Reklama

Gdzie trafią sześciolatki? Mamy problem

Opublikowano:
Autor:

Gdzie trafią sześciolatki? Mamy problem - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - Wciąż nie wiemy, ilu sześciolatków rozpocznie rok szkolny we wrześniu – tłumaczył we wtorek prezydent Andrzej Nowakowski. Za chwilę zacznie funkcjonować nowe przedszkole, ale co z tego, skoro już wiadomo, że w każdym będzie panował spory ruch. A co gorsza, miejsc w publicznych przedszkolach może nie starczyć dla wszystkich dzieci. Czyżby hossa czekała prywatne placówki?

- Wciąż nie wiemy, ilu sześciolatków rozpocznie rok szkolny we wrześniu – tłumaczył we wtorek prezydent Andrzej Nowakowski. Za chwilę zacznie funkcjonować nowe przedszkole, ale co z tego, skoro już wiadomo, że w każdym będzie panował spory ruch. A co gorsza, miejsc w publicznych przedszkolach może nie starczyć dla wszystkich dzieci. Czyżby hossa czekała prywatne placówki?

Z sześciolatkami mamy poważny problem, który w zasadzie trwa od wprowadzenia w życie pomysłu, aby dotychczasowy ostatni rocznik przedszkolaków zasili szkolne ławy. Każdy jeszcze pamięta kręcącą się karuzelę dotyczącą odroczeń od wprowadzonego obowiązku. Tak było za rządów Platformy Obywatelskiej. Część rodziców decyzję kontestowała, inni na nią przystali. Prawo i Sprawiedliwość ruszyło do ostatnich wyborów parlamentarnych z hasłem wycofania się z reformy. Po objęciu rządów przeszli od słów do czynów. Prezydent Andrzej Duda podpisał już ustawę o sześciolatkach, a pod koniec poprzedniego roku sejm przyjął nowelizację ustawy o systemie oświaty. Tym samym reforma wprowadzona przez PO została podważona. Efekt jest tego taki, że pójście sześciolatka do szkoły zależy teraz od rodziców i to pod warunkiem, że dziecko ma za sobą roczne przygotowanie przedszkolne, a jeśli nie, wówczas mogą postarać się o pozytywną opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Z jednej strony mamy bezustanny kociokwik, a z drugiej to prawdziwy problem dla samorządu, który dokłada do tego wszystkiego, ponieważ państwowa subwencja dotyczy dzieci szkolnych, a na przedszkolaki kwoty są już parokrotnie mniejsze. Rodzicom przysługuje teraz prawo do decyzji, czy nie chcą swojego dziecka zostawić ponownie w pierwszej klasie. Mają na to czas do końca marca.

W przedszkolach, dzięki reformie PO, zrobiło się luźniej. W roku szkolnym 2015/2016 do klas pierwszych (mamy tam 75 oddziałów) poszło w Płocku 1 tys. 686 uczniów, w tym 979 sześciolatków i 707 siedmiolatków. Poradnie psychologiczno-pedagogiczne odroczyły obowiązek szkolny 299 sześciolatkom. - Dotychczas do przedszkoli przyjmowaliśmy nawet 2,5-letnie dzieci – mówił we wtorek prezydent Płocka, Andrzej Nowakowski w holu nowego przedszkola przy ul. Lachmana. Obecnie już raczej nie będzie takiej możliwości. - Obyło się bez zwolnień wśród kadry - dodawał miejski włodarz.

Trzeba znaleźć miejsce dla maluchów, które jednak nie pójdą do szkoły. W kolejnym roku szkolnym będzie w naszym mieście 1 tys. 286 sześciolatków. Wychodzi na to, że nalezy roztoczyć opiekę nad niemal 5 tys. dzieci w wieku przedszkolnym (w myśl nowej ustawy), wliczając w to jeszcze trzylatki (1 tys. 147 dzieci), czterolatki (1 tys. 316 dzieci) i pięciolatki (1 tys. 219 dzieci), Tymczasem w płockich przedszkolach mamy 3 tys. 655 miejsc. Siłą rzeczy dla wszystkich ich nie starczy, a problem jest całkiem poważny, skoro dotyczy aż 1 tys. 313 maluchów.

Prezydent liczy, że niektórzy rodzice mimo wszystko zdecydują się na to, aby ich pociecha znalazła swoje miejsce w szkolnej klasie, a nie w grupie przedszkolnej. Z drugiej zaś strony mamy obawy rodziców, czy dziecko posłane wcześniej do szkoły poradzi sobie w nowych warunkach. To także niepewność, co czeka ich za chwilę (może dłuższa edukacja dzieci w podstawówce, jeśli dojdzie do likwidacji gimnazjów). Przedszkole to zawsze wygodne rozwiązanie. Dziecko ma kilkugodzinną opiekę, leżakowanie, posiłki, część czasu może spędzić na świeżym powietrzu, kiedy jest już ciepło i placówka dysponuje placem zabaw.

- Jestem za tym, aby dzieci zostały w przedszkolu - mówi nam mama kilkulatka, która już tylko z ulgą obserwuje to, co się dzieje. Jej syna już to nie dotyczy, ale mało brakowało. - Powinni wrócić do podstaw programowych, nauki literek, czytania w przedszkolu - sądzi, liczy także na powrót do czteroletniego liceum.

Nie wiemy, ile sześciolatków trafi do szkół. Wykaże to dopiero rekrutacja, jak przypominał zarówno dyrektor wydziału edukacji i kultury w Ratuszu, Marek Bębenista na posiedzeniu komisji rewizyjnej, jak i prezydent Nowakowski. Na dniach odbędą się rozmowy w tej sprawie przedstawicieli Ratusza z dyrektorami płockich przedszkoli i podstawówek. Rodzice otrzymają ankietę, czy zamierzają swoje pociechy pozostawić w przedszkolu, czy też ich szkraby mają podjąć naukę w szkole.

Zobaczcie zdjęcia .

Fot. Karolina Burzyńska/Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE