Wisła Płock zremisowała w pierwszym domowym meczu sezonu 2026/27 z Widzewem Łódź 0:0. Obie drużyny miały bardzo dobre sytuacje. W pierwszej połowie pudłował Sebastian Bergier, ale świetną okazję miał też Olaf Kobacki. W drugiej nieskuteczny był Said Hamulić, a w samej końcówce atomowym uderzeniem z dystansu popisał się Żan Rogelj, ale trafił tylko w poprzeczkę.
- Z jednej strony jesteśmy zadowoleni, z drugiej jest niedosyt z powodu tego, jak wyglądała końcówka spotkania. Z jednej strony remis zasłużony, z drugiej strony tych klarownych sytuacji przynajmniej o jedną stworzyliśmy więcej od Widzewa. O ile w pierwszej połowie Widzew miał bodajże 2 sytuacje, o tyle w drugiej połowie chyba nie stworzył żadnej klarownej. My w pierwszej połowie mieliśmy Olafa Kobackiego sam na sam z bramkarzem, w drugiej Saida. Myślę, że sytuacja Saida mogła przesądzić o wyniku meczu. Zrobiły się duże przestrzenie na boisku, obydwie drużyny dopadło zmęczenie. Fajnie dla drużyny, szacunek i podziękowanie dla nich. Myślę, że ten mecz mógł się podobać kibicom, bo graliśmy do samego końca. Gdyby strzał Żana Rogelja wpadł do bramki... myślę, że byłaby euforia na stadionie. Cieszymy się z jednego punktu, ale szkoda mimo wszystko, że nie udało się zdobyć trzech - mówił Adam Majewskiego.
O planie na mecz
Wiedzieliśmy, że Widzew ma wielu zawodników i dużych umiejętnościach indywidualnych. Chcieliśmy zaatakować wysokim pressingiem. Wychodziło to lepiej, gorzej, ale nie chcieliśmy być wycofani. Później, pod wpływem zmęczenia i decyzji, graliśmy w obronie niskiej. Widzew miał dużą przewagę wzrostu przy stałych fragmentach gry, musieliśmy na to uważać. Chcieliśmy oddalić grę od naszej bramki. Myślę, że większość założeń zrealizowaliśmy - poza jednym, nie udało się wygrać. Kolejny mecz potwierdził, że idziemy w dobrą stronę. Nie było już takiej dysproporcji jak w Częstochowie, między jedną a drugą połową. W drugiej połowie osiągnęliśmy nawet lekką przewagę. Koncentrację utrzymaliśmy do samego końca i z tego jestem zadowolony.
O roli Łukasza Sekulskiego
Na ten moment tak to wygląda. Łukasz Sekulski miał drobny uraz na początku przygotowań, Said Hamulić w sparingach praktycznie co spotkanie strzelał gola. Teraz mu się nie udało. Na razie wygrywa rywalizację, ale będziemy patrzeć z jakim rywalem będziemy grali, jaka będzie koncepcja. Dziś Saidowi nie udało się "przełamać" - to może za duże słowo, bo to dopiero drugie spotkanie. Zasłużył na tego gola. Jako zespół stwarzamy tak klarowne sytuacje, musimy po prostu nad tym pracować i je wykorzystywać.
O Marinie Karamarko
Marin trenuje, jest naturalnym zmiennikiem Marcina Flisa. W pierwszej połowie Marcin doznał lekkiego urazu. Jeśli opuściłby spotkanie, w jego miejsce wszedłby Marin Karamarko. Do tego nie doszło, Marcin Flis wytrzymał cały mecz, nie było potrzeby go zmieniać.
O Dionie Gallapenim
Czy przegrywa rywalizację z Patrykiem Kunem? Nie, akurat obydwaj wyglądają bardzo dobrze. W pierwszym spotkaniu postawiliśmy na Patryka, bardziej doświadczonego zawodnika. Myślę, że był jednym z lepszych zawodników w Częstochowie i teraz to kontynuowaliśmy. Przed meczem zastanawiałem się nad tym, rozmawiałem z obydwoma zawodnikami czy czasami nie zmienimy proprcji. Wiemy, że Gallapeni szykuje się do transferu jeżeli przyjdzie konkretna oferta - jeśli przyjdzie konkretna oferta i klub będzie zadowolony, to na pewno z niej skorzystamy. Na ten moment mam dwóch dobrych zawodników na tę pozycję. Na razie grał Patryk Kun, zobaczymy, co będzie w następnych. Dion Gallapeni wszedł, trochę na inną pozycję, troszeczkę wyżej. Zaprezentował się dobrze. Okres przygotowawczy w jego wykonaniu wyglądał naprawdę dobrze.
O sytuacji Deniego Juricia
Deni Jurić wraca od poniedziałku do treningu na 100%. Nie chcieliśmy wcześniej ryzykować.
O meczu z Lechem Poznań
Otrzymaliśmy informację, że mecz się odbędzie. Czy będzie przełożony? Nie wiem, na tę chwilę oficjalnie gramy. Jaka będzie decyzja - zobaczymy. Będziemy przygotowani.
Komentarze (0)