Reklama

Pukał w dno od spodu. Wygrał z nałogiem, a dziś inspiruje innych

Opublikowano:
Autor:

Pukał w dno od spodu. Wygrał z nałogiem, a dziś inspiruje innych - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Jerzy Górski przez 14 lat był narkomanem. Wygrał jednak z nałogiem, a zaraz później mistrzostwo świata w podwójnym Ironmanie. Jak to możliwe, że człowiek który zaledwie kilka lat wcześniej wstrzykiwał sobie heroinę i palił 100 papierosów dziennie, pokonał tak morderczy dystans? Trudno w to uwierzyć i właśnie dlatego książkę i film o jego historii zatytułowano "Najlepszy".

Jerzy Górski przez 14 lat był narkomanem. Wygrał jednak z nałogiem, a zaraz później mistrzostwo świata w podwójnym Ironmanie. Jak to możliwe, że człowiek który zaledwie kilka lat wcześniej wstrzykiwał sobie heroinę i palił 100 papierosów dziennie, pokonał tak morderczy dystans? Trudno w to uwierzyć i właśnie dlatego książkę i film o jego historii zatytułowano "Najlepszy". 

Na spotkanie z Jerzym Górskim do Novego Kina "Przedwiośnie" zaprosił Płocki Klub Wesołego Biegacza. Spotkanie poprzedził pokaz specjalny filmu "Najlepszy", z którego dochód przeznaczony jest na pomoc dla małego Jana Walosa, który urodził się bez kości piszczelowych. Taki właśnie jest dziś Jerzy Górski - pomaga, inspiruje, choć jak powtarza - nie ma gotowej recepty dla każdego. 

Sam swoje życie dzieli na cztery etapy. Pierwsze to dzieciństwo, spędzone z rodzicami w niewielkim mieszkaniu z Legnicy. Alkohol i przemoc nie były niczym niezwykłym. Potem zaczęło się drugie życie, które również potrwało 14 lat. Można się domyślać, że ze względu na używki druga "czternastka" zleciała dużo szybciej. A było ich cała masa. 

- W 1969 r. inspirował mnie amerykański Woodstock - kolorowe spodnie, długie włosy, wolny seks. W wieku 15 lat dostałem morfinę. Powiedziano mi: "zobaczysz, jak będzie zaj***ście". Nie powiedzieli mi jednak, że ten świat nie będzie kolorowy, że będę miał problemy. Nikt mi tego nie wytłumaczył - mówił na spotkaniu w "Przedwiośniu". 

W pewnym momencie powiedział sobie "dość". Zainspirował się wolnością, o której mówił legendarny Marek Kotański. W wieku 29 lat trafił do Monaru i zaczęło się trzecie życie. Jak mówi, nie miał wówczas nic. Jedyną jego umiejętnością było pozyskiwanie narkotyków i był w tym najlepszy. W ośrodku panowały bardzo surowe reguły, ale tak właśnie Kotański wyprowadzał młodych ludzi na prostą. W ośrodku każdy zaczyna z pozycji nowicjusza, potem może awansować na domownika i na końcu na monarowca. Nowicjusz oczywiście jest na samym dole hierarchii i musi golić głowę - to swojego rodzaju symbol upadku. 

Jednym z elementów terapii w Monarze jest też bieganie. Kiedy trzy dni po odstawieniu Górski miał po raz pierwszy przebiec 1700 metrów, prawie nie dał rady. Był wrakiem. Nic dziwnego, w końcu przez kilkanaście ostatnich lat regularnie zażywał kilogramy narkotyków i jak mówi palił po sto papierosów dziennie. Nie poddał się jednak, a po siedmiu miesiącach pobytu w Monarze przebiegł pierwszy maraton z czasem 3:56. Nie trzeba chyba mówić, że olimpijczycy 42 kilometry przebiegają w nieco ponad dwie godziny. 

- Wpadłem w kolejny nałóg. Teraz nie idę na heroinę, a pobiegać - śmieje się. 

W historii Jurka Górskiego nie byłoby może nic aż nadto nadzwyczajnego, gdyby w 1990 roku nie został mistrzem świata w podwójnym Ironmanie. To 7,6 km pływania, 360 km jazdy na rowerze i 84 km biegu. Nadludzki wysiłek i nic dziwnego, że nie może podjąć go każdy - zawodnicy musieli dostać specjalne zaproszenie. Górski pokonał ten dystans w 24 godziny, 47 minut i 46 sekund. 

