Każdy konflikt w tym rejonie świata oznacza, że świat wstrzymuje oddech. Kraje Bliskiego Wschodu odpowiadają za ogromny procent światowej produkcji ropy naftowej, na tym oparte są gospodarki takich krajów jak Arabia Saudyjska, Katar czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Sęk w tym, że produkty, ropę naftową i gaz, trzeba jakość wywieźć. Tankowce muszą pokonać szeroką na 30 kilometrów Cieśninę Ormuz. Z jednej strony Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman, z drugiej Iran.
Cieśnina Ormuz, Google Maps
Cieśnina oficjalnie nie jest zamknięta, ale wybuch konfliktu ograniczył transport. Ryzyko rośnie, a wraz z tym koszty.
Pytany o sprawę Orlen uspokaja.
- ORLEN na bieżąco monitoruje sytuację geopolityczną na Bliskim Wschodzie oraz jej potencjalny wpływ na rynki surowców energetycznych. Na obecnym etapie nie identyfikujemy zagrożeń dla ciągłości dostaw paliw ani dla funkcjonowania infrastruktury produkcyjnej i logistycznej Grupy ORLEN, ponieważ ORLEN nie sprowadzał i nie sprowadza ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz. Grupa ORLEN dysponuje zdywersyfikowanym portfelem dostaw ropy naftowej. Surowiec trafiający do naszych rafinerii pochodzi z wielu kierunków świata, m.in. z basenu Morza Śródziemnego, Afryki Północnej i Zachodniej, Skandynawii, obu Ameryk oraz z krajowego wydobycia. Znaczną część zapotrzebowania pokrywają długoterminowe kontrakty z renomowanymi partnerami, a pozostałe wolumeny uzupełniane są zakupami spotowymi. Taka struktura dostaw zwiększa elastyczność operacyjną i ogranicza wpływ lokalnych napięć geopolitycznych na działalność spółki
- przekazało nam biuro prasowe koncernu.
Póki co nie widzimy jeszcze wzrostu cen paliw na stacjach, choć w tej sytuacji wydaje się to nieuniknione.
- Ewentualne zmiany cen ropy naftowej na rynkach światowych nie przekładają się automatycznie ani natychmiast na ceny paliw na stacjach. Na ich poziom wpływa jednocześnie wiele czynników, w tym notowania gotowych produktów paliwowych, kursy walut, koszty produkcji i logistyki, obciążenia fiskalne oraz sytuacja konkurencyjna na rynku krajowym. Z tego względu krótkotrwałe wahania cen surowca nie muszą mieć bezpośredniego odzwierciedlenia w cenach detalicznych
- wskazuje Orlen.
Zgodnie z prawem Polska ma zapasy ropy naftowej na 90 dni średniego zużycia. Nie ma więc ryzyka, że w kraju z dnia na dzień zabraknie tego strategicznego surowca.
- Krajowy system zabezpieczenia rynku, w tym zapasy obowiązkowe i strategiczne, stanowi istotny bufor bezpieczeństwa na wypadek przejściowych zakłóceń w handlu międzynarodowym
- zapewnia Orlen.
Nie ma powodów do paniki.
Komentarze (0)