Reklama

Reklama

Alan Uryga: Chcę wychodzić na boisko i walczyć o każdą piłkę [WYWIAD]

Opublikowano: 21 marca 2021 11:51
Autor: Michał Wiśniewski | Zdjęcie: Tomasz Miecznik

foto Tomasz Miecznik

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Z czego wynika słabsza dyspozycja Wisły Płock ostatnich tygodni? Na czym polega odpowiedzialność kapitana w trudnych momentach? Jak wyglądały negocjacje z klubem dotyczące przedłużenia kontraktu? Jak Alan Uryga wspomina pobyt w Płocku?

Reklama

Alan, co się dzieje? Cała drużyna ciężko pracuje na zdobycie jednej lub dwóch bramek, chwila dekoncentracji i remisujecie lub przegrywacie spotkania. Często mówi się, że będzie materiał do analizy. Po ostatnich meczach jest go mnóstwo, a jakie są wnioski?

Alan Uryga: W kilku ostatnich meczach prowadziliśmy nawet dwoma bramkami, więc straty punktów są bardzo bolesne. Rzeczywiście materiału jest, ale jeśli uczciwie przeanalizujemy te bramki, to trudno mówić o jakichś błędach systemowych czy niedociągnięciach taktycznych. To w dużej mierze błędy indywidualne, więc ciężko znaleźć jakąś receptę. Wydaje mi się, że można jej poszukać na poziom koncentracji, bo najczęściej o to się rozchodzi. Kiedy wynik jest bezpieczny, 2:0… Sami się pompujemy, zwracamy sobie uwagę, zwłaszcza po meczu z Wisłą Kraków, kiedy to pierwszy raz straciliśmy prowadzenie w końcówce. Zawsze sobie mówimy, żeby się skoncentrować i “docisnąć”. W każdym z meczów brakowało koncentracji i prostymi błędami dawaliśmy rywalom złapać kontakt, nawet wyrównywać.

Jako kapitan czujesz na sobie większą odpowiedzialność za wynik zespołu i kondycję mentalną kolegów?

Tak. Siłą rzeczy na mnie spoczywa więcej odpowiedzialności jeśli chodzi o “mental” drużyny. Niektórzy mogą się czasami wyłączyć i przygasnąć, więc ja muszę być osobą która to wszystko poskleja i mentalnie podniesie drużynę. Staram się to robić.

Śmiesznie to zabrzmi, ale w meczu z Rakowem ciężko było mi się cieszyć po drugiej bramce. Wiedziałem, że czas na to będzie kiedy wygramy mecz. Miałem w pamięci wydarzenia z Mielca. Starałem się przekazać to chłopakom na świeżo, kiedy czekaliśmy na wznowienie gry. Jak już mówiłem, zbyt szybko podłączyliśmy przeciwnika do tlenu, demony wróciły.

Z tego co mówisz wynika, że każda kolejna porażka nakręca spiralę. Macie przed oczami projekcję, że przed chwilą była podobna sytuacja i wtedy nie udało się wygrać? To wpływa na koncentrację?

Wydaje mi się, że na pewno. Skłamałbym gdybym powiedział, że jest inaczej. Jasne, każdy chciałby powiedzieć, że tak nie jest i że nie rozpamiętuje tego. Nie wierzę jednak, że po meczu, w którym wygrywa się 2:0 a finalnie remisuje, i w kolejnym znów prowadzi się 2:0, to człowiek nie myśli że trzeba się “spiąć”, bo przed chwilą mieliśmy taką samą sytuację, a tylko zremisowaliśmy. Z tyłu głowy na pewno to jest. Myślę, że to kwestia jednego spotkania, które odetnie grubą kreską poprzednie. Kiedy nadejdzie przełamanie i nie pozwolimy przeciwnikowi wrócić do meczu, wtedy będzie moment, że wszyscy zapomną o poprzednich sytuacjach.

Jak odniesiesz się do stwierdzenia, że bez Jakuba Rzeźniczaka na boisku jest za mało liderów?

Rzeczywiście, Kuba ma ogromne doświadczenie, wiele w piłce przeszedł i osiągnął. Siłą rzeczy taka osoba jest jednym z liderów. Jeśli go nie ma, to po prostu musi się to rozłożyć na mniej osób. Inni zawodnicy, w tym ja, muszą to wziąć na siebie.

Nie uważasz, że brakuje wam stabilizacji? Jak wygrywacie, to idzie serią. Jak nie idzie, to spirala się nakręca.

Rozmawiamy ze sobą, że coś w tym jest. Wygrywamy serią, a potem jak wpadamy w dołek, to też na dłużej. Zwracamy na to uwagę, staramy się nad tym pracować. Musimy zrobić wszystko, żeby kolejny mecz wygląda tak, jakby tego poprzedniego nie było. Musimy uwierzyć, że jesteśmy tą samą drużyną, która przed chwilą wygrała cztery mecze z rzędu.

Zagranie do Patryka Tuszyńskiego w Mielcu miało tak wyglądać?

Zagrywałem do Mateusz Szwocha. Trzy osoby się “obcięły” i tak wyszło.

Co możemy powiedzieć o meczu z Wartą Poznań? W Grodzisku Wielkopolskim zespół wyglądał naprawdę źle. Raz na jakiś czas zdarza się spotkanie, po którym mówicie, że nie wykonaliście przedmeczowych założeń. Nie chcę się znęcać, ale naprawdę było słabo.

Nie ma mowy o znęcaniu się, bo zdajemy sobie sprawę, że to był nasz najsłabszy mecz w tej rundzie. Nawet w Warszawie nie zagraliśmy tak słabo jak z Wartą. Nie chciałbym za bardzo wracać do tego spotkania. Myślę, że można pochwalić drużynę za to, jak zagrała w kolejnym. Nie wiem dlaczego drugi raz w sezonie najsłabszy mecz gramy właśnie z Wartą, bo jesienią było tak samo. W meczu z Rakowem podjęliśmy rękawicę, mimo iż są lepszym zespołem. Niewiele brakowało, żebyśmy ich pokonali. Mam nadzieję, że we Wrocławiu wrócimy na lepszą ścieżkę.

Nienawidzę gdybania w piłce, bo to prowadzi donikąd. W tej sytuacji nie da się jednak choćby nie zerknąć na to w ten sposób: dowozicie mecze z Wisłą Kraków, Stalą Mielec i Rakowem Częstochowa i macie 7 punktów więcej. Z punktu widzenia tabeli to diametralna różnica. Spojrzeliście na to w ten sposób choć przez chwilę?

Tak, siłą rzeczy tak już jest. Siedzimy nieraz w szatni, rozmawiamy o meczach, patrzymy w tabelę czy analizujemy terminarz. Były też takie rozmowy: co by było, gdybyśmy jednak nie oddali tych punktów w końcówce. Dawno nie widziałem takiej tabeli, żeby różnice były tak niewielkie. Rzeczywiście, przy takim układzie z 7 punktami więcej walczylibyśmy o europejskie puchary, nie ma co ukrywać. Pocieszamy się tym, że dalej jest to możliwe. Zwycięstwo we Wrocławiu znów da nam środek tabeli, będziemy mieli kontakt z czołówkę. Szkoda, że tych punktów nie zdobyliśmy, bo bylibyśmy w zupełnie innych nastrojach.

Lepiej czujecie się z dwójką czy trójką stoperów?

Wydaje mi się, że klasycznie, z dwójką stoperów, ale mówię tylko za siebie. Myślę jednak, że wyniki też pokazały, że więcej punktów zdobyliśmy w klasycznym ustawieniu.

Wszyscy bardzo pozytywnie wypowiadają się o Rafale Wolskim. Kiedy rzeczywiście wychodzi na murawę widać w nim iskrę, wielką chęć do gry i jakość, choć to na pewno nie jest jeszcze 100 procent jego możliwości. Myślisz, że jeśli zdrowie mu pozwoli, Rafał wniesie nową jakość do ofensywy Wisły Płock?