Historia tak niesamowita, że powstała książka "Najlepszy", a w zeszłym roku do kin wszedł film o tym samym tytule. I to właśnie początek czwartego życia. Dziś Jerzy Górski jest zagorzałym abstynentem, który codziennie o 5:00 rano chodzi na basen. Jak przyznaje, na ramieniu siedzi mały Jurek, który mówi mu żeby się nie wygłupiał i położył spać. W filmie przedstawione jest to jako alter ego z dawnego życia, z którym zrywający z nałogiem Górski walczy.

- Pewne rzeczy są zatarte w głowie, ale pamiętam, kim byłem. Nigdy tego nie ukrywałem, nawet przed córkami [ma dwie - przyp. autora]. Czasu bym nie cofnął, bo nie byłbym tu gdzie jestem, gdybym nie pokonał tej drogi - mówi. - Mam plecak i nikt mi go nie ściągnie.

Przyznaje, że bał się tego, jak wyjdzie film. Choć przyznaje też, że momentami film rządzi się swoimi prawami. W rolę Górskiego wcielił się Jakub Gierszał, a na ekranie wystąpili też Janusz Gajos, Kamila Kamińska, Magdalena Cielecka, Arkadiusz Jakubik czy Adam Woronowicz.

- Gierszał miał przerąbane, bo nie umiał pływać - zdradził widowni. - Nie konsultowałem z nim jego roli. Rozmawialiśmy raz, ale poczułem do niego pewne ciepło. To on musiał wiedzieć, jak zagrać i czym jest narkomania. To on musiał schudnąć, żeby grać młodego Jurka. Miał trudne zadanie, ale nie dał się namówić na triathlon. On i tak jest triathlonistą, bo sceny w Stanach Zjednoczonych kręcili po kilkanaście razy. Mówiłem, że połówkę triathlonu i tak zrobił.

64-letni dziś Górski jest inspiracją dla innych, choć jak powtarza - gotowej recepty dla nikogo nie ma i nie chce być jak Kaszpirowski. Przyznaje też, że czerpie z tego satysfakcję. Zaangażował się m.in. w pomoc więźniom z zakładu karnego w Rawiczu, którzy zwrócili się do niego z prośbą o pomoc. 

- Pojechałem do tego zakładu i rzeczywiście biegali. 16 osób biegało, 100 okrążeń po spacerniaku 210 metrów. Drugie 16 notowało okrążenia - opisuje. 

Zaangażował się w pomoc w tym zakładzie, choć podczas pobytu w Płocku odwiedził też płocki. Więźniowie w marcu zaczynają treningi, a w październiku biegają "Złotą setkę", a w Poznaniu udało mu się namówić służby więzienne na zorganizowanie 24-godzinnego biegu na spacerniaku. 

- Wielu z nich przyjeżdża na zawody do mnie. To jest fajne, że można się dzielić, dać z siebie drugiemu człowiekowi. Też się państwo w pracy czy szkole dzielicie swoją wiedzą. Raz odebrałem numer od jednego byłego więźnia, który powiedział "Panie Jurku, ku**a, nareszcie biegnę prosto". 

Górski nie ma problemu z tym, żeby przyznać się, że jest uzależnionym narkomanem. Dziś ma inne uzależnienie, jest nim sport, choć ogranicza go choroba serca. Osiem tygodni temu podjął z nią walkę. Codziennie bierze garść leków, jest po dwóch ablacjach. Przeszedł też na dietę bezglutenową. A co z byłymi kolegami z Legnicy, z którymi popadł w nałóg? Odpowiedział, że wielu się udało, ale równie wielu już odeszło.

- Dziś ćpam w ten sposób, ale ja nadal jestem uzależniony. To po prostu inny sposób uzależnienia. Każdy jest od czegoś uzależniony, ale to kwestia tego, czy robimy komuś albo sobie krzywdę. Jak mnie coś wkurza, to w samochodzie zawsze mam coś na fitness. Asystentka patrzy na mnie dziwnie, ale wie, gdzie ja idę. Nie na heroinę, a pobiegać. Kiedy wracam, inaczej rozmawiam i rozwiązuję problemy. Cały czas ćpam - śmieje się. 

Gość Przedwiośnia odniósł się także do wtorkowej porażki reprezentacji Polski z Senegalem.

- Nie jestem zakochany w piłce, ale wiem jak to jest w sporcie. Im po prostu nie wyszło, może mieli taki dzień. Nie narzekajmy jednak na tę drużynę, dajmy jej szansę. Nie bądźmy ekspertami, że "to jest najgorsza drużyna". Poczekajmy, co się stanie. 

Cały czas stawia sobie nowe cele, choć ze względu na zdrowie musi się ograniczać. Ze względu na serce nie może przekroczyć tętna powyżej 120. Na koniec zwrócił się jeszcze do obecnych z apelem.

- Nie dajcie sobie wmówić, że czegoś nie potraficie. To tylko w waszych głowach - zapewnił.  

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE