Ostatni w tym roku mecz fazy grupowej Ligi Mistrzów był dla zawodników Xaviego Sabate niezwykle istotny. Mistrzowie Polski zawodzą w tych rozgrywkach, ale cały czas mają szansę na zajęcie 6. miejsca, ostatniego które daje awans z grupy. Mecz z Eurofarmem Pelister był kluczowy, bo to właśnie z mistrzami Macedonii Nafciarze walczą o tę pozycję. W Orlen Arenie Wisła wygrała gładko, 26:18. W Macedonii role się odwróciły.
Nafciarzom przyszło grać na bardzo trudnym terenie. Hala wypełniła się szczelnie, a macedońscy kibice żywiołowo reagowali. Zawodnikom mogły ugiąć się nogi.
Spotkanie zaczęło się lepiej dla Wisły, bramkę zdobył Mija Janc. Nafciarzom przydarzył się jednak głupi błąd - na parkiecie znajdowało się zbyt wielu zawodników i skończyło się na 2-minutowej karze. Gospodarze szybki zdobyli 3 bramki i to mistrzowie Polski musieli gonić. Udało się dość szybko, głównie za sprawą Mihy Zarabeca - Słowieniec dyrygował grą zespołu, podawał, a przede wszystkim zdobywał bramki. Długo ofensywa Wisły leżała w rękach doświadczonego rozgrywającego, ale to nie mógł być jedyny pomysł na atak. Do skrzydeł udało się rozprowadzić tylko po 1 piłce, bramki zdobyli Tim Cokan i Przemek Krajewski. Brakowało za to dograń do koła - 2 razy Dawid Dawydzik wywalczył rzut karny, ale bramka z tej pozycji nie padła.
Pierwsza połowa długo toczyła się bramka za barmkę, ale w końcu w 25. minucie z 7. metra pomylił się Zarabec. W ataku gospodarzy rozkręcał się za to Filip Kuzmanovski i do przerwy było 12:10.
Katastrofalna ofensywa
Druga połowa rozpoczeła się od 2-minutowego wykluczenia dla Leona Susnji, gospodarze szybko dorzucili 3 bramki i zrobiło się 15:10. Xavi Sabate poprosił o czas. Słowa szkoleniowca nie podziałały, bo atak mistrzów Polski wyglądał po prostu katastrofalnie. Nafciarze nie mieli żadnego pomysłu na sforsowanie defensywy Eurofarmu, kończyło się na rzutach z nieprzygotowanych pozycji, czasami wręcz niecelnych, albo stratach. Na 1. bramkę w drugiej połowie Wisła czekała do 37. minuty - z rzutu karnego zdobył ją Miha Zarabec. Na kolejną czekali do 47. minuty i znów na linii 7. metra stanął Słoweniec. Ofensywa Wisły to obraz nędzy i rozpaczy.Gospodarze grali niewiele lepiej. Od czasu do czasu bramkę zdobyli Kuzmanovski albo Domen Tajnik, ale macedońskiej ekipie zdobywanie bramek też nie szło za dobrze. Kilka piłek odbił Viktor Haligrimsson, ale jego koledzy w polu nie wykorzystywali okazji do zmniejszenia strat.
Nafciarze przebudzili się dopiero w końcówce - w końcu swoje bramki zdobył Gergo Fazekas i, mimo fatalnej postawy, na 2 minuty przed końcem różnica wynosiła tylko 2 bramki (20:18). Wisła nie była jednak monolitem w defensywie, gospodarze zdobyli łatwą bramkę i stało się się jasne, że Nafciarze z Macedonii wrócą bez punktów.
Po 10 kolejkach Ligi Mistrzów Orlen Wisła Płock ma na koncie 4 punkty, co daje 7. miejsce w tabeli. Nafciarzy wyprzedził Eurofarm Pelister, który teraz ma 6 punktów. Nafciarze nie mają wyboru - muszą szukać punktów z mocnymi ekipami. W Orlen Arenie mistrzowie Polski zagrają ze Sportingiem Lizbona i Fuechse Berlin, na wyjeździe z PSG i Dinamem Bukareszt. Liga Mistrzów piłkarzy ręcznych wraca 13 lutego 2025 roku.
Eurofarm Pelister - Orlen Wisła Płock 21:18 (12:10)
Bramki Wisła: Janc 3, Zarabec 6, Cokan 1, Krajewski 1, Piroch 3, Fazekas 3, Serdio 1.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.