Jestem przekonany, że tak będzie, jeśli zdrowie będzie dopisywało. Wiem, że Rafał jest dobrze przygotowany fizycznie. Trenował indywidualnie prawie rok. Zgaduję, że jednostek treningowych mógł mieć nawet więcej niż zdrowi zawodnicy. Przy takiej kontuzji trenuje się nawet kilka razy dziennie. Jeśli dojdzie do formy i przyzwyczai do wysiłku meczowego, jestem przekonany, że będzie wielkim wzmocnieniem naszej ofensywy.

Ciebie z kolei kontuzje omijają, oprócz tej po pechowym zderzeniu w meczu z Cracovią. W czym tkwi sekret?

Ciężko powiedzieć. Dostałem już kilka takich pytań i jeśli miałbym szukać odpowiedzi, to wskazałbym przygotowanie okołotreningowe - ćwiczeń prewencyjnych na siłowni przed i po treningu. Nic nadzwyczajnego nie robię, ale dość dużo czasu poświęcam na przygotowanie się i regenerację po treningu.

Na ostatniej konferencji prasowej trener Sobolewski na pytania o ewentualne podanie się do dymisji odpowiedział, że zamierza wygrać kolejnych 10 spotkań. Z Rakowem się nie udało, zostaje 9. Dla ciebie to ostatnich 9 meczów w barwach Wisły Płock. Masz dodatkową motywację, żeby zostawić po sobie jak najlepsze wspomnienia?

Jasne. Chciałbym w ostatnim sezonie w Płocku zostawić jak najlepsze wrażenie. Wiem, że wielu kibiców ma do mnie ogromny szacunek. Ja też jestem bardzo wdzięczny za wszystkie lata. Wiemy dobrze, że ostatni sezon jest ważny, bo to takie ostatnie wrażenie. Coś, co będzie się pamiętało dłużej niż poprzednie sezony. Zależy mi, żeby drużyna zakończyła sezon jak najwyżej i wrażenie było jak najlepsze.

Pamiętasz swój debiut w barwach Wisły Płock?

Tak, mecz z Lechem w Poznaniu.

Zaczęło się nie najlepiej. Skiksowałeś przy bramce dla gospodarzy.

Pamiętam to dokładnie. Po tym meczu bolało mnie to, że czułem się dobrze, wydaje mi się, że grałem bardzo dobrze, jak na tak długą przerwę, i jeden błąd przy bramce rzutował na odbiór całego występu. Czułem się świetnie, grałem solidnie, ale akurat trafiło się takie zdarzenie i przekreśliło wszystko. Długo to we mnie siedziało.

To był chyba póki co twój najlepszy sezon w karierze. Rozwiązałeś worek z bramkami, a drużyna otarła się o europejskie puchary.

Tak, pod względem bramek wyrównałem chyba ten wynik w poprzednim sezonie, choć wtedy grałem dużo mniej. To był bardzo dobry sezon, choć nie idealny. Dość późno przyszedłem z Semirem Stiliciem, drużyna była po 7 czy 8 kolejkach. Sporo czasu minęło zanim weszliśmy do drużyny i dostaliśmy szansę. Runda jesienna była raczej spisana na straty. Dopiero wiosna była owocna. Bardzo dobrze go wspominam, choć tak jak mówiłem - mało grałem jesienią, więc nie był idealny.

Sporo zawodników przewinęło się przez ostatnie lata przez Łukasiewicza 34. Kto był najlepszym zawodnikiem twoim zdaniem? 

[chwila zastanowienia] Kiedy patrzę wstecz to zawsze bardzo dobrze wspominam mój pierwszy sezon - w ataku byli Jose Kante i Kamil Biliński. Wywarli na mnie bardzo duże wrażenie. Jeśli ktoś mnie to pyta to zawsze powtarzam, że to świetni zawodnicy, cokolwiek by się o nich nie mówiło. Widziałem ich na treningach, liczby też za nimi przemawiały.

Pewnie też Semir Stilić. Znałem go już z Wisły Kraków. W Płocku miał lepsze i gorsze momenty, ale według mnie to bardzo dobry piłkarz. Mówię oczywiście o zawodnikach, którzy już odeszli z Płocka.

Możesz ujawnić ile trwały negocjacje w sprawie przedłużenia twojego kontraktu w Płocku? Klub bardzo, bardzo mocno zabiegał, żebyś został.

Klubowi bardzo zależało i mocno to odczułem. To nie tak, że ktoś odpuścił albo niewystarczająco się starał. Klub był bardzo mocno zaangażowany i za to wielki szacunek dla prezesa i dyrektora sportowego. Widziałem, że bardzo im zależy.

Pierwsze rozmowy, jeszcze nieoficjalne, rozpoczęły się latem. Kilka razy rozmawialiśmy jesienią i praktycznie przez całe okienko zimowe trwały intensywne negocjacje. Zakończyły się tak, jak się zakończyły. To była moja osobista decyzja, w dużej mierze podyktowana rodzinnymi czynnikami. Podjąłem decyzję o powrocie do domu.

Nie było z tyłu głowy chęci gry za granicą?

Jasne, że były. Wydaje mi się, że każdy albo przynajmniej 90 proc. zawodników w Polsce chciałoby kiedyś wyjechać i spróbować swoich sił za granicą, zarobić jeszcze większe pieniądze. Często to idzie w parze. Ja też miałem taki plan i liczyłem na to, ale się nie udało. Nie chciałem podejmować ryzyka ze względu na rodzinę. Musiałbym czekać do czerwca czy lipca. Sporo osób mi podpowiadało, że na 100 proc. uda się dopiąć wyjazd zagraniczny w letnim okienku. Rozmawialiśmy z rodziną, menadżerami i nie chciałem podejmować tego ryzyka.

Wiem jakie jest życie piłkarza, miałem już różne przygody. Kontrakt w Płocku podpisałem pod koniec okienka, praktycznie 2 miesiące byłem bez klubu. Swoje z żoną przeszliśmy. Nie chciałem wychodzić na każdy mecz i z tyłu głowy to, że najważniejsze to nic sobie nie zrobić i dotrwać w zdrowiu, bo za kilka miesięcy kończy się kontrakt i nie wiadomo co będzie. Chcę wychodzić na boisko i walczyć o każdą piłkę, nawet w stykowej i groźnej sytuacji.

Pod koniec roku podjęliśmy decyzję, że chcemy żeby wszystko wyjaśniło się zimą. Żaden z zagranicznych klubów nie przedstawił konkretnej oferty. Wszyscy chcieli wrócić do rozmów latem.

O jakie kierunki chodziło?

To żadna tajemnica. Kilka klubów tureckich było mocno zainteresowanych, ale wszyscy mówili, że chcą rozmawiać latem. Wydaje mi się, że nie chcieli płacić kwoty odstępnego. Słyszałem, że tamtejsze kluby tak działają - wolą przeprowadzać transfery bezgotówkowe i więcej pieniędzy przeznaczyć na kontrakt.

Były też sygnały z MLS. Sytuacja wyglądała podobnie, ale tam jeszcze dochodziły problemy związane z pandemią. Do końca lutego nie wiedzieli co z ligą: czy ruszą i w jakiej formie. Późno zaczęli myśleć o transferach.

Podpisałeś kontrakt z Wisłą Kraków, ale w Płocku nikt ci nic nie odbiera - nadal jesteś kapitanem, grasz w pierwszym składzie, wszyscy traktują cię z szacunkiem. Czy to twoim zdaniem powiew normalności w Ekstraklasie? Niedawno w bardzo słabych okolicznościach Mateusz Wdowiak opuszczał Cracovię. Określenie “klub Kokosa” nie wzięło się znikąd.

Zgadza się. Jestem bardzo wdzięczny - za podejście do rozmów, a dwa za podejście do mnie po ogłoszeniu decyzji. Jeszcze przed podpisaniem kontraktu z Wisłą Kraków zadzwoniłem do trenera i prezesa, żeby dowiedzieli się ode mnie, a nie z mediów. Już wtedy odczułem, że nie będzie żadnych dziwnych fochów. Wszystko załatwiliśmy jak dorośli ludzie. Miałem rozmowę z trenerem, który powiedział, że honor nie pozwoliłby mu zachować się inaczej. Zapewnił, że pozostaję kapitanem i jego podejście do mnie się nie zmienia. Duży szacunek dla klubu za to, jak wszystko zostało załatwione. Boli tylko to, że mówimy o tym jak o czymś nadzwyczajnym. Jak wspomniałeś, nie wszędzie tak jest. Oby takiej normalności było jak najwięcej, bo to jedyna słuszna droga.

