Reklama

Opowiedzieli o Płocku sprzed wojny[FOTO]

Opublikowano:
Autor:

Opowiedzieli o Płocku sprzed wojny[FOTO] - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości W czwartkowy wieczór salę w Muzeum Żydów Mazowieckich przepełniły słowa starych piosenek, które niegdyś nagrał płocczanin, Liber Taub. Tytułowe „Czarne czereśnie” smakowały raz słodko, aby po chwili pozostawić po sobie gorzki posmak, bo taka też była jego niełatwa historia przedstawiona w spektaklu. To świadectwo człowieka, który Boga – jak sądził - zostawił w Oświęcimiu.

W czwartkowy wieczór salę w Muzeum Żydów Mazowieckich przepełniły słowa starych piosenek, które niegdyś nagrał płocczanin, Liber Taub. Tytułowe „Czarne czereśnie” smakowały raz słodko, aby po chwili pozostawić po sobie gorzki posmak, bo taka też była jego niełatwa historia przedstawiona w spektaklu. To świadectwo człowieka, który Boga – jak sądził - zostawił w Oświęcimiu.

Premiera „Czarnych czereśni” odbyła się 7 stycznia w głównej sali w Muzeum Żydów Mazowieckich. Specjalnie na tę okazję krzesełka ustawiono pod ścianami, aby zostawić przestrzeń dla aktorów, którzy przechadzali się między widownią.

Reżyserii i wykonania podjął się dobrze już znany aktorski duet z płockiego teatru, Hanna Chojnacka-Gościniak i Szymon Cempura. Scenariusz o życiu pochodzącego z Płocka żydowskiego chłopca napisał Rafał Kowalski. - Liber Taub biegał po tej ulicy wśród innych żydowskich dzieci – mówił dyrektor MŻM, Mariusz Wojtalewicz tuż przed przedstawieniem. - Mama rozpieszczała go, częstowała czekoladą. Z Holokaustu ocalał tylko on i jego brat. Obaj wyjechali do Izraela, lecz pamięć o Płocku towarzyszyła mu do śmierci w 2013 roku. Zostawił po sobie przepiękne piosenki nagrane a capella w domu. Możemy ich u nas posłuchać. Zawarta w nich historia zachęciła aktorów do stworzenia spektaklu muzycznego.

W trakcie przedstawienia utwory wykonano w języku polskim na żywo, z akompaniamentem. Przeplatały się z opowieścią o dorastaniu w Płocku z okresu międzywojennego i z lat późniejszych, naznaczonych II wojną światową i tym, co po niej zostało. Jednak najcenniejsze są tu wspomnienia zawarte w utworach, o dzieciakach wiążących sanki, celebracji palenia pierwszych w życiu papierosów, spotkań z dziewczynami, smaku wódki, pierwszej wizycie w zakazanym kinie, której, poza typowymi plotkami, towarzyszyło także śledztwo zarządzone przed dyrektora szkoły. Wielu z tych opowieści słuchało się z uśmiechem, porównując swoje własne doświadczenia z dni niemal totalnej beztroski. Świat, który zaspokajał te pierwsze potrzeby, nagle skończył się dla Libera Tauba w ciężarówce zmierzającej do obozu w Auschwitz-Birkenau, potem przy wąskiej furtce, kiedy dokonywano selekcji. - Ty jesteś taki młody – powiedziała do niego matka, przytuliła, pocałowała w czoło. - Musisz przeżyć, aby o tym wszystkim opowiedzieć – i wypchnęła go z szeregu. Brata, który chciał zostać z rodziną, odciągnął jakiś gestapowiec. Wiedział, że może przydać się do pracy.

Z kilkuosobowej rodziny żydowskiej przeżył tylko on i brat. On mógł ich tylko daremnie szukać wzywać w piosenkach. Pamiętać o tym, czego nie chciałoby się pamiętać. I dziwić się, jak to możliwe, że kilka metrów od tego piekła znajdował się normalny świat. Po powrocie do Płocka jednak okazało się, że rzeczywistość, ktorą zastał, zbyt mocno różni się od tej znanej mu sprzed wojny. Nadal bał się o życie. Wyjechał do Izraela. Ostatecznie nie tylko przeżył, on starał się żyć. - Skąd wziąć troszeczkę szczęścia – pytał w jednej ze swoich piosenek. - Boże daj troszeczkę szczęścia, tę większą troszeczkę daj...

Rafał Kowalski wspominał, że nie zdążył osobiście poznać Libera Tauba. - Jego historia przypomina drzewo. Jedną gałąź tworzą te piosenki, drugą był projekt audiowizualny Piotra Dąbrowskiego z wykorzystaniem utworów Libera Tauba, teraz stworzyliśmy spektakl - a kolejną będzie jego książka o płockich Żydach zawierająca m. in. scenariusz do „Czarnych czereśni”. - Historia wciąż się toczy, wydobywamy historie ludzi z niepamięci. Czy powtórzymy spektakl? To sprawa rozwojowa, ale w kierunku pozytywnym.

Na koniec padła tylko jedna prośba, aby nie zapomnieć o życiu, które kwitło w Płocku tuż za drzwiami byłej bożnicy. Jednak w czwartek wieczorem życie kwitło też w muzeum, rozległy się oklaski. Piosenki zabrzmiały pięknie.

Czytaj też:

Fot. Karolina Burzyńska/Portal Płock

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE