Reklama

Na jej kanapie siedzieli i Doda, i Najsztub

Opublikowano:
Autor:

Na jej kanapie siedzieli i Doda, i Najsztub - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Zwykły wywiad zamienił się w spotkanie pełne wspomnień. W charakterze rozmówcy zasiadła Krystyna Pytlakowska z magazynu „Viva”. Z płocką dziennikarką Leną Szatkowską znają się od lat. - Spalam u ciebie w domu na tej samej kanapie, na której robiłaś wywiad z Dodą - śmiała się ta druga. – Ostatnio siedział na niej Najsztub – odparła jej na to była dziennikarka „Tygodnika Płockiego”.

Zwykły wywiad zamienił się w spotkanie pełne wspomnień. W charakterze rozmówcy zasiadła Krystyna Pytlakowska z magazynu „Viva”. Z płocką dziennikarką Leną Szatkowską znają się od lat. - Spalam u ciebie w domu na tej samej kanapie, na której robiłaś wywiad z Dodą - śmiała się ta druga. – Ostatnio siedział na niej Najsztub – odparła jej na to była dziennikarka „Tygodnika Płockiego”.

W czwartkowy wieczór w sali kolumnowej Książnicy Płockiej nie brakowało dziennikarzy z „Tygodnika Płockiego”, z którym Krystyna Pytlakowska była związana w latach 80.. W redakcji słynęła z tego, że potrafiła załatwić praktycznie wszystko. Płock zostawiła jednak dla Warszawy. Swoje dwa powody tłumaczyła w czwartkowy wieczór.

– Wreszcie po 13 latach czekania dostałam mieszkanie na Ursynowie – wyjaśniała dziennikarka, która przyjechała do Płocka wraz z mężem i swoją asystentką z powodu promocji swojej najnowszej książki „Więcej grzechów nie pamiętam”. Drugim okazały się „wyziewy z Petrochemii”. – Wiecznie bolała mnie głowa, miewałam mdłości. Robiłam, co mogłam, aby na weekend wyjeżdżać do Soczewki albo Łącka - wspominała.

W stolicy rozpoczęła pracę nad reportażem poświęconym płockiemu zakładowi. Kiedy już został przyjęty przez reaktora naczelnego „Expresu Reporterów”, Pytlakowska uwierzyła, że da sobie radę w warszawskim środowisku medialnym. Obecnie pełni funkcję redaktora w magazynie „Viva”. Twierdzi, że już od dziecka wymarzyła sobie, aby zostać w przyszłości dziennikarką. – Jesteś szczęśliwa, że ci się to udało? – pytała ją Lena Szatkowska. – A ty? Przecież człowiek nigdy nie jest permanentnie szczęśliwy.

Krystyna Pytlakowska szczególnie upodobała sobie wywiady. Chociaż lista rozmówców już jest pokaźna, nadal ma jedno marzenie. – Chciałabym porozmawiać z Justyną Kowalczyk, ale ona na ogół udziela wywiadów tylko jednemu dziennikarzowi sportowemu z „Gazety Wyborczej”.

Zresztą problemów przy wywiadach bywa niemało. Już pierwsze zadanie bywa trudne, chociaż chodzi tylko o umówienie dogodnej daty.– Jak dzwonię do gwiazd, to odsyłają mnie do agentów. Tylko oni znają wszystkie terminy.

Kolejny szczebel to już sam wywiad, czasem przeprowadzany osobiście, innym razem przez telefon, jak z Danielem Olbrychskim przy okazji wspólnej okładki z Krystyną Jandą. – Z wywiadu nagrało się co drugie słowo. Musiałam namówić go na dogrywkę, ale on nie dowierzał. Mówił do mnie „co ja tu opowiadam”, a jego żona stwierdziła, że marnie widzi sprawę. A ja wyciągnęłam magnetofon i jakoś poszło – tyle że na tym problemy wcale się nie skończyły. – Przy autoryzacji Krystyna dzwoni do mnie i twierdzi, że Daniel wcale tak nie mówił. W takiej sytuacji wysłałam jej nagranie. Daniel to taki typ kłótnika, ale bardzo go lubię. Za to jego żona, pełniąca rolę jego agentki, sama nazywa siebie Piekielnica Kryśka.

Ostatnio problemy z autoryzacją były z Pawłem Kukizem. Autoryzował tak długo, aż w międzyczasie okazało się, że zamierza kandydować na prezydenta. – A my nie chcemy angażować magazynu w politykę – dodawał gość Książnicy.

Jakiego tematu unika? – Nie poruszyłabym spraw intymnych –taką przyjęła zasadę. – Ludzie lubią czytać o sprawach, które sami przeżyli. Z Janiną Paradowską robiłam wywiad tuż po śmierci jej męża. Nawet nie starałam się wyciągać z niej emocji, sama zaczęła mówić. Później słano do mnie listy z całej Polski, że ten wywiad pozwolił uporać się z własną stratą. Rozmowę można poprowadzić albo w stronę sensacji albo po prostu zachowywać się taktownie. Tyle że dzisiaj wszystko jest dozwolone.

Dziennikarkę poproszono, aby wypowiedziała się w sprawie Anny Wendzikowskiej, której nazwisko Jerzego Grotowskiego okazało się obce. Jej niewiedza wyszła na jaw za sprawą aktorki Sigourney Weaver, która w takcie wywiadu zapytała ją o reżysera teatralnego – Anna jest młodą kobietą, a jeśli nie interesuje się teatrem, nie musi wiedzieć wszystkiego. Za to świetnie orientuje się, kto jest reżyserem tego czy innego filmu. Na takie publiczne hejtowanie z pewnością nie zasłużyła – ale redaktorka zwróciła uwagę także na inny aspekt, permanentnie zmieniającego się słownictwa. Do tego stopnia, że czasem sama musi sprawdzić, co dane słowo oznacza. – Takie słowa jak „hejter” i „celebryta” jeszcze niedawno nie istniały. Świat się zmienia. Tak samo ludzie i terminy, których używamy.

A propos zmian. W „Vivie” przy okazji jej wywiadu z Omeną Mensah powstał pomysł, aby z każdego wywiadu nagrywać trzyminutowy materiał i puszczać na You Tube. – Ma to sens – zapewniała Pytlakowska. – Dzięki temu widzimy, jak ta osoba się zachowuje, śmieje, odbija piłeczkę pingpongową. W spisanym tekście tego nie da się tak dobrze oddać.


Fot. Portal Płock

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE