Ostatnie lata w Polsce przebiegły pod znakiem inflacji. Niektóre produkty kosztowały więcej z miesiąca na miesiąc, a roczna inflacja, ta oficjalna, sięgała w rekordowym okresie nawet 14,4%. To oczywiście uśredniony odczyt, niektóre towary i usługi zdrożały znacznie bardziej. Nieporównywalne są chociażby ceny nieruchomości.
Duży wpływ na inflację miały wzrost cen nośników energii - prądu, paliwa, ogrzewania. Rosła płaca minimalna, a finalnie rosły ceny towarów i usług.
Od 2 lat Polska jest jednak mniej więcej w celu inflacyjnym - w 2024 inflacja wyniosła 3,6%, w 2025 średnia z 11 miesięcy to 3,8% (czekamy na odczyt GUS z grudnia). Wydaje się, że czasy dwucyfrowej inflacji są już, przynajmniej na razie, za nami, a prognozy na 2026 też są optymistycznie.
Profesor apeluje do konsumentów
We wtorek 6 stycznia jednym z gości programu "Punkt Widzenia Jankowskiego" był profesor Ireneusz Dąbrowski, ekonomista, członek Rady Polityki Pieniężnej. Przekazał, że także w jego prognozie w 2026 rok inflacja będzie w celu, ok 2,5% (cel inflacyjny NBP to między 1,5 a 3,5%). To inflacja, która nie powoduje już negatywnych zjawisk.
Profesor Dąbrowski ocenił, że na obniżenie inflacji duży wpływ miał spadek cen paliw oraz ogromny import tanich, chińskich towarów.
- Jedyny problem, który jeszcze zostanie, a będzie się zmniejszał, to cena usług. To mój apel do telewidzów, żeby nie pozwalali na podnoszenie cen i pytali się dlaczego ci fryzjerzy podnoszą ceny, żeby naprawdę postawili "veto" w niektórych przypadkach
- powiedział profesor Dąbrowski.
Profesor Dąbrowski wskazał, że konsumenci muszą wpłynąć na zmiany usług "nogami".
- "Podniósł pan cenę, to ja idę do konkurencji. Bardzo pana przepraszam, lubię pana, strzygłem się tu 10 lat, ale podniósł pan cenę za bardzo, idę do konkurencji. Musi pan obniżyć cenę". Nie ma w tej chwili powodów, by podnosić ceny w usługach. To poszukiwania nadmiarowych zysków
- ocenił członek RPP.
Profesor Ireneusz Dąbrowski podkreślał, że to dotyczy każdej dziedziny. Porównał to do sytuacji z kredytami frankowymi.
- To nawet trochę za daleko poszło, ale to był taki przełom, kiedy konsumenci powiedzieli "stop"
- powiedział.
Finalnie najważniejszy jest konsument.
Komentarze (0)