Reklama

Reklama

Chwalą nas albo dostajemy po karku [WYWIAD]

Opublikowano: ndz, 9 kwi 2017 11:26
Autor:

Chwalą nas albo dostajemy po karku [WYWIAD] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - Czy to jest reggae? Ciężko nazwać gatunek, który gramy. Lubimy reggae, lubimy ska. Kiedy ktoś się pyta, co gramy, od razu odpowiadamy, że to po prostu Skafander – mówi nam wokalista grupy, Piotr Włodarski. Kapela nagrała pierwszą płytę. Panowie ze składu marzą o jednym, bardzo chcieliby rozbujać publiczność w przyjemnych, pozytywnych rytmach.

Reklama

- Czy to jest reggae? Ciężko nazwać gatunek, który gramy. Lubimy reggae, lubimy ska. Kiedy ktoś się pyta, co gramy, od razu odpowiadamy, że to po prostu Skafander – mówi nam wokalista grupy, Piotr Włodarski. Kapela nagrała pierwszą płytę. Panowie ze składu marzą o jednym, bardzo chcieliby rozbujać publiczność w przyjemnych, pozytywnych rytmach.

Biało-czara szachownica, tak wygląda okładka pierwszego krążka grupy Skafander. Nie sposób ich pomylić z jakąś inną płocką kapelą. Z członkami grupy w niedużej salce prób wypełnionej instrumentami rozmawiamy o lokalnej scenie muzycznej, barwnym wizerunku, trochę o sprzęcie, ile mają w sobie siły i wiary w to, że warto przebijać się do świadomości słuchaczy. Oni już mają ustalony plan działania.

Portal Płock: Zaczynaliście pod koniec 2013 roku. Tyle lat staraliście się o tę płytę?

Piotr „Owen” Włodarski: Bynajmniej. Graliśmy materiał, jedni muzycy przychodzi, drudzy z kapeli odchodzili. Zespół, granie muzyki wymagają zaangażowania, dla niektórych ważniejsze pozostawały inne sprawy. Teraz zmieniliśmy skład. Pełnię rolę wokalisty, na klawiszach gra Dawid Chamski, Marcin „Gutek” Kucio na basie, Edwin Wierzbicki na gitarze prowadzącej i mamy nowego perkusistę, Damiana Marcinkowskiego, saksofonistą jest Piotr Jędraszczak.

Pierwsza płyta już w rękach słuchaczy...

- Zacznijmy od początku. W 2013 roku, w Szczecinie, kiedy jeszcze jednocześnie śpiewałem i grałem na gitarze akustycznej, wymyśliłem kilka piosenek z naszej pierwszej płyty. One miały motywować ludzi do bycia sobą, aby nie słuchali się nikogo, tylko wierzyli w siebie. Wyznaczali sobie cele i do nich dążyli. O tym opowiada ta płyta, w zespole to ja piszę teksty. Sporo w nich z moich ostatnich przeżyć. Po napisaniu przynoszę na próby zarys utworu, każdy dodaje coś od siebie i powstaje piosenka. Album nagraliśmy w studiu Konrada Wojdy z Farben Lehre. Przez ten czas zdążyliśmy nabrać większego doświadczenia muzycznego, zgraliśmy się. Na koncertach gramy materiał z obecnej płyty, w zespole są nowe twarze. Powoli piszemy materiał na drugi krążek.

Czym jest dla ciebie ta kapela?

- Realizacją marzenia. Zaczynałem w kilku innych zespołach. Chciałem jednak czegoś własnego, nagrywać swoje teksty. Wtedy, w Szczecinie, z poprzednim perkusistą Piotrkiem Terebińskim ustaliliśmy, że będziemy wspólnie grać po moim powrocie do Płocka. I tak zaczęliśmy od stycznia 2014 roku, znaleźliśmy innych członków zespołu. Udało się wygrać na studenckim festiwalu Katorga. Wierzymy w siebie, stawiamy na siebie i to opisuje płyta.

Prywatnie też słuchacie muzyki w podobnym klimacie?

- Ja tak, ale już basista woli muzykę poważną, klasyczną, czasem jazz. W samochodzie w trakcie jazdy puszcza nam te utwory i zachwyca się, jak ci wszyscy muzycy potrafią równo zagrać.

W Płocku takich widocznych kapel jest stosunkowo niewiele. Dlaczego?

- Nie tak łatwo jest się przebić. W poprzednich kapelach grałem muzykę podchodzącą pod rock czy punk rock. W Płocku niemal każdy dąży do cięższych rytmów, tak grają zespoły z POKiS-u, a mi zawsze reggae grało w życiu i w sercu. Absolutnie nie zamykamy się na inne gatunki.

Liczycie na siebie, ale wystarczy spojrzeć na okładkę płyty, aby się przekonać, że są tacy, którzy pomagają. Koncertowo chcecie sięgać poza Płock...

- To są nasi przyjaciele, z którymi nam się dobrze współpracuje. Koncerty zaczęliśmy grać od 2015 roku. Na początku cieszyliśmy się z samej możliwości grania. Teraz już w Płocku występujemy rzadziej. Niektórzy znają nas tu od małego. Przykładowo graliśmy koncert w Łomży, nikt nas tam nie znał. Ludzie bawili się, skakali, to było coś pięknego. Dopytywali, czy wydaliśmy płytę. Po zmianie składu zespół zrobił duży krok do przodu. Album już jest, pewien cel spełniony, ale wciąż chciałbym czegoś więcej. Bo co z tego, że mam tę płytę w ręku, kiedy za chwilę pojadę do innej części Polski, a tam nikt nas nie będzie znał. Dlatego musimy jeździć i ją promować. Z tymi koncertami też bywa różnie, zwłaszcza charytatywnymi, aby nie dochodziło do sytuacji, kiedy zgania się zespół ze sceny. My nie zagramy ot tak. Są próby, trzeba przywieźć sprzęt, wszystko nagłośnić. Jednak taka sytuacja daje kopa do działania, wynajęliśmy swoje pomieszczenie na próby. I wtedy naprawdę zaczęliśmy grać jako zespół.

Marcin Kucio: - Ludzie pamiętają, w jaki sposób zespół grał na samym początku. My się rozwijamy, kładziemy coraz większy nacisk na jakość. To nie żadne obrastanie w piórka. Kiedyś, aby być zadowolonym, wystarczyło wziąć tę gitarkę, pójść i zagrać, ale to już nie wystarczy. Nie chcemy grać dla ludzi byle jak, już lepiej nie zagrać w ogóle. Jeśli koncert zaczyna się o 20.00, to my jesteśmy na miejscu już o 14.00, aby dotrzeć na czas, wnieść sprzęt, zrobić próbę nagłośnienia, zabezpieczyć instrumenty, później jeszcze raz sprawdzić nagłośnienie. Koncert godzinny, na który przychodzi słuchacz, dla nas jest to osiem godzin pracy dla przynajmniej pięciu członków zespołu plus kilkoro innych osób. A jeśli przyjeżdża bardziej znana kapela, od razu wchodzi na scenę i zaczyna grać z playbacku, nie podłączając nawet kabli od gitary, to już ich sumienie i niech oni się za to wstydzą.

To ile czasu zamierzacie grać? Teraz macie ze 20, 30 lat, a kiedy będzie dwukrotnie więcej?

P. W.: - Będziemy grać do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej. Obiecałem Gutkowi, że będę go jako tego 70-latka albo 80-latka wnosił z wózkiem. Póki słuch mu na to pozwoli, nie przestanie grać.

M. K.: - Do 67 roku życia, żeby osiągnąć wiek emerytalny

P. W.: – Dopiero wtedy zaczniemy grać, tak koło 70. (śmiech).

M. K.: - Stonesi dają radę, to my też

P. W.: - Po prostu spełniamy się. Ale też dużo zależy od publiczności. W Płocku są imprezy (rozmowa odbyła się przed informacją o zawieszeniu kolejnej edycji Reggaelandu czy Summer Fall Festival w 2017 roku – przyp. red.), ale jakoś odnoszę wrażenie, że tych ludzi widać coraz mniej. Jeszcze jakieś sześć, siedem lat temu na sylwestra albo na Światełku do nieba w trakcie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, pomimo chłodnej temperatury, starówka była pełna.

Jak wygląda taka codzienna praca?