Głowa Alana Urygi zostaje w Płocku?

Tak, tak jak mówiłem na konferencji zaraz po podpisaniu kontraktu: moje głowa i ciało są w Płocku. Myślę o każdym kolejnym meczu, staram się pomóc drużynie. Nie ma mowy o jakimś wybieganiu myślami gdziekolwiek indziej. Liczy się tu i teraz. Nawet podświadomie nic się nie zmieniło. Żona mi mówi, że mecze przeżywam jeszcze bardziej niż zwykle. To chyba najlepszy przykład, że moje podejście jest w 100 proc. fair. Zapewniam, że do ostatnich chwil tak będzie.

Przełamiecie passę we Wrocławiu?

Wydaje mi się, że tak. Patrząc na treningi i po analizie przeciwnika mogą powiedzieć, że jest duża szansa, że tak właśnie będzie.

Domyślam się, że nie lubisz oglądać meczów swojej drużyny w telewizji.

Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że nie ma nic gorszego dla zawodnika niż oglądanie meczu z trybun czy w telewizji. Wielu zawodników tak mówi, więc coś w tym musi być.

Trochę z innej beczki. Co uważasz o przepisie o młodzieżowcu?

Szczerze? Niezbyt się zgadzam z tym przepisem. Wydaje mi się, że nie jest to idealne rozwiązanie na promowanie szkolenia młodzieży. Pewnie pojawią się głosy o zazdrości względem młodszych zawodników, ale po prostu tak jest. Nie jest to idealne rozwiązanie i pewnie nie do końca fair jeśli chodzi o innych zawodników.

Ja debiutowałem w wieku 18 lat i pamiętam jak dużo mnie to kosztowało.

Jak ktoś jest dobry, to będzie grał, bez względu na PESEL.

Dokładnie.

Nie jesteś już najmłodszym zawodnikiem, masz 27 lat. Debiutowałeś w “starej” szatni Wisły. Kiedy widzisz 18-letniego Alana Urygę i dzisiejszych 17-, 18-, 19-latków w szatni Wisły Płock, to dostrzegasz jakąś różnicę?

Jeśli miałbym porównywać siebie z tamtego okresu i obecnych zawodników, to na pewno są różnice. Nie mówię o jakimś pokoleniu, bo nie chciałbym też z siebie robić jakiegoś dinozaura. Ja zawsze byłem dość spokojny, wyważony. Żona się śmieje, że znajomych miałem wśród starszych piłkarzy. Do dziś najlepszy kontakt mam ze starszyzną - Pawłem Brożkiem, Maćkiem Sadlokiem czy nawet Arkiem Głowackim. Podświadomie zawsze szukałem towarzystwa wśród starszych. Może dlatego zachowanie jest inne. Zabrzmi to nieskromnie, ale wydaje mi się, że jak na swój wiek byłem dość dojrzały. Patrząc na moich rówieśników z Wisły Kraków z tamtego czasu i obecnych chłopaków w Wiśle Płock, to wielkiej różnicy nie ma. Nie minęło aż tyle lat, żeby znaleźć dysproporcję.

Pewnie nie możesz się doczekać derbów z Cracovią?

Jak już mówiłem, nie myślę o meczach które mnie czekają w przyszłości, ale derby z Cracovią to rzeczywiście inny mecz. W kilku już grałem i mogę powiedzieć, że to wyjątkowe spotkanie.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to wrócisz do Płocka na nowy stadion przy Łukasiewicza 34 już w innych barwach. Pamiętaj, że w Wiśle Kraków nie strzelałeś bramek.

Tak, w Wiśle Kraków nie strzeliłem jeszcze bramki. Zobaczymy czy to jakaś klątwa. Obiecuję Wisłę Płock traktować ulgowo.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • miesiąc temu | ocena +4 / -3

    Hd

    Alan wez sie za robote bo ostatnio kaszane robisz