W poprzedniej kolejce płocczanie zanotowali skromne, ale bardzo cenne zwycięstwo na własnym stadionie z Radomiakiem 1:0. Wisła zajmowała 10. miejsce w tabeli ekstraklasy z dorobkiem 14 punktów oraz bilansem czterech zwycięstw, dwóch remisów i czterech porażek (bramki 10:15) i z dużymi nadziejami pojechała do Białegostoku.
Jagiellonia Białystok, która sezon temu była trzecia w lidze i walczy w europejskich pucharach, zajmowała dopiero 12. miejsce tabeli, a ostatnio zanotowała aż cztery porażki z rzędu w ekstraklasie.
Wydawało się, że przed płocczanami otwierała się duża szansa na zdobycie punktu lub nawet trzech punktów na gorącym terenie w Białymstoku, bo rywal miał spore problemy. Wydarzenia na boisku pokazały, że była na to duża szansa.
Może to się wydawać szokujące, ale w wyjściowym składzie Jagi nastąpił aż 8 zmian w porównaniu do czwartkowego meczu z Anderlechtem w pucharach europejskich.
W niedzielę z atakami ruszyli gospodarze, ale Wisła nie dała się zaskoczyć. Po kwadransie Nafciarze mieli swoją szansę, po zagraniu Łukasza Sekulskiego strzelał Akere, ale obronił Perchel.
Kilka minut później powinno być 1:0 dla gospodarzy, na szczęście dla Wisły po prostym błędzie Wisły Lozano nie trafił.... do pustej bramki! Wisła miała swoje szanse, ale co i rusz o własne nogi potykał się Akere i padał jak ścięty, czy ktoś w płockim klubie mu w końcu wyjaśni, że nie o to chodzi w tej grze i nie za to płacimy?
Gospodarze nie radzili sobie z obroną płocczan, ale gdy wydawało się, że będzie remis, w 83. minucie Ousmane Sow trafił do siatki głową po dośrodkowaniu Szmyta. Już nic się nie zmieniło, trzy punkty zostały w Białymstoku.
Jagiellonia Białystok – Wisła Płock 1:0 (0:0)
Komentarze (0)