Reklama

Reklama

W teatrze eksperymentowali na sercu

Opublikowano: 2 września 2015 09:33
Autor:

W teatrze eksperymentowali na sercu - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Płocki teatr tuż przed końcem wakacji zaprosił widzów na premierę spektaklu „Psie serce”. Były strzykawki z tajemniczym płynem przy eksperymentach, mroczna sceneria zaczerpnięta z filmów grozy i opowieści z dreszczykiem.

Reklama

Płocki teatr tuż przed końcem wakacji zaprosił widzów na premierę spektaklu „Psie serce”. Były strzykawki z tajemniczym płynem przy eksperymentach, mroczna sceneria zaczerpnięta z filmów grozy i opowieści z dreszczykiem.

Kiedy na scenie zapada ciemność, z pola widzenia widza znikają aktorzy i na ten krótki moment robi się kompletnie cicho, wszyscy czekają na pierwsze klaśnięcie. Czy aby się podobało? Ważna jest intensywność oklasków, czy widownia zgotuje owację na stojąco… Tych ostatnich od jakiegoś czasu brakuje, widz coraz częściej obchodzi afisze szerokim łukiem. Bo czego chce? Klasyki podlanej jakimś sosem z nowszej recepturze? W jakich proporcjach? Sztuk jeszcze nieogranych albo awangardowych? I czy on tak naprawdę wie, co chciałby zobaczyć?

Po zeszłorocznym sezonie teatralnym, po naprawdę udanych „Boże mój” i „Spowiedzi masochisty”, odkurzonym „Wujaszku Wani”, producent Patryk Nowakowski wyciągnął z wieloletniego niebytu „Psie serce” i zawierzył, podobnie jak przy sztuce Anat Gov, reżyserskim zdolnościom Krzysztofa Prusa. Zdawać by się mogło, że skoro ten mechanizm już raz zadziałał, więc także i tym razem pójdzie jak po maśle. Nieźle rokująca premiera w sam raz na otwarcie kolejnego sezonu teatralnego. Groteska o proletariuszach z wielkimi aspiracjami dochodzących do władzy, z rewolucyjnym impetem przewracającym porządek rzeczy miała służyć jako alegoria rodzącego się zła.

Autor oryginału Michaił Bułhakow wymyślił sobie postać doktora Preobrażeńskiego cieszącego się przychylnością władzy w zamian za świadczenie usług medycznych w zaciszu własnego laboratorium, na które zawsze znajdzie się nieoficjalny popyt. Jako jedyny żyje sobie wygodnie na siedmiu pokojach, z własną jadalnią i pokojem dla służby i chętnie widziałby jeszcze ósmy z przeznaczeniem na bibliotekę, chociaż do każdego innego mieszkania odbywają się dokwaterowania. Powstały w kamienicy komitet domowy, składający się z trzech uzbrojonych przedstawicieli nowego systemu, nie może wymóc na nim oddania przynajmniej dwóch pokoi. Dla profesora zresztą dzieją się rzeczy niebywałe. Przed rewolucją kalosze przecież nie znikały!

Preobrażeński pewnego dnia przyprowadza nędznie wyglądającego psa i  tuczy go smakołykami, aż w końcu decyduje się na przeszczep psu przysadki mózgowej pobranej od zmarłego człowieka. Wierzy, że odnajdzie sposób na zatrzymanie młodości. Myli się, pies po zabiegu zyskuje ludzkie serce. Szarikowi wypada sierść, zaczyna przeklinać, stopniowo staje się człowiekiem z jego przywarami, jednocześnie wciąż zachowując zwierzęce nawyki. Po przemianie, już jako towarzysz Szarikow, sypia na piecu albo pod stołem i gania koty. Można by nawet powiedzieć, że tak oto człowiek zszedł na psy… Przejawia szczególne zamiłowanie do wódki i kobiet, a jeszcze większe do wchodzenia w układy i pisania donosów.

Szarikow szybko przyswaja panujące dookoła niego zasady i wzajemne animozje. Doskonale wie, jak je wykorzystać do własnych celów. Siłą dusi sprzeciw. Wzbudzając strach, układa sobie rzeczywistość według własnego zamysłu i nie przypuszcza, że ktoś stanie mu na drodze. Obsadzony w tej roli Piotr Bała okazał się dobrym wyborem. Jeśli taki typ spod ciemnej gwiazdy w jego wykonaniu raz tupnie, mało kto poważy się na sprzeciw. Dobrze wypada flirtujący z systemem Jacek Mąka oraz Szymon Cempura, jako jego przyboczny w sztuce lekarskiej, dr. Bormental. Pokojówce Zinie (Katarzyna Anzorge) nawet się przez chwilę współczuje losu kobiety, która jawi się tu niczym szmaciana lalka do męskiej zabawy. Reżyser jeszcze przed premierą zapowiadał, że w sztuce pojawią się pewne bonusowe smaczki. Kobiety z wąsami z powodzeniem mogą udawać mężczyzn, a mężczyźni ubrani w balowe suknie kobiety. Dopisał nawet zwrot do oryginalnego tekstu „płeć społeczno-kulturowa”, aby jeszcze dobitniej pokazać, że rewolucja społeczna jest projektem otwartym. Wciąż burzymy kolejne bastiony. Nic nie jest tu na stałe, więc lepiej się tu do niczego byt mocno nie przyzwyczajać.

Najmocniejszym atutem spektaklu jest scenografia autorstwa Mariana Mikulskiego. Dzięki niej od samego początku do końca uzyskano klimat niczym na filmach grozy znanych z opowieści o Frankensteinie. W ustawionej na scenie konstrukcji z kilku pomieszczeń jest ciasno, duszno, ciemno, część za zasłonkami. Po bokach klatki, z czeluści których w trakcie sztuki wyłaniają się pojedyncze dłonie oświetlone wąskim snopem światła. Muzyka odgrywana na wiolonczeli towarzyszy widzom przez większość przedstawienia. Znów jak w starym kinie następuje stopniowanie napięcia, kiedy reflektory przygasają, a widz coraz mocniej pogrąża się w fotelu. Sfora, wzorem greckiego chóru, oprawia wydarzenia komentarzami do samego końca. Niestety humoru, tak dla przeciwwagi, nie znajdziemy tu zbyt wiele, a sztuka w całokształcie może nawet wydać się nawet dość rozwlekła.

Ważna jest jednak puenta zmieniona przez reżysera, który  istotnie zrezygnował z optymistycznego zakończenia u Bułhakowa, kiedy Szarikow ponownie staje się poczciwym psem Szarikiem. Z tej serwowanej przez Krzysztofa Prusa dowiemy się, że takich służalczych towarzyszy może być tylko więcej i więcej, a ci, którzy za to odpowiadali, jeszcze zdążą zatęsknić za starymi czasami. Uciekną pod stół, kiedy dotrze do nich skala konsekwencji.

Tym samym „Psie serce”  zabiło w Płocku po raz drugi. Pomysły na sztukę były niezłe. Wielki plus za stylistykę nieco nawiązującą do horroru, chociaż nikt tu nie ma długich szponów i nie czyha na nas za rogiem. Okazuje się, że groza drzemie zupełnie gdzie indziej… i tak oto warto iść na przedstawienie, a później spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, co może być gorsze i groźniejsze, człowiek czy zwierzę. Zostaje jeszcze jedna kwestia, czy aby w takim kierunku ma podążać płocki teatr… Kolejny spektakl już 4 września o godzinie 19.00.

Fot. Maciej Mikulski

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.