Reklama

Inwestycja na skarpie. Zagraża zabytkom?

Opublikowano:
Autor:

Inwestycja na skarpie. Zagraża zabytkom? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Kilka lat temu miasto sprzedało prywatnemu deweloperowi działkę przy Piekarskiej, tuż obok pomnika Krzywoustego i niedaleko fary. Mieszkańcy od długiego czasu próbują zapobiec powstaniu inwestycji, która ich zdaniem nie tylko oszpeci tę część Starego Miasta, ale ze względu na stan skarpy zagraża wielowiekowym zabytkom!

Kilka lat temu miasto sprzedało prywatnemu deweloperowi działkę przy Piekarskiej, tuż obok pomnika Krzywoustego i niedaleko fary. Mieszkańcy od długiego czasu próbują zapobiec powstaniu inwestycji, która ich zdaniem nie tylko oszpeci tę część Starego Miasta, ale ze względu na stan skarpy zagraża wielowiekowym zabytkom!

Jeden z punktów sierpniowej sesji rady miasta dotyczył stanu płockiej skarpy, który stał się początkiem dyskusji na temat terenu przylegającej do Placu Książęcego obok fary. Jeszcze niedawno stały tam sprzęty i kontenery firmy prowadzącej prace przy umacnianiu i odwadnianiu zbocza. Teraz, kiedy te prace już zakończono, działki przy ul. Piekarskiej opustoszeją. Myli się jednak ten, kto sądzi, że należą do zasobów miasta.

W rzeczywistości grunty sprzedano jeszcze we wrześniu 2006 roku za prezydentury Mirosława Milewskiego, chociaż jak wynika z dokumentów już w styczniu wspominano o planowanej inwestycji zbudowania tam apartamentowca z podziemnymi garażami (w korespondencji między ówczesnym prezydentem Milewskim i Ewą Jaszczak z płockiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków znalazła się nawet adnotacja z prośbą „o pilne rozpatrzenie sprawy”). Kupcem został włocławski Budizol, który jako developer ma na koncie wiele inwestycji na terenie całego kraju. Za nieruchomość zapłacił Agencji Rewitalizacji Starówki przeszło 2 mln zł.

Jako że starówka nie miała planów zagospodarowania przestrzennego, firma wystąpiła do Ratusza o wydanie warunków zabudowy i zagospodarowania terenu. Planowany kompleks miał przypominać dwa dawne spichlerze, jeden na 30, a drugi na 100 miejsc noclegowych. Od strony Wisły budynki powinny liczyć od trzech do pięciu kondygnacji naziemnych oraz zachować identyczną wysokość, za to od strony ul. Piekarskiej tworzyć schody. W rezultacie najwyższy fragment sąsiadujący z farą liczyłby 21 merów wysokości (od kalenicy). Wszystko o powierzchni 9,5 tys. m2 (z czego na mieszkania 5,5 tys. m2). Stworzenie projektu powierzono płocczaninowi, Piotrowi Szaroszykowi z warszawskiej pracowni architektonicznej Szaroszyk&Rycerski Architekci. W swoich referencjach szczyci się on m. in. warszawskim hotelem Sheraton.

A jednak projekt nie zyskał aprobaty mieszkańców, zwłaszcza że apartamentowiec pod względem wysokości mógłby rywalizować z farą. Architekt Janusz Łabuz nazwał to nawet tragiczną dla miasta pomyłką i przestrzegał, że po sprzedaży działki bez planu zagospodarowania zaczną się problemy, kiedy inwestor będzie naciskać na zyski. Tak rozpoczęła się batalia trwająca do dzisiaj....

Ilość zgromadzonych w tej sprawie dokumentów może przyprawić o lekki zawrót głowy. Każda ze stron sporu okazała się niebywale zdeterminowana i zamawiała ekspertyzy. Prof. Lech Wysokiński zalecał lekką zabudowę, podobnie twierdzili specjaliści z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Według tych ostatnich, zabudowa nie powinna przekroczyć trzech kondygnacji, licząc w tym piwnicę i poddasze. W rezultacie wydano decyzję o warunkach zabudowy w lutym 2008 roku, zmniejszając ostatecznie wielkość apartamentowca. Teraz od strony Wisły budynek miał liczyć niecałe 6 metrów wysokości, z kolei od ul. Piekarskiej około 9 metrów, do kalenicy 14 metrów z obniżeniem w stronę fary.

Mimo wszystko działki pozostały niezagospodarowane przez kolejne lata. Powstał Plac Książęcy z pomnikiem Krzywoustego. Tymczasem w maju 2014 roku Budizol zmienił zdanie i zwrócił się do Ratusza o szereg zmian w ustaleniach w związku z nowym projektem przygotowanym przez spółkę Kulczyński Architekt. Chciałby innej wielkości budynku: od strony Piekarskiej 10 metrów, od strony Wisły 9,5 metra, natomiast całość miałaby w najwyższym punkcie osiągnąć 16 metrów i obniżać się schodkowo w kierunku skarpy, a nie kościoła. Co więcej, z dokumentów miałby zniknąć zapis o niedopuszczalnej zabudowie przekraczającej trzy kondygnacje. Zmniejszył się metraż przeznaczony na miejsca postojowe przypadający na jedno mieszkanie, jak również obszar przeznaczony na zieleń i urządzenia rekreacyjne z 25 do 19%. Ponadto okazuje się, że właścicielowi działki nie chodzi już wyłącznie o funkcję mieszkalną, ale też handlowo-usługową (zlokalizowaną na parterze). Leszek Narkowicz, ówczesny dyrektor wydziału strategii rozwoju miasta, urbanistyki i architektury w Ratuszu, wniosek firmy przyjął i odrzucił zarazem sprzeciw mieszkańców. Zaowocowało to   kolejnym wnioskiem właśnie od nich, aby Narkowicza wyłączyć ze sprawy z tytułu opowiedzenia się pracownika urzędu po stronie inwestora i podejrzeń o brak bezstronności. Co ciekawe, niedługo potem Leszek Narkowicz przestał pełnić swoją dotychczasową funkcję.

Dalej w sprawę zaangażowano płocką prokuraturę, do której miały zacząć trafiać wszystkie dokumenty. W Ratuszu tłumaczą, że prokuratura jest tu rodzajem tarczy obronnej, gdyby pojawiły się zarzuty o brak transparentności w postępowaniu. Dodajmy, że firma gdyby chciała, w dalszym ciągu może budynek zbudować, ale zgodnie ze starymi warunkami z 2008 roku. Tylko co na to mieszkańcy?

Prezes stowarzyszenia Starówka Płocka Jerzy Skarżyński tłumaczy, że nikt tu nie uskarża się na to, że firma zasłoni widok z okna. Raczej chodzi o to, aby nie stracić dachu nad głową. Mieszkańcy obawiają się bowiem, że postawienie dużego budynku w pobliżu krawędzi skarpy przyspieszy proces osuwiskowy. Zresztą te obawy są pokłosiem ekspertyz, które wykonano na ich własny koszt (już wówczas zalecano konieczność dodatkowego wzmocnienia górnej krawędzi i stoku zbocza). W tzw. strefie oddziaływania znajdują się nie tylko ich domy, ale też liczne płockie zabytki. Chcą wiedzieć, jakiego rodzaju usługi znajdą się w planowanym budynku i wspominają, że przez bardzo długi czas nikt nie chciał uznać ich formalnie za stronę, pomimo że chodziło o właścicieli sąsiednich nieruchomości. Tak było aż do października 2014 roku!

- To już się stało za mojej kadencji – przypominał obecnemu na sali Jerzemu Skarżyńskiemu prezydent Andrzej Nowakowski podczas ostatniej sesji rady miasta. - Gdyby jednak nie doszło do sprzedaży, może dzisiaj stałby tam plac zabaw dla dzieci.

Radna Wioletta Kulpa odcięła się, że upływa już piąty rok jego prezydentury, a przecież to właśnie w tym czasie radni zwarli szeregi, aby uchronić przed sprzedażą działki przy ul. Kazimierza Wielkiego, o czym pisaliśmy w naszym artykule przed dwoma laty. - Najwięcej dokumentów w sprawie Budizolu pochodzi z tych ostatnich lat – perorowała radna, na co Andrzej Nowakowski nazwał decyzję swojego poprzednika „głupią”. - Owszem, dokumentów ma więcej, ponieważ uznaliśmy pana Jerzego za stronę. Wcześniej mu tego konsekwentnie odmawiano - wskazał.

Sam Jerzy Skarżyński przypomniał początkowe założenia inwestora. - Gdzie zapowiedziane schodkowe obniżenie w stronę fary? - pytał. - Teraz to jakaś wielka makabryła. W dodatku strefa oddziaływania tej inwestycji sięga połowy podwórka Domu Darmstadt, co przez lata nie wychodziło na jaw. W Ratuszu w tej sprawie można znaleźć całkiem pokaźną ilość dokumentów. Tu się rozchodzi o ponad setkę zabytków znajdujących się w tej strefie! One wszystkie mogą być zagrożone, jeśli dopuścimy do powstania wysokiego budynku, o co dopomina się Budizol.

Jego wypowiedź nie spodobała się wiceprezydentowi Jackowi Terebusowi. - Mówcie całą prawdę – apelował do mieszkańców. - To właściciel terenu, włocławski deweloper wystąpił o zmianę decyzji o warunkach zabudowy, a my zawiesiliśmy inwestycję na wniosek inwestora, co uważam za spory sukces. To wraz ze zmianą wysokości budynku zmieniał się zakres oddziaływamania.

Jednakże we wspomnianym zawiadomieniu z Ratusza o poszerzeniu kręgu stron zainteresowanych tematem aż do 36 (w tym m. in. Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia) podpisanym jeszcze przez wiceprezydenta Cezarego Lewandowskiego znajdziemy także stwierdzenie, że „oddziaływanie na działki przy ul. Piekarskiej na tym etapie inwestycji jest hipotetyczne i iluzoryczne”. Co będzie dalej, jedno jest tu pewne. Mieszkańcy z ul. Piekarskiej są bardzo cierpliwi i nie zamierzają odpuścić. Obawiają się, że inwestor budynek postawi, ale z kłopotem zostaną nie tylko oni, ale i miasto, a więc my wszyscy.

Czytaj też:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE