Reklama

Reklama

Krzyk rozpaczy hodowców. Afrykański pomór świń grozi bankructwem

Opublikowano: sob, 7 wrz 2019 10:28
Autor:

Krzyk rozpaczy hodowców. Afrykański pomór świń grozi bankructwem - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Sytuacja rolników powiatu płockiego staje się coraz trudniejsza. W lipcu wykryto dwa ogniska afrykańskiego pomoru świń pod Ciechanowem, a 7 sierpnia kolejne, tym razem w Czerwińsku nad Wisłą. Zgodnie z przepisami na okoliczne tereny nałożono ograniczenia dotyczące transportu czy uboju zwierząt. Hodowcy każdego dnia tracą pieniądze, a jeśli dojdzie do wybijania stad, grozi im bankructwo.

Reklama

Sytuacja rolników powiatu płockiego staje się coraz trudniejsza. W lipcu wykryto dwa ogniska afrykańskiego pomoru świń pod Ciechanowem, a 7 sierpnia kolejne, tym razem w Czerwińsku nad Wisłą. Zgodnie z przepisami na okoliczne tereny nałożono ograniczenia dotyczące transportu czy uboju zwierząt. Hodowcy każdego dnia tracą pieniądze, a jeśli dojdzie do wybijania stad, grozi im bankructwo. 

Afrykański pomór świń coraz bardziej przesuwa się ze wschodu na zachód i w połowie lipca dotarł w okolice Płocka. Miejsca, w których wykryto ognisko, w promieniu 10 kilometrów są tzw. niebieską strefą. Tu rolnicy tracą najwięcej, cena rynkowa skupu jest o minimum 20 proc. niższa. 

- Sytuacja jest dramatyczna. Zwierzęta przerastają, a zwierzęta przez minimum 30 dni nie mogą opuścić gospodarstwa. Ceny skupu są dużo niższe, tracimy dochody - mówił Piotr Górecki, hodowcy z Rębowa. - Mamy nawet utrudniony odbiór padłych zwierząt. 

Straty hodowców trzody chlewnej już idą w dziesiątki tysięcy złotych, a obawiają się najgorszego - wykrycia kolejnego ogniska i konieczności wybicia stad. Stado wybija się wtedy, kiedy chorobę wykryje się chociaż u jednego zwierzęcia - czy to padłego czy przeznaczonego do rzeźni. Wtedy straty poszybują w miliony złotych. Tylko w powiecie płockim jest ok. 1500 hodowców trzody chlewnej. 

- Ta konferencja to krzyk rozpaczy i apel do rządzących, aby wreszcie rozpoczęli działania, o których dawno już mówiliśmy, kładąc na stole projekt ustawy o bioasekuracji. Mówiliśmy też o rekompensatach dla rolników, kiedy muszą wybić stada. Trudno walczyć z ASF, wiemy o tym, ale jeśli rolnicy zostaną pozostawieni z tym sami, wirus będzie rozprzestrzeniał się dalej - mówił poseł Piotr Zgorzelski. - Strach pomyśleć co będzie, jeśli dotrze do województwa wielkopolskiego, które jest zagłębiem trzody chlewnej - hoduje się tam ok. 5 mln świń.

Wirus sukcesywnie przesuwa się na zachód. Pierwsze ognisko wykryto w styczniu w gminie Gołdap, tuż przy granicy z Rosją. Od tego czasu wykryto już 45 ognisk, a strefa ochronna przesunęła się do centralnej Polski. Rolników dotykają kolejne obostrzenia.

- W strefie żółtej jest względnie normalnie. Po prostu mam wydzielone godziny odbioru, od 3:00 do 5:00 rano - mówił Michał Portalski ze Starej Białej, gdzie obowiązuje ochronna strefa żółta, najmniej restrykcyjna.

Pomiędzy niebieską a żółtą jest jednak jeszcze czerwona strefa, którą teraz objęci są hodowcy m.in ze Staroźreb, Bulkowa, Bodzanowa czy Słubic. Jak mówi Portalski, to kwestia miesiąca-dwóch, zanim strefa przesunie się o kolejne kilometry w stronę zachodnich gmin powiatu płockiego. W strefie czerwonej świnie trzeba badać regularnie i przetrzymywać przez dwa tygodnie. 

Rolnicy domagają się interwencji myśliwych

Jakich rozwiązań domagają się hodowcy? Wirus rozprzestrzeniają dziki, więc rolnicy po prostu domagają się ich odstrzału. 

- W Czechach i na Słowacji pojawił się ASF wśród dzików. W Czechach teren natychmiast grodzono, a wszystkie dziki wewnątrz zostały odstrzelone. W Niemczech ASF nie ma, ale profilaktycznie odstrzelono prawie milion sztuk - wskazywał Wiktor Szmulewicz, prezes Mazowieckiej Izby Rolniczej. - Jeśli nie wyeliminujemy dzików ze środowiska, to nawet najlepsza bioasekuracja nie zatrzyma tej choroby.

Rolnicy obawiają się też, że przy okazji walki z ASF zniknął rodzinne gospodarstwa, a jak wskazują, to unikatowa w skali Europy jakość hodowli. Dla rolników, którzy mają jednak zaledwie kilkanaście sztuk to "być albo nie być". - Sytuacja naprawdę jest dramatyczna - mówił. 

- Półtora miesiąca temu pojawiły się pierwsze informacje, a od tego czasu mamy pół powiatu zagrożone - mówił Mariusz Bieniek, starostwa powiatowy. - Sytuacja będzie się tylko pogarszała. Dostaję mnóstwo telefonów od hodowców i rolników, którzy narzekają, że nie ma żadnego odstrzału dzików. To nie tylko roznoszenie choroby, ale też niszczenie upraw. Inspekcja Weterynaryjna nie zapewnia dziś myśliwym możliwości badania, przechowywania i ewentualnego rozbioru ustrzelonych dzików w tamtej części powiatu. 

W powiecie są tylko trzy miejsca, gdzie myśliwy może odwieźć dzika: Siecień (gm. Brudzeń Duży) i dwie w Gąbinie. Jak mówił Bieniek, myśliwy chcą pomóc, ale nie dość, że nie mają gdzie odwieźć odstrzelonych dzików, to musieliby to robić na swój koszt. 

Mapę stref i ognisk ASF można znaleźć tutaj

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (38)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.