Reklama

Reklama

Nastoletnia bohaterka leżała pod chodnikiem

Opublikowano: pt, 8 maj 2015 11:47
Autor:

Nastoletnia bohaterka leżała pod chodnikiem - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Gdyby nie intuicja i po części także upór prof. Krzysztofa Szwagrzyka, kiedy odczyty z georadaru wskazywały na stratę czasu, możliwe że nie usłyszelibyśmy o 17-latce, która chciała „zachować się jak trzeba”. – Dziś spod chodników Niezłomni powracają – mówił w jednej ze scen filmu „Inka” Arkadiusz Gołębiewskiego. Życiorysy Panien Wyklętych to historie godne kina. Wśród nich znajdziemy również uczennicę płockiej Jagiellonki.

Reklama

Gdyby nie intuicja i po części także upór prof. Krzysztofa Szwagrzyka, kiedy odczyty z georadaru wskazywały na stratę czasu, możliwe że nie udałoby się odnaleźć ciała 17-latki, która chciała „zachować się jak trzeba”. – Dziś spod chodników Niezłomni powracają – mówił w jednej ze scen filmu „Inka” Arkadiusz Gołębiewskiego. Życiorysy Panien Wyklętych to historie godne kina. Wśród nich znajdziemy również uczennicę płockiej Jagiellonki.

- Nie oglądaj się za siebie, tam gdzie dym i mrok. Jestem blisko obok ciebie, jeszcze tylko jeden krok – pobrzmiewała w tle piosenka Kasi Malejonek z albumy „Panny Wyklęte” podczas spotkania połączonego z projekcją filmu w reżyserii Arkadiusza Gołębiewskiego „Inka. Zachowałam się jak trzeba”. Wyświetlono go w czwartek w Płocku. Gdyby nie starania prof. Krzysztofa Szwagrzyka, bohaterka filmu, czyli słynna sanitariuszka Danuta Siedzikówna pseudonim „Inka” służąca w 5. Wileńskiej Brygadzie AK, pewnie w dalszym ciągu leżałaby pod cmentarnym chodnikiem. W chwili śmierci w 1946 roku miała zaledwie 17 lat.

Przystanek Historia. To nie dinozaury

W czwartek zainaugurowano w sali Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki nowy projekt „Przystanek Historia” łączący seanse filmowe ze spotkaniami z ich twórcami. Będą również komiksy. – Jeśli chcecie się ponudzić i przy okazji czegoś ciekawego dowiedzieć, wpadnijcie raz w miesiącu – mówił żartobliwie historyk Jacek Pawłowicz z Instytutu Pamięci Narodowej, który obecnie prowadzi badania w budynku byłej komendy policji przy ul. 1 Maja, dawnej siedzibie Gestapo i Urzędu Bezpieczeństwa. – Historia to nie żadne opowieści o dinozaurach. Aby być naprawdę wolnym człowiekiem, trzeba znać historię ludzi, którzy za wolną Polskę zapłacili życiem. Kiedy na Zachodzie noszono kolorowe skarpety, świat cieszył się i kochał, zaczynał śpiewać Elvis Presley i The Beatles, u nas mordowano ludzi.

Zachowałam się jak trzeba

W więziennej celi, tuż przed śmiercią, Inka miała powiedzieć „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Do końca nikogo nie wydała. Jej rodziną była brygada mjr Łupaszki. Ojca i matkę aresztowano. – Dla nas pewne rzeczy były oczywiste – wspomina starsza kobieta w trakcie filmu tamte szczególne dni. - Wciąż odczuwało się radość i dumę z odzyskania niepodległości w 1918 roku. Wiedzieliśmy, że jesteśmy beneficjentami czegoś wielkiego.

Inka stanowiła problem dla Urzędu Bezpieczeństwa ze względu na swój młody wiek. Dorabiano jej czarną legendę, chociaż w istocie to ona czołgała się pod świszczącymi kulami, aby opatrzyć rannych żołnierzy. Zgodnie z wersją propagandzistów, miała rozstrzeliwać ludzi, nazywano ją krwiożerczą Inką. Gołębiewski stawia tezę: oprawcy mieli pełną świadomość, kogo skazują na śmierć. Tuż przed śmiercią dziewczyna krzyczała „niech żyje Polska”. Niestety, w filmie nie wypowiada się nikt z jej rodziny.

Polska Joanna d’Arc leżała pod chodnikiem

Na dwa ciała, młodziutkiej kobiety i starszego mężczyzny, którym okazał się Feliks Selmanowicz ps. Zagończyk, natrafiono już drugiego dnia prac na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, pod chodnikiem. – Na 90% od razu typowano, że to ona – opowiadał filmowiec. – W gdańskim więzieniu łącznie stracono osiem kobiet, głownie pochodzenia niemieckiego. Poza jedną, którą rozstrzelano, pozostałe powieszono.

Ekshumację przeprowadzano w Pomorskim Uniwersytecie Medycznym. Wykorzystano materiał genetyczny siostry Inki oraz znaleziony ząb mleczny. Jednak prace się przeciągały, potrwały aż do 1 marca 2015 roku. – To szczęśliwy dla nas dzień, odnaleźliśmy polską Joannę d’Arc – cieszył się prof. Szwagrzyk we fragmencie filmu. – Dziś spod chodników Niezłomni powracają. My po nich stąpamy nawet nie zdając sobie sprawy, kto pod nimi leży. Inka nie będzie już pod chodnikiem, od teraz będzie wśród nas.

Elżbieta ps. Basia z Jagiellonki. Miłość i śmierć

- Gdyby żyła w Stanach Zjednoczonych, nakręcono by o niej kilkanaście filmów – twierdził Pawłowicz. I tak z seansu zrobiło się spotkanie poświęcone kilku Pannom Wyklętym. – Kiedy uczennicy płockiej Jagiellonki, Elżbiecie Kozaneckiej, ps. Basia, aresztowano brata i ojca, poszła do lasu, do oddziału Wiktora Stryjewskiego, ps. Cacko. Tam poznała narzeczonego.

Dom, w którym przebywali został oblężony przez Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego wraz z UB we wsi Gałki koło Płocka. Przyszło im się przebijać z niego do oddalonego o jakieś 200 metrów bunkra. – Trzymając się za ręce biegli do niego przez pole, po drodze od jednej z kul oberwał ich towarzysz. Dom, do którego wpadli, zaczął się w międzyczasie palić. Pomimo tego postanawiają skryć się w jego wnętrzu. Ona zdążyła przeskoczyć przez okno, jego postrzelono tuż przed nim. Rannego wciągała do środka. W momencie kiedy podchodziło UB, aby oboje aresztować, wysadzili się granatem. Tak było 8 lutego 1949 roku.

Pani Weronika, co podstawiła się pod drzewo

Pani Weronika Sebastianowicz wciąż żyje. Jest Polką z Grodna, obecnej Białorusi. Stała się bohaterką filmu „Pani Weronika i jej chłopcy”. Cała jej rodzina służyła w Armii Krajowej. Aresztowana przez NKWD została skazana wstępnie na karę śmierci, którą zamieniono na dożywocie, a następnie na 25 lat łagru. Przeżyła, chociaż próbowała popełnić samobójstwo na wieść o przechwałkach, jak to zabili tego bandytę ze Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, jej brata Antoniego.

– Wspominała, że z chwilą wyjścia było już jej wszystko jedno – kontynuował Pawłowicz. Pani Weronika cięła drewno ręczną piłą. Ważyła wtedy 40 kg, a piła 43 kg. – Zobaczyła koleżankę przy pracy. Drzewo miało zaraz się przerwać. – Ona się pod to drzewo podstawiła. Kiedy nam o tym mówiła, z uśmiechem dodała, że okazało się za krótkie, a ona zbyt mała.

Kobieta wciąż żyje. Czasem nosi żołnierski mundur. Wcześniej nie miała damskiego, więc nosiła męski. W swojej miejscowości pełni funkcję „strażnika pamięci”, jak to ujął Gołębiewski.

Nie noście na koszulkach Che Guevary, tylko Inkę

Gołębiewski organizuje festiwal filmowy „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci” w Gdyni. Ogłosił konkurs na najlepszy strój, który ocenią panie zajmujące się kostiumami przy serialu „Czas Honoru”. Będzie pokaz w plenerze i koncert z piosenkami z kolejnej części „Panien Wyklętych”. – Po co wam Che Guevara na koszulkach? – pytał na koniec Pawłowicz. – Macie już Inkę i Łupaszkę.

O Ince tak śpiewa Kasia Malejonek: - Niczego mi nie żal. Wszystko ma początek, wszystko ma też swój kres. I ty nie rozpaczaj. Chcę, byś swoim życiem żył trochę za mnie. Wolę to od twoich łez.

Fot. Portal Płock

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.