Reklama

Reklama

To było zupełnie inne życie. Zazdrościło się zmarłym

Opublikowano: pon, 27 lut 2017 19:04
Autor:

To było zupełnie inne życie. Zazdrościło się zmarłym - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Wspomnienia, które prześladują nawet po kilku dekadach. Stosy ciał, tragiczne warunki do życia, zazdrość wobec tych, którzy już odeszli z bronią w ręku, pokazówki władzy komunistycznej, pałowanie. Były też marzenia o życiu w wolnej Polsce. Losy Żołnierzy Wyklętych są coraz częściej przypominane.

Reklama

Wspomnienia, które prześladują nawet po kilku dekadach. Stosy ciał, tragiczne warunki do życia, zazdrość wobec tych, którzy już odeszli z bronią w ręku, pokazówki władzy komunistycznej, pałowanie. Były też marzenia o życiu w wolnej Polsce. Losy Żołnierzy Wyklętych są coraz częściej przypominane.

W tym roku obchody upamiętniające Żołnierzy Wyklętych rozpoczęły się w sobotę od mszy i wspólnego marszu, w niedzielę zorganizowano spotkanie w Novym Kinie Przedwiośnie. Symboliczny czek z aukcji charytatywnych na kwotę 7 tys. 650 zł wręczono major Armii Krajowej, Weronice Sebastianowicz. W młodości zesłano ją do Workuty. Po powrocie założyła rodzinę, została babcią. Maż zmarł 14 lat temu. - Cieszę się tym, co mam - zapewniała. - Pamiętam, jak otrzymałam 300 pocztówek z Polski. Wszystkie przeczytałam trzykrotnie. Tu mamy szacunek, na Białorusi nazywają nas bandytami. Przy tej władzy pewnie nic się nie zmieni. Głowa należy do Łukaszenki, ale szyja jest już Putina. Jestem po 80., do wiezienia raczej mnie nie wsadzą. Mamy z nimi źle – odnosiła się do białoruskich służb. - Ale oni z nami gorzej. Ducha w nas nie złamią. Powtarzamy, że Kresy Wschodnie są tylko tymczasowe okupowane przez Białoruś. Jesteśmy Polakami, kultywujemy polskie święta.

[ZT]11826[/ZT]

W drugiej części spotkania Kajetan Rajski domniemywał, że ludzie przychodzą na spotkania poświęcone Wyklętym z różnych pobudek, zainteresowania historią, uczczenia pamięci żołnierzy działających zgodnie z dewizą Bóg, honor i ojczyzna.

- W czasie pokoju pewnie spieraliby się ze sobą ze względu na różnice polityczne. Łączył ich wspólny fundament, wizja suwerennego, niepodległego kraju – mówił Rajski. - Byli to ludzie wychowani na tradycjach powstania styczniowego. Liczyła się dla nich wiara katolicka. W ich szeregach znalazł się jezuita Władysław Gurgacz, kapelan oddziału Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej. Po aresztowaniu nie kajał się na sali sądowej. Kiedy już wyprowadzali ich we trzech na egzekucję 14 września 1949 roku, więźniowie z celi śpiewali „Pod twoją obronę”. Zapytany o ostatnie życzenie poprosił, aby dali mu posłuchać do końca, W tym czasie rozgrzeszył pozostałych. Później rozległy się strzały. W 1969 roku umieszczono na grobie tabliczkę z napisem „Starty dla Boga i ojczyzny”, na krakowskim cmentarzu stoi brzozowy krzyż. Żołnierze Niezłomni politycznie przegrali. Generał August Emil Fieldorf, ps. Nil, ten sam, który wydał rozkaz likwidacji Franza Kutschery, został oskarżony o kolaborację z Niemcami. Porucznik Jan Rodowicz wyleciał przez okno w budynku prokuratury – jako oficjalną przyczynę śmierci podano skok samobójczy. 

Był to system na tyle okrutny, że prześladowania dosięgały całe rodziny. Rajski opowiadał o wywiadzie ze Zbigniewem Kurasiem, synem majora Józefa Kurasia ps. Ogień. - Mieszkali z mamą na piętrze w domu w Nowym Targu. Miał wtedy ze cztery lata. Na parterze dokwaterowano funkcjonariuszy UB. Pijani strzelali w drewniany sufit. Wdowa po Ogniu chłopca mocno przytulała, aby syna nie dosięgły kule. Kazimierza, syna Józefa Jachimka, aresztowano w wieku 15 lat. Biciem po głowie próbowali zmusić do wydania ojca. Nie powiedział ani słowa. 

Jednym z gości była Bożena Przybyłowska. Jej ojciec działał wspólnie ze Stefanem Bronarskim ps. Liść. - Mama miała obywatelstwo amerykańskie. Przyjechała do kraju tuż przed wybuchem wojny, później służyła jako łączniczka. Ojca skierowano do struktur wywiadowczych w 1944 roku. Był wtyczką Narodowych Sił Zbrojnych w strukturach Armii Ludowej. Skończyło się tak, że mojego ojca oskarżono już po wojnie o współpracę z gestapo. Według mnie była to zemsta za tę funkcję wtyczki w AL. Kościół rzeczywiście pomagał, wystarczy przywołać przykład kościoła Wniebowzięcia NMP w Dobrzyniu nad Wisłą. Był tam ks. Leonard Lipka. W razie potrzeby przeprowadzano operacje. Ludzi ukrywano w gospodarstwie moich dziadków, zaangażowało się w tę działalność 90 proc. mieszkańców i nikt nie sypnął.

