tumską fotel stał pusty, za drugim razem usiadł jeden z przebranych uczniów. Reszta siedziała, nie mając za bardzo komu powiedzieć "dzień dobry" na Tumskiej.

Przepytaliśmy kilka napotkanych osób. Tylko jedna wiedziała coś więcej na temat akcji. Także w samych witrynach sklepowych tylko sporadycznie wisiały plakaty. Inny rozmówca nie ukrywał, że nie wierzy w powodzenie „reanimacji” Tumskiej. Był na poprzedniej przy okazji włączenia iluminacji świątecznej i również tamta nie przypadła mu do gustu głównie z powodu organizacyjnego chaosu. W pobliżu Grodzkiej spotkaliśmy panią akurat zwiedzającą miasto. Chwaliła, że takie ładne i zadbane. Przyjechała do nas z województwa świętokrzyskiego. - Jeden weekend nie starczy, aby wszystko zobaczyć. Są potrzebne co najmniej dwa lub trzy – mówiła. Od pokazu parkour na schodach przy kinie wolała ofertę Muzeum Mazowieckiego.

Niestety w sobotę tłumów na Tumskiej nie udało się zaobserwować. Przy galerii Oficyna, po wejściu w bramę, zupełnie pusto. Najwięcej osób stało przy jednej z restauracji, gdzie na stoliczku ułożono specjały do degustacji, a tuż obok odbywał się pokaz zatytułowany EBRU-MARBLING-MARMURKOWANIE. To sztuka przenoszenia wzoru z powierzchni wody na arkusz papieru, która wywodzi się z Azji Środkowej. Wymaga sprawnej ręki, w przeciwnym razie nasz wzór rozmyje się na wodzie. Intensywne kolory farb okazały się zachęcające. Manualne zdolności podziwiali i ci najmłodsi, i ci zdecydowanie starsi.

Płocczanie w sobotę przemykali się po Tumskiej rzadko, często w szybkim tempie. Zupełnie, jakby zjawiali się tylko po jakąś pilną sprawę do załatwienia. A to, co działo się na deptaku, pozostawało dla nich drugorzędne. Jeśli taka była konieczność, to przyszli do zegarmistrza korzystając z ładnej pogody. W sobotę przed południem czy do godziny 14.00 po południu mieli najwyraźniej mnóstwo innych zajęć.

O tym, że taka akcja będzie, pisaliśmy tu:

Fot. Karolina Burzyńska/Portal Płock

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE