Reklama

Reklama

SLD: Ten pacjent jeszcze żyje [WYWIAD]

Opublikowano: 11 marca 2015 10:54
Autor:

SLD: Ten pacjent jeszcze żyje [WYWIAD] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Litosława Koper zastąpiła Arkadiusza Iwaniaka na stanowisku przewodniczącego płockich struktur Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wygrywając z Piotrem Tollikiem w atmosferze, której dużo brakowało do pełnej harmonii. Teraz, gdy SLD dla niektórych może być tonącym okrętem, to jej przypadnie znalezienie szalupy ratunkowej. Jaki ma pomysł?

Reklama

Litosława Koper zastąpiła Arkadiusza Iwaniaka na stanowisku przewodniczącego płockich struktur Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wygrywając z Piotrem Tollikiem w atmosferze, której dużo brakowało do pełnej harmonii. Teraz, gdy SLD dla niektórych może być tonącym okrętem, to jej przypadnie znalezienie szalupy ratunkowej. Jaki ma pomysł?

Dyrektorka Młodzieżowego Domu Kultury startuje z niełatwej pozycji, bo SLD wydaje się tak samo milczące, jak ich kandydatka na prezydenta kraju, Magdalena Ogórek. Poza tym Litosława Koper starała się o mandat radnej, rozdając pęczki koperku i chodząc od drzwi do drzwi mieszkańców, ale i tak wyborcy wskazali jej ławkę co najwyżej rezerwową, jeśli będzie chciała startować za cztery lata w kolejnym rozdaniu do rady miasta.

Później, w tych samych partyjnych barwach, spróbowała swoich sił, aby zostać przewodniczącą płockiego Sojuszu. Udało się, chociaż w trakcie konwencji wyraźnie zarysowywał się podział na dwa obozy. Litosława Koper, tuż po ogłoszeniu wyników, zapewniała spokojnie, że podwija rękawy i zabiera się do pracy. Już zrobiło się zresztą jakby głośniej za sprawą porozstawianych billboardów z hasłem "Konkubina też rodzina. Szanuj bliźniego swego jak siebie samego".

Portal Płock: SLD nie kojarzy się zbyt dobrze. Czy to nie statek, który powoli tonie?

Litosława Koper: To prawda, że sytuacja na scenie politycznej jest trudna. Pomimo że wynik wyborów samorządowych SLD w odniesieniu do notowań krajowych był blisko dwukrotnie większy, to z uwagi na arytmetykę wyborczą i zdradliwą metodę D’Hondta, dał nam tylko dwa mandaty w radzie miasta. Wiele do życzenia pozostawiało ułożenie list wyborczych, o czym wielokrotnie podczas spotkań wspominali nasi członkowie.  Jednak na ostatniej konwencji płockiego Sojuszu, która była niezwykle burzliwa, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, okazało się, że cała ta sytuacja pobudziła ludzi do aktywności, a nie jak można by było przewidywać, do apatii i rezygnacji.

Po kolejnej wyborczej porażce, szykujecie się już na kolejne rozdanie?

Na ostatnich wyborach samorządowych świat się nie kończy. Mamy przed sobą wybory prezydenckie i parlamentarne w tym roku, a już niespełna za cztery lata kolejne wybory samorządowe. Przed nami ogrom ciężkiej pracy, której się nie boję, z optymizmem patrzę w przyszłość i ten sposób polecam każdemu!

Jak SLD ma być słyszalne, skoro ostatnia konwencja ujawniła jedynie wewnętrzne tarcia i brak zgody? To bardziej przypominało bałagan i awanturę …

- Rzeczywiście tak to nazwano. Myślę, że jest to wysoce nietrafne określenie. Prawdą jest, że na zgromadzeniu tym było bardzo dużo emocji, które momentami sprawiały wrażenie chaosu. Chcę mocno podkreślić, że wszystko odbywało się w burzliwej, ale merytorycznej atmosferze, przy zachowaniu wszystkich reguł politycznej dyskusji. Trzeba zwrócić uwagę na bardzo wysoką frekwencję, której w ostatnich latach nie zanotowaliśmy na żadnych ważniejszych zebraniach w naszej partii. Wybieraliśmy nowe władze po przegranych wyborach, więc nie ma co się dziwić ludzkim emocjom. Dla naszych przeciwników to ważna informacja - pacjent jeszcze żyje i ma się całkiem dobrze!

To na co milcząca pani Ogórek?

Gdyby SLD zaproponowało kandydata czy kandydatkę z pierwszych stron gazet, byłaby to osoba pełna słów, które wszyscy już słyszeli. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że nikt z kandydatów w wyścigu o fotel prezydenta nie wzbudził tak ogromnych emocji i kontrowersji. Nasza kandydatka jest we wszystkich mediach i wszyscy z ogromną ciekawością i zainteresowaniem obserwują jej poczynania. Co do kwestii jej milczenia, trzeba zauważyć, że sytuacja zaczyna się zmieniać. Pani Magdalena wychodzi do ludzi, rozmawia z dziennikarzami i być może ku przerażeniu kontrkandydatów, spotyka się z niezwykle ciepłym przyjęciem potencjalnych wyborców. Dajmy jej trochę czasu, a efekt tej kampanii może niektórych bardzo zaskoczyć. Dodam, że wystawienie kandydatury pani Magdaleny Ogórek to również dowód na to, że SLD podejmuje inne formuły funkcjonowania i daje nowe szanse na przyszłość.

Tymczasem w Płocku trwają czystki z ludzi Sojuszu w strukturach miejskich…

Faktycznie, ludzie związani z SLD zaczynają tracić pracę, jak choćby dotychczasowy wiceprezes ARS oraz szereg ludzi, którzy byli w radach nadzorczych miejskich spółek. Dla mnie najistotniejsze jest to, że ani ja ani państwo zapewne nie słyszeli, że były do tych osób i ich pracy zastrzeżenia merytoryczne. To osoby dobrze wykształcone, kreatywne i proszę mi wierzyć, na pewno dadzą sobie radę w nowej rzeczywistości. Widzimy również, kto zajmuje ich miejsca. Są to ludzie związani z obecnym koalicjantem - Polskim Stronnictwem Ludowym, co jest rzeczą naturalną i powszechną w polityce. Wiemy, że to następstwo przegranych wyborów, ale ta sytuacja nas mobilizuje,  aby utracone miejsca odzyskać.

A co ze stroną internetową? W programie stawiacie na komunikację, a nawet ta zawodzi.

Rzeczywiście od wyborów samorządowych na stronach płockiego Sojuszu niewiele się działo, ale sytuacja wkrótce sytuacja ulegnie zmianie. Do tej pory nie miałam mandatu do kreowania SLD-owskiej rzeczywistości w naszym mieście, zatem nie podejmowałam tego zadania.

Twierdzicie, że stawiacie na młodych.

Przed konwencją powstały zespoły programowe, które zajęły się tworzeniem tez do nowego programu płockiego SLD. W tworzenie tego dokumentu, podkreślam - z własnej inicjatywy, zaangażowały się również osoby, które nie są członkami SLD. To w większości młodzi ludzie, którzy maja lewicowe poglądy i sympatyzują z naszą organizacją, ale nie chcą być formalnymi członkami struktur. To oni tworzą zalążki programu oraz sposobu działania Sojuszu na przyszłość.

Tylko czy aby na pewno młodzi chcą do polityki, może jednak nią gardzą?

Ależ my rozmawiamy z wieloma środowiskami, w tym również z młodzieżą. Pytamy, co tak naprawdę jest dla nich ważne, jakie treści, formy działania będą dla nich atrakcyjne i zachęcające do współpracy z nami. Wkrótce zaprezentujemy mieszkańcom miasta efekt tych prac - pakiet projektów do zaakceptowania i przedstawienia władzom miasta. Na wszystkich ich płaszczyznach przewijają się treści niezwykle ważne dla młodych ludzi, chociażby jak kwestie bezrobocia, umów śmieciowych, związków partnerskich czy in vitro. Podejmujemy także ostatnio zapomniane, a niezwykle istotne dla niektórych, kwestie światopoglądowe, jak choćby relacje państwo - Kościół.

Dała sobie Pani czas na uzyskanie miarodajnych efektów?

Nie chcę podejmować pochopnych decyzji. Jestem zwolenniczką konkretnych, przemyślanych ruchów i nie chcę być przez kogokolwiek ponaglana. Zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na mnie spoczywa, jak również z tego, że  wcześniej nie miałam wpływu na wiele działań. Teraz przede mną biała kartka i to ode mnie zależy, jak ją zapiszę i  jak wielu ludzi będzie chciało z mną tę nową historię tworzyć.

To co jest teraz najważniejsze?

Mam świadomość, że nie mamy zbyt wiele czasu na odbudowanie pozycji Sojuszu na płockiej scenie politycznej. Zbliżające się wybory prezydenckie i parlamentarne to dla nas wszystkich bardzo ważny test. Zamierzamy włożyć mnóstwo pracy, aby wspomóc globalny wynik SLD w plebiscycie wyborczym. Nie zapominamy też o wyborach do rad osiedli za niespełna dwa lata. A tak naprawdę najważniejszym testem będą wybory samorządowe za cztery lata i zapewniam, że przygotowania do tego wydarzenia już się rozpoczęły.

Kobieta da radę przekonać do siebie niedowiarków?

W powszechnej opinii dziennikarz to też zawód dla mężczyzn, a pani redaktor jest dowodem na to, że kobiety również świetnie realizują się w tym zawodzie. Mówi się również, że polityka, to środowisko dla mężczyzn. Co w takim razie robi tam premier Ewa Kopacz, kanclerz Angela Merkel czy obecne kandydatki na prezydenta RP. Czy nie dam sobie rady na stanowisku przewodniczącej, bo jestem kobietą? Myślę, że jest to pytanie retoryczne. Zwłaszcza dla tych, którzy mnie znają. Funkcjonuję na płaszczyźnie, zarówno politycznej, jak i społecznej od wielu lat. Prowadziłam biuro poselskie tragicznie zmarłej posłanki Jolanty Szymanek-Deresz, brałam udział w wielu kampaniach wyborczych, jestem dyrektorką Młodzieżowego Domu Kultury w Płocku, a teraz zostałam wybrana na przewodniczącą Miejskiej Rady SLD. Pokazuje to, że jestem kobietą aktywną, ambitną, kreatywną i do granic możliwości zaangażowaną w realizowane projekty. Do tej pory wielokrotnie radziłam sobie w świecie teoretycznie zdominowanym przez mężczyzn – zatem płeć nie ma tu nic do rzeczy.

Czytaj też:

Fot. Tomasz Miecznik / Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (5)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.