Reklama

Reklama

Konflikt miasta z wykonawcą. Dwie wersje

Opublikowano: czw, 3 wrz 2015 14:30
Autor:

Konflikt miasta z wykonawcą. Dwie wersje - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Jak już pisaliśmy, firma KBUD przerwała prace przy budowie stadionu Stoczniowca na Radziwiu i centrum terapeutyczno-rehabilitacyjnym przy Lasockiego. Roboty stanęły kilka dni temu, a w sporze między miastem i wykonawcą poszło na noże.

Reklama

Jak już pisaliśmy, firma KBUD przerwała prace przy budowie stadionu Stoczniowca na Radziwiu i centrum terapeutyczno-rehabilitacyjnym przy Lasockiego. Roboty stanęły kilka dni temu, a w sporze między miastem i wykonawcą poszło na noże.

Oto dwie wersje wydarzeń. Najpierw oddajmy głos firmie KBUD, która w poniedziałekn skontaktowała się z naszą redakcję i poinformowała o przerwaniu prac.

Wersja wykonawcy

Głównym powodem przerwania prac przy budowie obu obiektów miało być nieudzielenie gwarancji zapłaty, ale przedstawiciele prusickiej firmy twierdzą, że niemal od początku współpraca z miastem szła jak po grudzie. - Współpraca była trudna, odbiory szły bardzo ciężko - przyznają w firmie. - Zamawiający zasypywał nas pismami o drobiazgi, dostawaliśmy 5-6 listów dziennie. Odbiory bardzo się przeciągały. Miasto co i rusz kazało nam coś poprawiać, gdy tylko to robiliśmy, natychmiast pojawiały się kolejne żądania.

Czarę goryczy miało przelać ostatnie wydarzenie, czyli właśnie owo nieudzielenie gwarancji zapłaty. Zgodnie z kodeksem cywilnym, wykonawca ma prawo żądać takiej gwarancji na każdym etapie inwestycji i w ten sposób zagwarantowac zapłatę na rzecz wykonawców i podwykonawców.

- Do 24 sierpnia zamawiający miał czas na dostarczenie gwarancji zapłaty, nie zrobił tego, a następnie dostarczył błędnie wystawioną trzy dni później, obarczoną błędami formalnymi - relacjonuje firma. - W tej sytuacji wypowiedzieliśmy umowę i wezwaliśmy zamawiającego do przeprowadzenia inwentaryzacji pod rygorem jej jednostronnego wykonania.

Ratusz nie przystąpił do inwentaryzacji, bo nie uznał odstąpienia od umowy. - Zdaniem naszych prawników, odstąpiliśmy od umowy skutecznie, mieliśmy do tego prawo,  więc miasto nie może nie odebrać od nas placu budowy - przekonuje wykonawca.

Teraz cała sprawa najpewniej skończy się w sądzie. To może potrwać szmat czasu.  - Nawet jeśli jeden dokument nie wpłynął na czas, to było podstawą do przerwania budowy i odwleczenia płatności? - dopytujemy. - Baliśmy się ryzykować, bo odbiory szły ciężko - twierdzi firma i zapewnia, że nie ma  powrotu do współpracy z miastem przy tych inwestycjach.

Wersja Ratusza

Zgoła inaczej sprawę widzi Ratusz.  W czwartek z dziennikarzami spotkał się wiceprezydent Jacek Terebus i dyrektor Wydziału Inwestycji Cezary Guzanek. Obaj twierdzili, że wina w tej sprawie nie leży po stronie zamawiającego, ale wykonawcy.

- Zejście firmy z obu placów budowy uważamy za niezasadne – dobitnie podkreślał wiceprezydent. Przyznał, że był mocno zdziwiony skorzystaniem przez firmę z wystawienia gwarancji zapłaty, jaką dopuszcza kodeks cywilny. – To pierwsza taka sytuacja w ciągu ostatnich pięciu lat, kiedy wykonawca zwrócił się o taki dokument, którego wystawienie wymaga procedury jak przy kredytach – mówił. Załatwienie dokumentu może potrwać nawet 45 dni.

