Reklama

Reklama

Trwa śledztwo ws. morderstwa trzech chłopców. Prokuratura: Nic nie wskazywało na taką tragedię

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: Michał Wiśniewski

Trwa śledztwo ws. morderstwa trzech chłopców. Prokuratura: Nic nie wskazywało na taką tragedię  - Zdjęcie główne

Przed domem ofiar płocczanie ustawili kilkadziesiąt zniczy | foto Michał Wiśniewski

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Trwają poszukiwania 42-letniego Radosława Kolasińskiego, podejrzanego o morderstwo trzech chłopców. Mężczyzna był ojcem jednego z nich. Nic jednak nie wskazywało, że może dojść do takiej tragedii.

Reklama

Takiej zbrodni miasto nie przeżyło od kilkudziesięciu lat. Przypomnijmy, że w środę 9 marca strażacy w jednym z bloków przy ul. Wyszogrodzkiej znaleźli ciała trzech chłopców - 7-letniego Oskara, 12-letniego Adriana i 17-letniego Piotra. Wszyscy mieli rany cięte szyi. O zamordowanie chłopców podejrzany jest 42-letni Radosław Kolasiński, ojciec najmłodszego z nich. Mężczyzna pozostawał w nieformalnym związku z matką, która tego dnia była w Warszawie z córką - dziewczynka choruje na białaczkę. 

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Płocku. W piątek 11 marca zaplanowano sekcję zwłok ofiar, choć jak wskazuje Marcin Policiewicz, prokurator nadzorujący śledztwo, przyczyna śmierci jest raczej oczywista - wszyscy chłopcy mieli rany cięte szyi. To jednak niezbędny krok w takim śledztwie. Jak doszło do zabójstw? 

- Na pytanie też odpowiadamy... Takich szczegółów nie podamy - mówi prok. Policiewicz. 

Sąsiedzi widzieli, jak Radosław Kolasiński rano wychodził z domu. Kilka godzin później w mieszkaniu strażacy znaleźli zwłoki chłopców.  Trwają zakrojone na szeroką skalę poszukiwania - na lądzie i wodzie. 

- W sprawie przesłuchano sąsiadów, członków rodziny, a także matkę dzieci - mówi prok. Policiewicz. - Z zeznań wynika, że nic nie wskazywało na to, że może dojść do takiego nieszczęścia. Rodzice byli charakteryzowani jako zgodna para, normalni ludzie.  Matka nie widziała niczego złego w zachowaniu swojego partnera. Dzieci wielokrotnie zostawały pod jego opieką - matka szła do pracy, on zostawał w domu, jak normalna rodzina. 

Policjanci nie odwiedzali tego domu - nie było zgłoszeń dotyczących awantur czy nadużywania alkoholu. Tym trudniejsza jest odpowiedź na pytanie: dlaczego? 

48 godzin później na miejscu nie ma już policyjnych taśm, nie pracują technicy. Dzieci bawią się na podwórku, ale o tragedii przypominają znicze, które płocczanie ustawili przed domem. 

Trwa też zbiórka pieniędzy, m.in. na pogrzeb chłopców.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy