Reklama

Reklama

Mariusz Szczygieł opowiadał o reportażu w Czerwonym Atramencie

Opublikowano: ndz, 15 sty 2017 16:16
Autor:

Mariusz Szczygieł opowiadał o reportażu w Czerwonym Atramencie - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura Czerwony Atrament świętował pierwsze urodziny wraz z tłumem gości. Przez całą sobotę już od rana drzwi się niemal nie zamykały, składano życzenia, prowadzący księgarnię serwowali swoje specjały. Zaprosili także do rozmowy z Mariuszem Szczygłem z Instytutu Reportażu. - Oni tu torturują ludzi kawą podawaną bez mleka i cukru – reporter żartował jeszcze zanim spróbował.

Reklama

Czerwony Atrament świętował pierwsze urodziny wraz z tłumem gości. Przez całą sobotę już od rana drzwi się niemal nie zamykały, składano życzenia, prowadzący księgarnię serwowali swoje specjały. Zaprosili także do rozmowy z Mariuszem Szczygłem z Instytutu Reportażu. - Oni tu torturują ludzi kawą podawaną bez mleka i cukru – reporter żartował jeszcze zanim spróbował.

Zadowolony, nawet szczęśliwy i wiecznie się krzątający po lokalu. Tak było w sobotę z właścicielem księgarni Czerwony Atrament Krzysztofem Blinkiewiczem. Świętował pierwsze urodziny wraz z całą ekipą ludzi, którzy mu pomagają ogarnąć wszystkie sprawy w tym przecież niedużym miejscu przy Kolegialnej 4. - Pomyślałem, że jeśli dam rade przez rok, to później już będzie z górki – mówił już wieczorem, na chwilę przed poczęstunkiem urodzinowym tortem.

W sobotę przez cały dzień przybywali kolejni goście, największy ścisk zaczął się jednak wraz z przybyciem reportera Mariusza Szczygla. W Czerwonym Atramencie opowiadał, że ma „apetyt na ludzi”. Próbuje wydobyć prawdę o tych, których spotyka lub sami do niego piszą.

- Każdy ma jakąś prawdę – przekonywał Szczygieł słuchaczy. - Czasem ciężko ją wydobyć. Niektórym wydaje się, że nie mają swojej prawdy. Ostatnio poprosiłem młodego lekarza, aby powiedział mi, o czym próbuje zapomnieć po pracy, tuż przed zaśnięciem. I przysłał mi już trzecią taką wiadomość, co wolałby pominąć, odrzucić. Myślę, że do poniedziałku dotrzemy do jego prawdy. Bywa też tak, że ta czyjaś prawda okazuje się mało atrakcyjna dla czytelników. Często słyszę, że rodzina jest najważniejsza, śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą, zdrowie się liczy, pieniądze szczęścia nie dają. Wówczas zostaję bez tematu. Trzeba znaleźć taki klawisz w człowieku, uderzyć w odpowiednią strunę, aby go znaleźć. Dopiero kiedy pytam czy był taki moment w pana życiu, kiedy nie był pan dla nikogo ważny, może wyłonić się ciekawa historia. Nagle dorosły mężczyzna zaczyna ronić łzy. Napisała do mnie kobieta, która sama chciała zostać reporterką. Później kupiła sobie traktor i zaczęła na nim jeździć.

Szczygieł mówił o sztuce reportażu, że to taki ślad po czyimś życiu, dowód na istnienie. - Powinien być ładnie napisany, z empatią. Reporter musi zrozumieć swojego bohatera. Dla mnie rola reportera to praca, zabawa i jednocześnie ogromna przyjemność. Oczywiście najpierw muszę zebrać materiał. Z tym jest jak z gospodynią, która przy pieczeniu ciasta odmierza składniki i na koniec zostawia jeszcze wisienkę. Zbieram wypowiedzi, aby nimi gospodarować. Uwielbiam ten moment konstruowania tekstu. Nie mogę okazać swojemu rozmówcy zdenerwowania. Nie mogę przy nim płakać. Działam podobnie jak chirurg przy stole operacyjnym.

Szczygieł prowadził w Polsacie program „Na każdy temat” do 2001 roku. Wspominał pracę w telewizji jaką bardzo powierzchowną. - Stykamy się tam z materiałem przez trzy, maksymalnie pięć minut. Nie ma tu poczucia głębszego wejścia w czyjeś życie. Reportaż to nie zmyślone śmierci, zmyślone miłości. W urzędzie skarbowym zagadnął mnie jeden chłopak, miłośnik reportaży. Spytałem go, co ostatnio czytał. Wybrał „Oczy zasypane piaskiem” Pawła Smoleńskiego, ponieważ autor pisze tak, jakby sam był Palestyńczykiem. Reporter na chwilę powinien opuścić własne życie, aby pożyć cudzym życiem, opisać to tak, jak widzi. Jeden napisze, że ta koszula jest biała, drugi że ecrie, a kolejny że w kolorze kości słoniowej. Każdy z nich ma rację, tak to odbiera, tak postrzega świat. Czytelnik temu reporterowi zawierza. Ale my się tak bardzo od siebie nie różnimy, wszyscy chcemy być kochani i szczęśliwi.

Czy czuje się autorytetem? Nieszczególnie. - Wciąż mi się zdaje, że jestem autorem 28-letnim, chociaż mam już 50 lat. Bycie autorytetem uwiera, źle bym się z tym czuł, bo to duża odpowiedzialność. Powiedzmy, że mogę co najwyżej doradzić studentom dziennikarstwa, w jaki sposób dobierać ładniejsze słowa do tekstu. Czasem ludzie przychodzą na spotkania ze mną tylko po to, aby sprawdzić jak się postarzałem. I komentują „panie Mariuszu, ale po panu widać jak czas leci, tylko po głosie poznałem”.

Prowadzący spotkanie Rafał Kowalski pytał o kobiety reporterki, czy potrafią wychwycić więcej niuansów. Szczygieł odpowiadał: - Kiedyś tak się uważało, że kobiety jako te bardziej wrażliwe wyłapią więcej szczegółów, ale osobiście bym tego nie potwierdził. Nie dostrzegam różnicy. Wrażliwość reporterska nie ma płci.

Chwalił takie kameralnie, nieduże miejsca, jak „Czerwony Atrament”. - Zwykle chciałoby się, aby ten Empik prosperował w mieście. Tylko że on nie różni się od restauracji sieci McDonald's. Można tam zjeść, nawet się najeść, ale czy faktycznie z przyjemnością, tego nie wiem. McDonalda nie zapamiętamy na całe życie tak dobrze, jak dania przygotowanego przez świetnego szefa kuchni. Idziemy do niego z konieczności. Tak jest też z Empikiem, wchodzimy, kiedy szybko potrzebujemy książki.

Opowiadał także o Czechach, o dwóch różnicach między Czechami i Polakami. - Czesi żyją tak, jakby nie mieli drugiego życia w zapasie – wskazywał na wiarę w życie po śmierci. - Ich podejście do życia polega na wyssaniu wszystkiego, co się da z realnego świata. Cieszą się każdą chwilą. Druga polega na tym, że my w swojej historii często braliśmy szable w dłoń. Z kolei Czesi cenią każde życie, woleli tworzyć słowniki języka czeskiego. Bardziej ich to interesowało niż walka o niepodległość. Podobno, chociaż nie udało mi się tego potwierdzić, Adam Mickiewicz nazwał ich narodem filologów. Dla nich język polski brzmi bardzo zabawnie, zupełnie jakby sepleniło dziecko.

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.