Jak tłumaczył Jacek Terebus, kwota zaproponowana przez wykonawcę w przetargu nie była tak rażąco niska, aby wyłączyć oferenta z postępowania przetargowego (jak sprawdziliśmy - różnica między firmą KBUD a oferentem z kolejną co do wysokości ceną wyniosła w przypadku Stoczniowca 100 tys. zł, a centrum - 40 tys. zł).

Wiceprezydent podkreślał również, że w trakcie inwestycji raz w tygodniu odbywały się spotkania z wykonawcą, który doskonale znał harmonogram prac i - twierdzi miasto - nie  trzymał się ustaleń co do zastosowanych materiałów, jak chociażby w kwestii oświetlenia. - Ponadto coraz bardziej rzucał się w oczy brak właściwego zaawansowania robót - wspominał zastępca prezydenta. - Wtedy zaczęły się ponaglenia, następnie żądanie gwarancji.

Mimo wszystko Ratusz zdołał wyrobić się w wyznaczonym terminie, na co - jak zapewnia - ma odpowiednie potwierdzenie. Z kolei firma twierdzi coś wręcz przeciwnego.

Zgodnie z wersją Ratusza, w czwartek, jeszcze przed terminem, do siedziby firmy oddalonej od Płocka kilkaset kilometrów pojechał kurier z gwarancją, ale nikt jej nie odebrał. Z kolei w piątek nie działał tam ani faks, ani telefon. W takiej sytuacji w poniedziałek 24 sierpnia Cezary Guzanek osobiście pojechał do siedziby spółki i... pocałował klamkę.

– A następnie w biurze obsługi klienta Ratusza pojawiła się informacja o tym, że firma odstępuje od umowy z powodu niedotrzymania czasu wystawienia wspomnianych gwarancji – mówi Terebus. Równocześnie firma zaprzestała dalszych prac przy obu inwestycjach. Teraz to Ratusz zamierza naliczać z tego tytułu kary umowne (od każdego kolejnego dnia, kiedy prace nie postępują), nie akceptując postawy firmy, która jak dotąd posiłkowała się podwykonawcami z Płocka i okolic.

Jacek Terebus i Cezary Guzanek przypuszczają, że w momencie, kiedy firma zorientowała się, że nie podoła inwestycjom w terminie, szukała fortelu, jak wywinąć się od kar finansowych. Wiadomo już, że sprawa zakończy się w sądzie, chociaż być może nie w płockim, tylko w łódzkim. Kwestia tylko, kto pierwszy dostanie pozew...

Co dalej ze Stoczniowcem i centrum?

Wciąż zostało sporo do zrobienia. Obie inwestycje są mniej więcej na tym samym poziomie zaawansowania. W centrum przy Lasockiego do wykonania została konstrukcja dachu i roboty wykończeniowe, na Stoczniowcu do położenia sztuczna trawa. – Przy tego rodzaju murawie warunki pogodowe nie stanowią zbyt dużej przeszkody, jedynie uzyskanie certyfikatu to najprawdopodobniej kwestia 2016 roku – uważa wiceprezydent miasta. Teraz trzeba będzie przeprowadzić inwentaryzację i ponownie wyłonić wykonawcę, aby może nawet z końcem września przekazać mu plac budowy.

Zastępca prezydenta zapowiedział, że miasto chce, aby zarówno stadion Stoczniowca, jak i Płockie Centrum Rehabilitacyjne przy ul. Lasockiego powstały do końca bieżącego roku. W tym drugim przypadku jest to szczególnie istotne, ponieważ w grę wchodzi dotacja z PFRON w wysokości 900 tys. zł. W sumie oba zamówienia są warte niemal 6 mln zł.

Czytaj też:

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (12)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.