- Spotykamy się trzy razy w tygodniu. Chyba że ktoś ma ochotę i czas, to się zgadujemy przez Facebooka do naszej sali prób. Mamy dzięki temu więcej swobody. Non stop coś tu się wnosi, coś wynosi. Jesteśmy zespołem, który korzysta z gitary, basu, perkusji, klawiszy, saksofonu. Tego sprzętu jest naprawdę cała masa. Na małej scenie ciężko to pomieścić. Wtedy Dawid, który gra na klawiszach, czasem siedzi obok sceny. Żartujemy, że te klawisze schowane w pudle przypominają trumnę. Powstaje problem, jak to wszystko spakować i zabrać ze sobą. Ostatnio na koncert jechaliśmy busem i dwoma samochodami.

Fanki są?

- Są, ale najważniejsze żeby ludzie czuli naszą muzykę i dobrze się z nami bawili. Ostatnio wychodzę ze sklepu, przyglądały mi się cztery dziewczyny. Myślę sobie „o co chodzi”. Poprosiły o autograf. Pytam więc „a znacie mnie?”. No, pan Skafander. Byłem ciekaw, czy naprawdę mnie z kimś kojarzą, czy może moje włosy im się spodobały. Ale w sumie spoko, miła sytuacja.

Maicie jakieś swoje własne zwyczaje?

- Jeśli założę trampka zielonego i czerwonego, to się czuję jakoś inaczej, znika trema. Na scenie czuję się bardziej swobodnie. Tak już mam. Przed koncertem lepiej niczego nie jeść, nigdy też nie pijemy alkoholu.

Najgorsza sytuacja, która wam się przydarzyła?

P. W.: - Na juwenaliach we Włocławku. Ludzie się bawili, niektórzy dopiero dochodzili. Sądziliśmy, że będzie fajna impreza. Nagle robi się czarno, słyszmy grzmot, potem był błysk na niebie. Zaczyna padać deszcz. Organizatorka łapie za rękę, żebyśmy zeszli z tej sceny. Powiedziałem, że po moim trupie, jak gramy, to gramy, niech pani zobaczy jak się ludzie bawią. I zagraliśmy. Mokro było, ale przyjemnie. Ludzie skakali, nie uciekli.

M. K.: - Zawieźliśmy pogodę z płockiego Reggealandu

Damian Marcinkowski: Można powiedzieć, że nie graliśmy słonecznego reggae, tylko takie bardziej burzliwe.

P. W.: No raz zdarzyła się wtopa na koncercie. Kolega z pendriv'a, zamiast intro, puścił przez przypadek wcześniej nagraną piosenkę. Jeszcze muzycy nie zdążyli wejść na scenę.

M. K.:. - Pamiętam ugadany koncert z półrocznym wyprzedzeniem. Zrobiliśmy próby, ze sprzętem zjawiamy się na miejscu. Była godzina przed występem. A tu nikt nie wie, że mamy grać, akustyk zdziwiony, pyta „a wy co tu robicie, gracie tutaj?”. Dowiedzieli się z pół godziny później, jak dostali wymogi techniczne. Koncert był.

A pozytywne zaskoczenie?

M. K.:- Kiedy ludzie pod sceną zaczynają śpiewać. To jest coś, bo niby skąd oni znają nasze teksty?

Może z You Tube'a?

P. W.: - Można tam znaleźć niewiele naszych utworów.

M. K.: – Dopóki materiał z płyty nie był w pełni gotowy, nie chcieliśmy za dużo wrzucać do internetu. Bo jak już coś puszczać w eter, to przynajmniej dobrej jakości. Z koncertu przy płockiej filii Politechniki Warszawskiej ktoś błyskawicznie wrzucił nagranie do sieci. Dowiedzieliśmy się po fakcie.

Jak to jest z tymi koncertami? Sami musicie je załatwiać czy dzwonią z ofertą?

P. W.: - Zdarza się, jeśli komuś nasze nuty w ucho wpadną, spodobają się. Po koncercie z Farben Lehre dostaliśmy kolejną propozycję. W zeszłym roku takich występów i koncertów było sporo.

Przejmujecie się negatywnymi komentarzami?

P. W.: - Występujemy publicznie. Czasem zdarzają się pochwały, a innym razem dostajemy po karku. Ale niech ktoś pokaże, że faktycznie potrafi lepiej.

M. K.: - Konstruktywną krytyką tak, chyba że to troll internetowy. Jeśli ktoś uważa, że jest lepszy, to w porządku, zapraszam do nas, mam chwilę czasu. Może sam czegoś się jeszcze nauczę.

Płyta jest dostępna w pubie Zachęta, Rock'69 i w Sklepie Muzycznym Jacka Kamińskiego bądź bezpośrednio od zespołu.  

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.