Reklama

Po pożarze: O mało co nie zginęliśmy

Opublikowano:
Autor:

Po pożarze: O mało co nie zginęliśmy  - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Nasz czytelnik, który był świadkiem pożaru w Drobinie, przedstawił nam swoją wersję wydarzeń z dzisiejszej nocy. I nie może darować policji nieprofesjonalnego - jego zdaniem, postępowania.

Nasz czytelnik, który był świadkiem pożaru w Drobinie, przedstawił nam swoją wersję wydarzeń z dzisiejszej nocy. I nie może darować policji nieprofesjonalnego - jego zdaniem, postępowania.

Jak już pisaliśmy, dziś w nocy w Drobinie wybuchł pożar, w którym spaliły się dwa budynki usługowo-mieszkalne. W jednym z pomieszczeń ujawniono zwłoki 26-letniego mężczyzny.

W krótkim artykule na ten temat napisaliśmy, że - jak podał rzecznik płockiej policji, Krzysztof Piasek, „z budynku ewakuowano ok. 30 osób”.

- To nieprawda, policja nikogo nie ewakuowała - kilka godzin po publikacji artykułu otrzymaliśmy telefon od oburzonego czytelnika, który miał być bezpośrednim świadkiem nocnej tragedii.- Ludzie sami się ewakuowali! Jakbyśmy czekali na ich ewakuację, to byśmy tam wszyscy spłonęli, nie tylko on (26-latek, który zginął w pożarze).

Mężczyzna opowiada z przejęciem: - Obudziłem się, jak już było głośno, straż gasiła ogień. Zanim policjanci przyszli na miejsce, ludzi już w domach nie było, więc nie było żadnej ewakuacji. Tylko matula chodziła i mówiła, żeby szukać jej syna. A jak strażacy gasili już drugi budynek i sąsiedni, i kazali policjantom odgrodzić miejsce, żeby nie wybuchła butla z gazem, to oni nie wiedzieli w ogóle, co robić.  

Nie da się ukryć, że mieszkaniec Drobina negatywnie ocenia pracę drobińskiej policji. Jego zdaniem, policjanci również teraz nie stanęli na wysokości zadania. Nie wie, co było przyczyną pożaru.

Komentuje  rzecznik płockiej straży pożarnej, Edward Mysera: w przypadku pożaru to dowódca akcji gaśniczej każdorazowo podejmuje decyzję o konieczności ewakuacji i jej zakresie, czyli liczbie osób, które muszą opuścić dane miejsce. Czasami wraz z rozwojem sytuacji, może też zmienić decyzję i na przykład rozszerzyć konieczność ewakuacji o kolejne budynki. Ale zawsze jest to decyzja dowódcy akcji, a nie policji. Policjanci mają do wykonania zadania pomocnicze i dochodzeniowe. Zabezpieczają miejsce zdarzenia, by na teren objęty pożarem nie dostały się osoby postronne, kierują ruchem samochodowym, a już po zakończeniu akcji gaśniczej rozpoczynają śledztwo w sprawie przyczyn i okoliczności, w jakich doszło do pożaru. Policja nie jest odpowiedzialna ani za ewakuację, ani za sprawdzanie płonących pomieszczeń, zwłaszcza że nie ma odpowiedniego stroju ani przeszkolenia. To zadanie strażaków i tak zostało wykonane również tragicznej nocy. Równolegle do akcji gaśniczej trwało przeszukiwanie pomieszczeń objętych pożarem budynków. Nie mam żadnych informacji, by działanie służb na miejscu było nieprawidłowe. Wręcz przeciwnie - dowodem na to, że strażacy stanęli na wysokości zadania był fakt, że udało się obronić sąsiednie budynki.

Sygnałów o nieudolności działań służb nie odnotowała również płocka policja. - Nie mamy uprawnień, by podejmować decyzje o ewakuacji i nasza rola polega na ustaleniu okoliczności,  w jakich doszło do wybuchu pożaru i  zabezpieczenia miejsca zdarzenia - w podobnym tonie co rzecznik strażaków wypowiada się  Krzysztof Piasek, rzecznik płockiej policji. - Policjantów obowiązują procedury, których muszą przestrzegać i tak było również w tym przypadku. Nie wpłynęła do nas najmniejsza skarga świadcząca o nieudolności działania policji z Drobina podczas nocnego pożaru.

Czytaj też:

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE