Mrozy i padający śnieg to wyzwanie dla służb — szczególnie w kontekście osób w kryzysie bezdomności. Mundurowi mają pełne ręce roboty. Jak przyznaje komendant, osoby w kryzysie bezdomności stanowią duże wyzwanie dla miasta.
Portal Płock: Mróz i taka aura to duże zagrożenie dla osób bezdomnych w Płocku?
Konrad Guzanek: Niewątpliwie. Zresztą od kilku lat chyba nie mieliśmy takiej zimy. Pomimo ostrzeżeń, które do nas docierały, nie spodziewaliśmy się aż takiej aury. Taka pogoda najbardziej dotyka osoby w kryzysie bezdomności.
PP: Jak wygląda ta kwestia w Płocku? Bezdomność to duży problem?
KG: Osób dotkniętych bezdomnością jest dość dużo — w Płocku to około stu osób. Dokładne liczby poznamy w marcu, kiedy zaplanowano liczenie takich osób. Faktycznie są one najbardziej narażone na wpływ warunków atmosferycznych, bo znaczną część dnia przebywają na zewnątrz.
PP: Straż miejska zna miejsca, w których przebywają osoby w kryzysie bezdomności?
KG: Oczywiście. Nie tylko widzimy te osoby w mieście, ale miejsca, w których przebywają, są nam dobrze znane. Staramy się je regularnie wizytować — nawet trzy razy dziennie. Może to wyglądać tak, jakbyśmy byli natrętami… przynajmniej oni tak nas odbierają. Warto jednak pamiętać, że ludzie, których odwiedzamy, potrzebują spokoju i poczucia własnej przestrzeni. Nie możemy być jednak obojętni — szczególnie podczas takich mrozów jak tej zimy. Warto pomagać.
PP: W jaki sposób my możemy pomóc?
KG: Przede wszystkim informować. Codziennie widzimy te same osoby w tych samych miejscach. O ile w ciągu dnia nie stanowi to dużego problemu, o tyle wieczorem, gdy mróz się nasila, a ktoś pozostaje na zewnątrz — nie w ogrzewalni — warto zareagować. Proszę pamiętać, że interwencje w Straży Miejskiej w Płocku przyjmujemy od 6:00 do 22:00. Interwencje ratujące życie i zdrowie odbieramy jednak przez całą dobę. W nocy również jest patrol, który reaguje. Jeśli widzimy kogoś, kto śpi na ławce albo zasłabł — interweniujmy. Niestety czasem panuje znieczulica i przechodzimy obojętnie. Myślenie: „może ktoś sobie wypił i nic się nie stanie” jest bardzo zgubne.
PP: To pracowita zima dla municypalnych?
KG: Ta zima jest wyjątkowo pracowita. Codziennie kilka patroli jest zaangażowanych w sprawdzanie miejsc, w których mogą przebywać osoby w kryzysie bezdomności. To altanki śmietnikowe, otwarte garaże, a nawet samochody.
PP: Samochody?
KG: Tak. Niejednokrotnie są to auta, których są posiadaczami. Mieszkają w nich przez cały rok, również zimą. Poza tym przebywają w ogródkach działkowych czy pustostanach. To miejsca często zupełnie odosobnione, do których trudno się dostać. Mamy też przykład pana, który z własnej woli wybrał bezdomność. Mieszka pod mostem w namiocie, w miejscu zorganizowanym dość sprytnie. Teraz jest mu znacznie ciężej, ale nie potrzebuje pomocy — przynajmniej tak deklaruje.
PP: Straż miejska działa sama? Jak wyglądają takie interwencje?
KG: Wspólnie z pracownikami MOPS-u jeździmy w takie miejsca. Wizytujemy je właśnie po to, żeby pomóc. Niejednokrotnie bywa tak, że ktoś o 12:00 czy 14:00 pomocy nie potrzebuje, ale o 17:00 czy 20:00 już tak. Jeździmy i pomagamy — po to jesteśmy. Jak wygląda interwencja? To zależy. Jeśli osoba bezdomna jest w dobrym stanie psychofizycznym, jesteśmy w stanie porozmawiać i zapytać o potrzeby. Rozwozimy też herbatę. Dzięki MOPS-owi możemy zaproponować inne formy wsparcia. Informujemy o miejscach wydawania posiłków czy o ogrzewalni przy ul. Otolińskiej.
PP: A jeśli stan psychofizyczny budzi zastrzeżenia?
KG: Jeśli ktoś jest pod wpływem alkoholu, procedura wygląda inaczej. Strażnicy podejmują interwencję, osoba jest spisywana i przekazywana do Płockiej Izby Wytrzeźwień. Mimo wszystko podkreślam: zarówno osoba pod wpływem alkoholu, jak i trzeźwa osoba w kryzysie bezdomności to wciąż człowiek. A ludziom trzeba pomagać.
Komentarze (0)