Reklama

Nigdy nie grali do kotleta, a musieli do tortu

Opublikowano:
Autor:

Nigdy nie grali do kotleta, a musieli do tortu - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Pierwsze wrażenie po wczorajszym koncercie zespołu Variètè, to brak odcinania kuponów od przeszłości związanej z festiwalem w Jarocinie i zimną falą. To także zdecydowanie inne brzmienie, dryfujące w stronę skrajnie odmiennej formuły.

Pierwsze wrażenie po wczorajszym koncercie zespołu Variètè, to brak odcinania kuponów od przeszłości związanej z festiwalem w Jarocinie i zimną falą. To także zdecydowanie inne brzmienie, dryfujące w stronę skrajnie odmiennej formuły.

Oj, próżno było szukać starego repertuaru podczas sobotniego koncertu w Rock’69 (z małymi tylko wyjątkami). Zniknął ten stary, duszny klimat. Występ zdominowały kawałki z „Nowego materiału” czy z „Piosenek kolonistów”, ich ostatniej płyty w dorobku.

Dźwięki stały się łagodniejsze, oparte na gitarowych ozdobnikach, klawiszach i perkusji, ale wciąż zakrawające na różnorodność w doborze stylu. Zdecydowanie o wiele ciekawsze pozostają teksty niż skrywająca się pod nimi warstwa muzyczna. Te Grzegorz Kaźmierczak wykonywał z zamkniętymi oczami, choć nie jego pierwszego dopadła tego typu maniera. Przez część koncertu (z piwkiem i papieroskiem pozostawionym na skraju sceny), kiedy stał przodem do publiczności, nie pozostawał z nią w jakimkolwiek kontakcie. Jakby był w sobie wiadomym świecie-ścieżce, intonował chociażby „Paść się” czy wspomniane już „Piosenki kolonistów”.

Tak naprawdę jedyna rzecz, która się nie zmieniła w wieloletniej twórczości bydgoskiego Variètè, to właśnie teksty. Od samego początku inspirowane poezją Bursy albo Wojaczka. Także i teraz pełno w nich zagubienia jednostki, która jakoś nie potrafi wkomponować się w otaczającą ją rzeczywistość („znajduję sobie nowe miejsca”). Pozostaje samotna. Najlepiej jest jej w podróży („chcę wyjechać stąd natychmiast, bilet, walizka, dworzec, lotnisko albo port”), w szerszej przestrzeni („chcę wsunąć twarz w trawę miast i paść się, paść).

Co ciekawe, Kaźmierczak mieszkał nawet kiedyś w tym samym bloku na warszawskiej Saskiej Kępie co Miron Białoszewski. W pewnym sensie poszedł w jego ślady - ma na koncie kilka zbiorów wierszy („Głód i przesyt”, „Record-Play”), co zresztą z łatwością można wyczuć wsłuchując się w jego muzyczny, o wiele bardziej delikatny świat, którym częstuje słuchaczy w trakcie koncertów. Nasz płocki rozpoczął od stwierdzenia, że jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się grać do kotleta, w odniesieniu do jubileuszowego tortu Rockowych Ogródków, który stanął pod sceną. Zakończył, już na bis, małym ukłonem ku starszej spuściźnie w „I znowu ktoś przestawił kamienie”.

- Brak jednej rzeki, płynącej z gór do morza, po której można by żeglować łodzią, żeglować łodzią (…) – śpiewał. Dodajmy, że utwór ten (i zarazem pierwszy singiel) liczy już sobie niemalże trzydzieści lat. Został wydany w 1985 roku. Dotarł do ósmego miejsca na liście przebojów radiowej Trójki.

Fot. Portal Płock

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE