Reklama

Reklama

Próbowali pomóc, choć nie wszystkie pieski zdołali uratować. Było już za późno

Opublikowano: śr, 8 maj 2019 13:42
Autor:

Próbowali pomóc, choć nie wszystkie pieski zdołali uratować. Było już za późno - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Ta historia jest bardzo smutna. O bezdomnej, samotnej,ale dzielnej suczce, którą ma rezerwę wobec człowieka i ma ku temu powody. Nazwano ją Bella, piękna. - Na widok zbliżającego się człowieka przygląda się z zainteresowaniem, jednak przekroczenie jej strefy komfortu, czyli 2 metrów od kojca, już powoduje strach..... Ile krzywdy musiał zadać jej człowiek? - zastanawiają się w Płockim Towarzystwie Pomocy Zwierzętom ARKA.

Reklama

Ta historia jest bardzo smutna. O bezdomnej, samotnej,ale dzielnej suczce, którą ma rezerwę wobec człowieka i ma ku temu powody. Nazwano ją Bella, piękna. - Na widok zbliżającego się człowieka przygląda się z zainteresowaniem, jednak przekroczenie jej strefy komfortu, czyli 2 metrów od kojca, już powoduje strach..... Ile krzywdy musiał zadać jej człowiek? - zastanawiają się w Płockim Towarzystwie Pomocy Zwierzętom ARKA.

O bezdomnej, prawdopodobnie ciężarnej, suczce dowiedzieli się w marcu tego roku. Pojawiała się już od dwóch lat w gminie Mała Wieś. Były problemy z jej odłowieniem.

- Na początku, jako młody pies, garnęła się do ludzi. Lecz po miesiącach przeganiania, obrzucania kamieniami i petardami zaczęła ograniczać się do poszukiwania jedzenia i unikała kontaktów z ludźmi. Jej niechęć do ludzkiej rasy spotęgował fakt, iż jesienią 2018 roku gmina, zaalarmowana przez mieszkańców, zabrała z nory jej dzieci, a ją pozostawiła.... Tak, pozostawili ją zdezorientowaną, z sutkami pełnymi mleka, bez nadziei na lepsze jutro. Suka biegała po wsi szukając szczeniąt.

Na szczęście znalazła się osoba, której zależało na jej losie. Miała znaleźć się miejsce w jednej z warszawskich fundacji, ale najpierw należało Bellę odłowić. W ten sposób los suczki został powiązany z wolontariuszami z Płockiego Towarzystwa Pomocy Zwierzętom ARKA.

Wycieńczona, broniła szczeniąt

- To, co zastaliśmy na miejscu, poraziło nasze najbardziej wytrwałe wolontariuszki - relacjonują. - Po poszukiwaniach odnalazły sukę świeżo po porodzie w pniu drzewa, przy temperaturze 0 stopni C. Dramat dopiero się zaczął.... Część szczeniąt była bardzo wyziębiona. Trzy leżały już martwe. Suka nie dała rady się nimi zająć. Trzy kolejne były tak słabe, że dziewczyny musiały je natychmiast reanimować. Wiemy, że szczeniaki należało uśpić, ale pierwszy odruch to była natychmiastowa pomoc. Trzęsącymi się rękoma rozgrzewały maluchy. Jak po czymś takim zawieźć je do uśpienia? Jak można najpierw ratować po to, żeby zaraz je uśpić? Zdezorientowana suka chciała brać szczeniaki w zęby i uciekać na oślep, choć jej łapy odmawiały posłuszeństwa. Była tak wyczerpana, że potykała się i zataczała. Mimo wszystko broniła szczeniąt. Będąc już w klatce łapce, pozostałe malce wydawały z siebie błagalne dźwięki. Fundacja z Warszawy gdy usłyszała, że suka jest ze szczeniakami, odmówiła przyjęcia. Ot tak. Zgłaszająca dziewczyna zalała się łzami. My byłyśmy odrętwiałe z bezradności...

Maluchy były wyziębione, a oni zastanawiali się, co począć. Jedna z wolontariuszek usłyszała jęk malucha. - W akcie desperacji wymeldowała syna z jego pokoju i przeznaczyła go dla dzikiej suki i jej szczeniąt. Fakt, iż zwierzę było bardzo nieufne, niczego nie ułatwiał. Weterynarz obejrzał szczeniaki, ogrzał je w inkubatorze, a sukę zalecił obserwować. Stan Belli zaczął się jednak pogarszać. Traciła mleko, nie pozwalała dokarmiać szczeniaków, a finalnie odrzuciła je..... Siedem mordek do wykarmienia co dwie godziny plus ich wypróżnianie i ogrzewanie. Na szczęście po paru dniach dokarmiania, szczeniaki trafiły pod opiekę innej fundacji, która miała możliwość, a przede wszystkim ogromne doświadczenie w odchowaniu takich osesków i to w takiej ilości.

Suczkę poddano kastracji. Wykonywanie zastrzyków nie okazało się prostą czynnością. - Wymagało akrobacji i udziału kilku osób. Jej wizyty u weterynarza, z powodu ogromnego lęku, kończyły się tym, iż każdorazowo byłyśmy ubrudzone fekaliami. Sunia ze strachu załatwiała się pod siebie.

Obecnie sunia przebywa w kojcu, którego w zasadzie nie opuszcza. Kiedy ktoś próbuje założyć smycz, ona ją przegryza. Na widok kagańca dostaje ataku paniki i zaczyna się szarpać. - Pozwala jedynie na nikły kontakt swojej opiekunce.

Wolontariuszki dobrze wiedzą, że zachowanie Belli wynika z lęku, z walki o swoje życie. - Bo nie wiedziała, że na świecie są też dobrzy ludzie. Nie tylko tacy, którzy przeganiają, rzucają kamieniami i petardami czy okrutnie wydzierają i zabierają jej dzieci.

Suczce wciąż można pomóc, by zdołała zaufać człowiekowi. Sądzili, że Bellę wszyscy poznają już jako tę piękną, zsocjalizowaną sunię do adopcji. Leczenie, szczepienia, jedzenie i kastrację pokryli ze środków własnych. - Na dzień dzisiejszy ciało Belli jest zdrowe, ale dusza nie - przyznają. Potrzebna jest pomoc, zbierają pieniądze na hotel z całodobową opieką i pracą behawiorysty. W takich hotelach przebywają już trzy inne psy, do tego opłaty za specjalistyczną karmę, problemy zdrowotne innych psów, które również wiążą się z kolejnymi wydatkami. Wierzą jednak, że Bella potrzebuje terapii. - Mamy już zaufaną, sprawdzoną osobę i wierzymy, że dzięki Waszemu wsparciu wkrótce Bella pojawi się w albumie "Psy do adopcji".

Gdyby ktoś chciał ich wspomóc:

Płockie Towarzystwo Pomocy Zwierzętom ARKA
ING Bank Śląski S.A.
76 1050 1979 1000 0090 3139 7434
Tytułem: "darowizna dla Belli"

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.