Nielegalne składowisko w Nowym Miszewie od lat jest źródłem problemów dla mieszkańców gminy Bodzanów i okolicznych miejscowości. Fetor, gryzonie, insekty, zagrożenia epidemiologiczne oraz ryzyko pożarów z toksycznymi wyziewami sprawiły, że samorząd województwa mazowieckiego podjął decyzję o usunięciu odpadów. Koszt operacji jest porównywalny z dużymi inwestycjami w ochronie zdrowia, jednak – jak zaznacza marszałek – zaniechanie działań nie wchodziło w grę.
PortalPłock: Ponad 94 mln zł będzie kosztować inwestycja w bezpieczeństwo. Chodzi o likwidację nielegalnego składowiska odpadów w Nowym Miszewie. To miejsce od lat przysparza wielu problemów mieszkańcom nie tylko Miszewa, ale całej tej części powiatu płockiego. Dlaczego samorząd województwa mazowieckiego podejmie się takiego zadania?
Adam Struzik: To nie jest inwestycja, lecz – niestety – wydatkowanie środków na usunięcie nielegalnego wysypiska, na którym przez lata nagromadzono 18 tys. ton odpadów. Stało się ono przekleństwem tej miejscowości i lokalnej wspólnoty.
PP: Koszty są gigantyczne. Mówimy o kwocie bardzo zbliżonej do budowy Centrum Onkologii w Płocku.
AS: To problem całej gminy Bodzanów. Zwłaszcza latem mamy tam do czynienia z dramatycznymi wyzwaniami: insektami, gryzoniami, przeraźliwym fetorem oraz potencjalnymi zagrożeniami epidemiologicznymi. Dochodzą do tego pożary wysypiska i toksyczne wyziewy. Trzeba było to usunąć. W Polsce identyfikuje się kilkaset nielegalnych, często toksycznych składowisk, z czego kilkanaście znajduje się na Mazowszu. To ogromne wydatki, porównywalne z jednymi z największych inwestycji w ochronie zdrowia.
PP: Te pieniądze mogłyby przecież zostać przeznaczone na inne cele…
AS: Zamiast budować drogi, szpitale czy instytucje kultury, musimy sprzątać po przestępcach. Pozwolenia wydane przed laty dotyczyły zupełnie innej ilości i jakości odpadów. Część przedsiębiorców schodzi na nieuczciwą drogę – przekraczają dopuszczalne normy i masowo gromadzą odpady.
PP: Pozwolenia zostały jednak cofnięte.
AS: Tak, ale to nie wystarczyło. Kompetencje w zakresie decyzji zintegrowanych przeszły na marszałka województwa. Uchyliśmy decyzje i nakazaliśmy uprzątnięcie terenu, lecz przedsiębiorca tego nie zrobił. Mamy wobec niego roszczenia regresowe, jednak egzekucja bywa trudna. To zadanie należy formalnie do administracji rządowej, bo wydawanie pozwoleń zintegrowanych jest zadaniem zleconym.
PP: Zapowiedział pan walkę o zwrot środków, także na drodze sądowej.
AS: Będziemy domagać się od rządu rekompensaty. Liczyliśmy na wsparcie środków europejskich, ale to się nie udało. Mimo to podjęliśmy decyzję o likwidacji wysypiska. Trzy lata temu obiecałem mieszkańcom, że zrobię wszystko, by im pomóc – i dotrzymuję słowa. To jednak problem ogólnopolski.
PP: Samo wywiezienie śmieci to nie wszystko.
AS: Oczywiście. Większość stanowią odpady komunalne, co ułatwia proces, ale część trzeba będzie unieszkodliwić w specjalistycznych instalacjach. Konieczna będzie również rekultywacja terenu.
PP: Jak będzie wyglądać walka o odzyskanie pieniędzy?
AS: To długotrwały proces prawny. Problemem bywa wypłacalność przedsiębiorców. Często po osiągnięciu zysków wyzbywają się majątku, by uniknąć odpowiedzialności. Tego typu proceder ma charakter przestępczy. Wykorzystywane są opuszczone gospodarstwa czy magazyny, do których nielegalnie zwozi się odpady – nawet z zagranicy. To ekologiczne bomby. Państwo wzmacnia nadzór nad transportem i inspekcje środowiskowe, ale to wciąż dochodowy, choć patologiczny biznes.
PP: Apelujemy więc o czujność i zgłaszanie takich przypadków odpowiednim służbom.
AS: Jeśli ktoś dostrzeże taki proceder, powinien zgłosić go na najbliższym posterunku policji. Im szybciej zareagujemy, tym mniejsze będą późniejsze koszty, które ostatecznie i tak ponosimy wszyscy – z naszych podatków.
Komentarze (0)