Reklama

Reklama

Poznajcie Kmiecika, malarza bez rąk

Opublikowano: 17 kwietnia 2014 09:13
Autor:

Poznajcie Kmiecika, malarza bez rąk - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Urodził się bez rąk, ale ich brak w niczym mu nie przeszkadza. Nogami maluje niesamowicie kolorowe obrazy. Jak mówi jego żona Monika, lubi tłuc się samochodem po Polsce. Kiedyś nawet ze znaczną prędkością, za co wlepiano mu mandaty. Mieszka w Krakowie. Słucha ciężkiego metalu. Ma także pięcioro dzieci. Stanisław Kmiecik, bo o nim mowa, to artysta niekonwencjonalny i konwencjonalny zarazem. Jego obrazy można zobaczyć w Szkole Muzycznej w Płocku.

Reklama

Urodził się bez rąk, ale ich brak w niczym mu nie przeszkadza. Nogami maluje niesamowicie kolorowe obrazy. Jak mówi jego żona Monika, lubi tłuc się samochodem po Polsce. Kiedyś nawet ze znaczną prędkością, za co wlepiano mu mandaty. Mieszka w Krakowie. Słucha ciężkiego metalu. Ma także pięcioro dzieci. Stanisław Kmiecik, bo o nim mowa, to artysta niekonwencjonalny i konwencjonalny zarazem. Jego obrazy można zobaczyć w Szkole Muzycznej w Płocku.

Kiedy próbowałam porozmawiać ze Stanisławem Kmiecikiem, telefon ode mnie odebrała jego żona. Było właśnie kilka minut po godzinie dziesiątej, a ona gotowała w kuchni obiad. – Wie pani jak to jest, kiedy ma się dużą rodzinę – mówiła roześmiana. – Trzeba wszystkich nakarmić, a mój mąż jeszcze śpi, ponieważ w nocy pracował do późna – po czym poprosiła mnie, abym zadzwoniła za kilka godzin. Przy drugim podejściu także poprosiła o cierpliwość, ponieważ pan Stanisław aktualnie przebywał w swojej pracowni na ostatnim piętrze domu. Spróbowałam trzeci raz i udało się. Artysta odebrał osobiście, choć od razu poinformował mnie, że nie ma ochoty na rozmowę. Właśnie pracuje nad kolejnym obrazem. Czuję, że nasza rozmowa będzie bardzo krótka….

Stanisław Kmiecik urodził się w Klęczanach koło Nowego Sącza w 1971 roku. Bez rąk. Od piątego roku życia maluje i szkicuje za pomocą ust i nóg. Jest samoukiem. Na jego obrazach najczęściej widzimy krajobrazy rodzinnych okolic twórcy, martwą naturę, zdarzają się obrazy wręcz wciągające w surrealistyczne wizje malarza. Inspiracje czerpie z tytułów albumów muzyki metalowej. „South of Heaven” grupy Slayer uosabia na przykład sad pełen kwitnącego kwiecia. Kmiecik chętnie maluje również akty i nie widzi w tym nic zdrożnego. Tylko bardzo rzadko umieszcza na swoich płótnach ludzi, po prostu nie lubi ich malować.

- Wstaję i czuję w sobie potrzebę sięgnięcia po akwarele, akryl czy temperę – odpowiada na moje pytanie o to, w jaki sposób i kiedy nachodzi go wena. W jakich warunkach pracuje? W ciszy, przy muzyce… - Wszystko na raz – szybko odpowiada. – Zależnie od tego, co będzie tematem pracy.

 – Stanisław pracuje nawet przez 20 godzin bez przerwy. Aż skończy -
dopowiada jego żona. - Nie wolno mu wówczas przeszkadzać. Trzeba uszanować wolę artysty, nic go od płótna nie oderwie – tłumaczy mi niechęć męża do rozmowy.

Na fotografiach widać, że malarz często nosi skórzane spodnie. Właśnie takie zakładają metalowcy. W domu głośno słucha muzyki. Piątki rezerwuje na zabawę ze znajomymi. – Można nas spotkać na koncertach i wystawach – informuje mnie jego żona. – Jeździmy po całej Polsce, właśnie byliśmy na koncercie Renaty Przemyk – dopowiada. I rzeczywiście, widać jego sympatyzowanie z dźwiękami. Kmiecik pytał mnie o znajomość twórczości Kazika Staszewskiego, a na próbę zagadnięcia o chwilę zwątpienia związaną z niepełnosprawnością, przytacza tekst ze starej piosenki „tego nikt nie zgadnie, co mam w sercu na dnie”. Na konkretniejszą odpowiedź nie mam co liczyć.

Czym jest dla niego malarstwo? Pasją, sposobem na życie, zarobkiem? - staram się dociekać. – Teraz to już nie wiem – kwituje Stanisław Kmiecik.

- Od 1989 roku mąż jest stypendystą Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami z siedzibą w Księstwie Lichtenstein – dodaje później jego żona Monika. – Trudno w sumie rozsądzić – i zaczyna opowiadać o tym, jak przemierzają dosłownie całą Polskę od jednej do drugiej wystawy organizowanej przez wydawnictwo „Amun” z  Raciborza, które zajmuje się
dystrybucją kartek i kalendarzy z motywami namalowanymi wyłącznie przez artystów niepełnosprawnych. Mecenas Kmiecika pomaga im w organizowaniu wystaw indywidualnych nie tylko w miastach Polski, ale także za granicą. Artysta nie stroni od pokazywania swoich umiejętności przed publicznością. Takie spotkania finansuje z własnej kieszeni. Jak utrzymuje, wystawy go nie stresują . Liczy się poczucie, że czas na ich wykonanie, nie został zmarnowany. Kmiecik został już zresztą doceniony. Jego prace zdobiły ściany wiedeńskiego muzeum Albertina, gdzie artyści trafiają na ogół … pośmiertnie.

Nie samą sztuką człowiek żyje, nawet sławny malarz. Kim Kmiecik zostałby, gdyby nie talent plastyczny? – Strzeliłbym sobie w łeb – wypala błyskawicznie do słuchawki. – Księdzem chciałem zostać. A może butelka jakiegoś trunku wydawałaby się nadzwyczajnie kusząca. Jeśli nie znam swojego talentu, to muszę go znaleźć – słyszę od niego. On odkrył swój bardzo wcześnie.

Pasję do malarstwa łączy z ulubionymi grami komputerowymi oraz jazdą samochodem, który sam prowadzi nogami. W bucie ukrywa pilota. Otwiera za jego pomocą drzwi auta, stopą natomiast wkłada kluczyki do stacyjki. I rusza. Brał już z resztą udział w rajdach samochodów terenowych 4x4. – Dla niego to żaden wyczyn, tylko do pokonania górzysta droga do domu – wyjaśnia pani Monika Kmiecik. – Ale już nie jeździ tak szybko jak dawniej, mając liczną rodzinę – zaraz dodaje.

Własnym przykładem Kmiecik udowadnia, że brak rąk w niczym nie przesądza. Nie zamierza uczyć innych tolerancji w stosunku do osób niepełnosprawnych, a raczej normalności. Trzeba cieszyć się życiem. – W domu jest jak na dworcu – opowiada żona malarza. - Prowadzimy dom otwarty. Ciągle przebywają u nas jacyś znajomi, także niepełnosprawni. U nas nie ma żadnych barier – przyznaje.

Spichlerz w Nowym Miszewie ugości artystę już niebawem. Tuż po świętach (22 kwietnia) o godzinie 10 odbędzie się warsztatowe spotkanie dla dzieci, uczestników warsztatów terapii oraz mieszkańców Domu Pomocy Społecznej „Nad Jarem”. Państwowa Szkoła Muzyczna im. Karola Szymanowskiego w Płocku organizuje z kolei o godzinie 17 finisaż wystawy jego prac zatytułowanej „Człowiek z krajobrazu”, nad którą czuwa płocki fotograf Marek Konarski. W ramach wydarzenia zostanie także wyświetlony film dokumentalny o Stanisławie Kmiciku w reżyserii Michała Olszańskiego. Następnego dnia zaplanowano także dwa spotkania malarza z uczniami szkoły, które odbędą się w sali koncertowej o godzinie 9 i 11.

Na zdjęciach: wystawa obrazów w Szkole Muzycznej, fot. Tomasz Miecznik/Portal Płock, zdjęcia z archiwum artysty

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.