- Czy wiecie kim był Władysław Rypiński? Dowodził bandą utworzoną przez UB. Mordowali ludzi, zostawiając ciała przy płocie - przypominała Przybyłowska. - Działalnością tej bandy obciążano podziemie niepodległościowe. Powtarzano, że należy zniszczyć partyzantów fizycznie i moralnie, w świadomości ludzi starano się uczynić z nich bandytów. Wciąż wiele osób tak sądzi. Mówimy o czasach, kiedy żyjący zazdrościli tym, którzy ginęli z bronią w ręku. Więźniów maltretowano aż do utraty przytomności. Wiktor Grabski, który z moim ojcem dzielił się jednym siennikiem, opowiadał mi, że ojciec długo się trzymał, lecz któregoś dnia wrócił załamany. Pokazali mu, jak torturowali ciężarną żonę. Nie dziwię się, że się przyznał do tych bzdur, które mu zarzucano. Doszło do procesu, z którego zrobiono pokazówkę. Relacją zajmowała się Wanda Odolska, mama nazywała ją szczekaczką. W 1991 roku brat złożył wniosek do sądu wniosek o kasację wyroku z 1949 roku i rehabilitację. Proces ciągnął się 15 lat. Przedstawialiśmy naszą wersję, po czym przychodził jeden komuch i stwierdzał, że to byli bandyci, sąd odraczał sprawę. Przesłano pismo do Niemiec, aby zapytać czy ojciec współpracował z gestapo. Zaprzeczyli, więc wymyślono, że trzeba pytać w Związku Radzieckim. Rosjanie pismo olali. Zdenerwowałam się. Zapytałam, czy w takim razie wyślemy też pismo do Chińskiej Republiki Ludowej – proces zakończył się uchyleniem komunistycznego wyroku w całości.

Marek Franczak, syn ostatniego Żołnierza Wyklętego, Józefa Franczaka, opowiadał życiorys swojego ojca. Najpierw była dezercja z drugiej armii Ludowego Wojska Polskiego (niszczyli podziemie niepodległościowe), później służba z majorem Hieronimem Dekutowskim ps. Zapora i Zdzisławem Brońskim, ps. Uskok. - W końcu ujęli Zaporę, Broński wysadził się granatem, Adam Stanisław Kuchcewicz ps. Wiktor zginął w 1953 roku, ojciec został sam. Walczył o przetrwanie, co nie znaczy, że się go nie bali. Do komitetu partyjnego PZPR wpłynęło pismo, aby zrobić porządek z bandytą Franczakiem, bo przez niego nie można organizować struktur partyjnych. Chciał się ujawnić, ale wiedział, że dostanie czapę. Zginął, kiedy miałem pięć lat. Widziałem go tylko raz. Pamiętam jak przez mgłę zarys mężczyzny wychodzącego z kupki zboża. Nie wiedziałem wówczas, że to mój tata. Zarzut o podstawianiu mieszkańcom pistoletu do skroni, aby zmusić do pomocy, to perfidne kłamstwo. Bądźmy szczerzy, na samych jagodach w lesie by nie przeżyli. Mieszkańcy wiedzieli, że ten człowiek ukrywający się w leśnej gęstwinie jest namiastką wolnej Polski.

Najbardziej boli go, że w przypadku ojca zdrajcą okazał się członek dalszej rodziny. - Sprzedał za judaszowe srebrniki, chociaż wiedział co się stanie. Bawiłem się z jego dziećmi. Kiedy ojciec schował się, aby przeładować pistolet, dosięgły go kule. Ciało zabrano i pogrzebano. Dowiedzieliśmy się, w którym miejscu. Zwłoki zawinięte w prześcieradło odkopano po trzech, czterech dniach. Brakowało głowy. Długo mnie zbywano, w końcu śledztwo umorzono. W prokuraturze tłumaczyli, że głowę odjęto, aby uniemożliwić identyfikację... dentystów, u których ojciec leczył zęby.

Czaszkę znaleziono, odbyła się uroczysta msza w Piaskach i pochówek. - Moja mama podejrzewała, że ojca zdradził Stanisław Mazur. Mieszkał z żoną w Lublinie, zajmował się stolarką. Jak można patrzeć w oczy synowi człowieka, którego się sprzedało? Jego dzieci? Są niewinne, ale nie utrzymujemy kontaktów. Swoim rówieśnikom zazdrościłem ojców. Szczególnych upokorzeń jako syn jednego z Wyklętych nie zaznałem, chociaż zdarzali się nauczyciele „umilający” życie, do liceum nie chcieli przyjąć. Kiedy jechałem z kolegami na zabawę, auto zatrzymywała milicja, wyciągano mnie ze środka i pałowali. Tylko bardziej zniechęcili do władzy, wyrobili charakter.

W przypadku Bożeny Przybyłowskiej problemy dosięgły jej mamę po wyjściu z więzienia. We Włocławku nie mogła znaleźć pracy, wyjechali do Szczecina. - Mama nie przyznała się w tej fabryce włókien sztucznych, że wcześniej była więźniarką. Ponownie wyszła za mąż. Ojczym może nie kochał mocno, ale dbał o nas. Po powrocie do Włocławka znów było gorzej, władza sobie o nas przypomniała. Inwigilował ją sąsiad pracujący w milicji. Uspokajał, że nic złego nie pisze. Mama zmarła w 1978 roku.  

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.